Wchodząc do mieszkania, Ola zatrzymała się. Obok jej i Ivanowych butów stały eleganckie szpilki — od…

polregion.pl 1 tydzień temu

Po wejściu do mieszkania, Jagoda nagle zastygła. Tuż przy drzwiach, starannie ustawione obok jej i Mateusza butów, stały eleganckie szpilki. Od razu je rozpoznała należały do siostry Mateusza, tej, która zawsze wybierała najdroższe marki i najwyższe obcasy. Po co ona tu przyszła? Jagoda nie przypominała sobie, by Mateusz wspominał cokolwiek o odwiedzinach siostry.

Jagoda, twój znowu w delegacji? dogonił ją kolega z pracy, Paweł, gdy szła w stronę przystanku autobusowego. Może wyskoczymy do kawiarni? Napijemy się twojego ulubionego kakao, pogadamy chwilę, bo ostatnio tylko cześć i do zobaczenia.

Przepraszam, Pawle, dzisiaj nie dam rady. Mateusz obiecał, iż wróci wcześniej, mamy zamiar wybrać kuchnię, bo po remoncie przez cały czas nie wszystko jest gotowe. I delegacji już dawno nie miał.

A w domu zawsze punktualnie? zapytał Paweł półżartem, choć nutę ironii trudno było ukryć.

Nie zawsze Jagoda uśmiechnęła się, kręcąc głową. Teraz strasznie potrzebujemy pieniędzy, więc Mateusz musi zostawać dłużej w pracy. Gdy już wszystko urządzone, to będzie wracać na czas.

Rozumiem, uśmiechnął się Paweł i, życząc jej miłego wieczoru, skręcił w inną stronę.

Jagodzie akurat udało się złapać autobus, co nie zdarzało się często zwykle czekała w nieskończoność. Pracę skończyła wcześniej, a więc i dotarła na przystanek w samą porę. Siedząc przy oknie, utonęła w myślach.

Było kiedyś tak, iż ona i Paweł planowali ślub, ale rozstali się głupio, bez sensu sama już zapomniała, przez co adekwatnie. Wszystko potoczyło się błyskawicznie i nagle pojawił się Mateusz. Za niego wzięła ślub prawie tylko po to, by pokazać Pawłowi, iż nie jest sama, iż to jego strata.

Później Paweł próbował się pogodzić przepraszał ją i obiecywał, iż będzie najszczęśliwsza, iż nigdy jej nie zawiedzie, ale ona była wówczas za bardzo zapatrzona w Mateusza i zaczęła wierzyć, iż Pawła nigdy nie kochała naprawdę, a tylko jej się wydawało.

Potem przestała choćby o nim myśleć, dopóki nie przeniesiono go do jej oddziału z centrali.

Udawał, iż to przypadek, natomiast Jagoda była przekonana, iż sam się o ten transfer postarał, gdy tylko dowiedział się, gdzie pracuje. Mimo wszystko było jej miło, iż Paweł przez cały czas jest sam i traktuje ją z takim samym, ciepłym uśmiechem jak dawniej.

Czuła do niego życzliwość, a gdzieś pod skórą choćby lekko zazdrościła przyszłej wybrance Pawła bo wiedziała, jak potrafi się starać, był uroczy i romantyczny.

Sobie nie mogła zarzucić, iż trafiła źle tylko ostatnio Mateusz wiecznie pracował. Robił to dla ich dobra, by niczego im nie brakowało, by żyli w wygodzie, ale dla żony miał coraz mniej czasu.

I tak mieszkali w mieszkaniu siostry Mateusza. Justyna, zawsze w dobrym humorze, zaproponowała im lokum, zanim jej dzieci dorosną.

Justyna z mężem nie znali kłopotów finansowych, ona choćby nie przepracowała dnia, więc wynajem mieszkań ich nie interesował po prostu inwestowali w nieruchomości, by dzieci miały gdzie mieszkać, gdy podrosną.

Mateusz z Jagodą wyremontowali to mieszkanie po swojemu, Justyna nie miała nic przeciwko, teraz wybierali do niego meble. Często jednak Jagoda myślała, iż lepiej by wynajmowali, bo za te pieniądze, które tu włożyli, mieliby zapłacone za wiele lat najmu albo pierwszy wkład na kredyt. Ale Mateuszowi rozbłysły oczy, gdy Justyna zaproponowała im ten dach nad głową.

Jagoda wysiadła z autobusu, przeszła gwałtownie przez ulicę i pospieszyła do domu. W powietrzu unosił się ten dziwny, gęsty zapach obiecujący rychły deszcz, ale nie była teraz gotowa na chłód i świeżość.

Myśli krążyły, migając we wnętrzu głowy jak niewyraźne obrazy, nie zatrzymując się na dłużej, ustępując miejsca kolejnym. Ile minęło, odkąd ona i Mateusz tu mieszkali? Rok? A może już dwa?

Jagoda nie potrafiła dokładnie tego odtworzyć, ale fakt, iż mieszkanie wciąż wydawało się tymczasowe, nie dawał jej spokoju. Remonty, urządzanie, czekanie na coś lepszego, jakby prawdziwe życie miało się zacząć później tylko kiedy, to już nikt nie wiedział.

Podchodząc do bloku, łapała się na tym, iż idzie zbyt wolno, przedłuża moment wejścia do środka. Drzwi do klatki kliknęły znajomo, wpuszczając ją w przytłumioną szarą ciemność korytarza, a ona zaczęła wspinać się na czwarte piętro.

Wspinając się, czuła narastającą dziwną niepewność.

Po otwarciu drzwi mieszkania, Jagoda znowu znieruchomiała. Przy progu, przy jej i Mateusza butach eleganckie szpilki siostry.

Od razu wiedziała czyje. Po co przyszła? Jagoda nie przypominała sobie, żeby Mateusz zapowiadał wizytę siostry.

Już miała zawołać, iż jest w domu, ale coś ją powstrzymało. Intuicja podpowiadała, by nie wchodzić od razu. Stanęła w miejscu, nasłuchując.

Chciałam z mężem wyjechać rozległ się głos Justyny. Ale u niego z urlopem nie wyszło, więc pomyślałam, iż te wczasy oddam tobie. Ale pod jednym warunkiem. Głos Justyny stał się stanowczy. Pojedziesz nie z Jagodą, tylko z Marią.

Jagoda zamarła. Z Marią? Przypomniała sobie, iż Mateusz kiedyś mimochodem wspominał to imię, mówił, iż Justyna próbowała swatać go z jakąś przyjaciółką.

Wtedy Jagoda nie przywiązywała do tego wagi, a teraz imię Marii wywołało w niej złe przeczucia.

Nie chcę Marii głos Mateusza był zirytowany. Justyno, mówiłem przecież, iż jestem z Jagodą. Mam żonę! Czego znowu szukasz?

Jagoda odetchnęła z ulgą. Wszystko jasne Justyna zwyczajnie narzuca swoją wolę, jak zawsze. Była już gotowa wejść do pokoju i zaznaczyć swoją obecność, gdy Justyna znów przemówiła.

Po co się oszukujesz? Pamiętam, jak Marię kochałeś. Byliście parą, mieliście się pobrać, a potem obraziłeś się przez drobiazg. Nie bądź uparty, widzę przecież, iż Jagoda to nie to. Maria jest zupełnie inna.

Jagoda nie mogła pojąć, co słyszy. Kochał? Chciał się ożenić? Przecież mówił, iż Maria go nie interesuje. Jagoda patrzyła na podłogę, próbując zatrzymać się w sobie, ale słowa Justyny nie dawały jej spokoju.

No i co z tego? odpowiedział Mateusz, w jego głosie była niepewność i rozgoryczenie. To już przeszłość. Było, nie zaprzeczam, ale wyblakło. Kocham moją żonę.

Kochasz? Oj, Mateuszu, nie poddawała się Justyna. Przecież wszyscy wiemy, iż ożeniłeś się z Jagodą tylko po to, by Maria była zazdrosna, kiedy poszła do innego. Potem chciała wrócić, pokutowała, błagała o wybaczenie, a ty ze złości żeniłeś się z Jagodą.

Na duszy Jagodzie zrobiło się ciężko. Czyżby Mateusz ją wybrał tylko po to, by komuś coś udowodnić? Nagle poczuła ścisk w gardle. Przypomniała sobie, jak sama po rozstaniu z Pawłem pospiesznie wychodziła za Mateusza.

Ale przecież teraz naprawdę kochają się nawzajem. Czy jeszcze? Jagoda milknowała, czekając, co powie Mateusz dalej.

Przeszłość minęła brzmiał jego głos. Mam żonę i jestem za nią odpowiedzialny.

Odpowiedzialny? prychnęła Justyna. Dobrze, iż jeszcze nie zdążyliście mieć dzieci. Przypomnij sobie, gdzie mieszkasz! Z Jagodą całe życie będziecie się tułać po kątach. Maria zaś niedawno dostała od rodziców trzy pokoje na Mokotowie, nowa, przestronna I dalej cię kocha, czeka, aż się opamiętasz.

Jagoda oparła się o zimną ścianę, czując, jak traci grunt pod nogami. Jak siostra Mateusza mogła mówić takie rzeczy? Ale ważniejsze było, co odpowie Mateusz. Milczała prawie bez ruchu, nasłuchując jego odpowiedzi.

Justyno, daj spokój, Mateusz brzmiał już niepewnie. Mieszkanie to nie jest wszystko. Na razie mamy gdzie mieszkać, potem kupimy swoje.

Ale Justyna nie odpuszczała.

Nie chcesz zmian. Maria zawsze była dla ciebie lepsza, tylko duma cię gryzie. Jeszcze nie jest za późno. Z Marią będziesz miał dom, stabilność, wszystko, na co zasługujesz. Z Jagodą nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwy.

Zresztą, dodała Justyna. Nie mogę wam mieszkania trzymać w nieskończoność. Zmieniłam plany, będziecie musieli niebawem się wyprowadzić.

A Maria wie, co kombinujesz? niespodziewanie spytał Mateusz.

Oczywiście! odparła Justyna. Sama mnie o to prosiła. Ona wie, iż wciąż ją kochasz. To pomysł z tymi wczasami był jej, poprosiła mnie, bym cię namówiła.

Zapadła cisza. Jagodzie wszystko zaczęło wirować w środku. Czemu Mateusz milczy? Czy naprawdę rozważa propozycję siostry?

A co powiem Jagodzie? zagadnął w końcu cicho.

Powiedz, iż pomożesz mi na działce. Remont zaczynamy rzuciła Justyna jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. A z Marią pojedź nad Bałtyk. Proste!

Jagoda nie mogła już tego słuchać. Wyślizgnęła się z mieszkania, bez oglądania pobiegła przed siebie.

Nogi zaprowadziły ją do małej kawiarni na Starówce, gdzie panowała cisza i półmrok, a za oknem zaczęło się ściemniać. Zmęczona i zbita z tropu, usiadła przy stoliku przy oknie, zamówiła kakao z wanilią. Myśli w głowie były jak potłuczone szkło rozmowa z domu powracała w urywkach.

W głowie wciąż grały słowa Justyny. Jak to możliwe, iż Mateusz ukrywał przed nią całą prawdę? Jak mógł nie powiedzieć, iż kiedyś planował ślub z inną, z koleżanką siostry? Czuła się zdradzona, ale jeszcze bardziej bolał ją gniew. Czy jej własne życie, jej małżeństwo, to wyłącznie zemsta na byłej? Myślała, iż Mateusz wybrał ją z serca, a okazuje się, iż to tylko gra. W sumie sama tak kiedyś zrobiła, ale ona przecież odtrąciła Pawła choćby na zwykłe spotkanie w kawiarni, a co dopiero mówić o wspólnym wyjeździe! Kochała Mateusza całym sercem.

Na zewnątrz zapadła noc, a Jagoda patrzyła martwo przez zalane deszczem szyby na migoczące światła miasta. choćby nie tknęła kakao. Czas był jak połamany.

Mateusz nie zadzwonił, nie zapytał, gdzie jest. Pewnie już planuje podróż z Marią na Bałtyk myślała gorzko choćby nie wie, gdzie ja jestem.

Sięgnęła po telefon rozładowany.

Ciężko westchnęła, nie ma już na co czekać pora wracać do domu. Zebrała się w sobie, narzuciła płaszcz i wyszła na zewnątrz, gdzie przenikający chłód owijał ją kłębami. Szła do domu, z każdym krokiem próbując pogodzić się z myślą, iż ich z Mateuszem więź dobiegła końca. Rozstanie było konieczne, przygotowywała się psychicznie.

Zbliżając się do bloku, poczuła jeszcze większy ciężar. Weszła do mieszkania z klatką serca w gardle cisza. Żadnych odgłosów telewizora, kuchni. Po środku pokoju stały walizki. Mateusz pakował swoje rzeczy. No proszę, naprawdę się zbiera.

Co robisz? spytała odruchowo, dobrze wiedząc, co usłyszy iż jedzie do Justyny na wieś. Tymczasem Mateusz powiedział coś innego:

Jagoda, jedziemy stąd. Znalazłem mieszkanie. Tymczasowe, później pomyślimy o kredycie. Zatrzymał się na chwilę, patrząc na nią dziwnie. Czemu się tak spóźniłaś? Nie mogłem się do ciebie dodzwonić, telefon rozładowany. Dorabiałaś gdzieś?

Jagoda nie mogła uwierzyć własnym uszom. Wszystko, co chciała mu powiedzieć, straciło sens. Skinęła głową, nie wiedząc, jak się odnaleźć w tej sytuacji.

Wyjeżdżamy? spytała cicho, wciąż pełna wątpliwości.

Mateusz podszedł bliżej, jakby chciał wszystko wyjaśnić:

Pokłóciłem się z Justyną westchnął. Dosyć tego. Nie chcę już być od niej zależny. Potrzebna nam własna przestrzeń.

Jagoda poczuła, jak całe napięcie w ciele na moment opada ale nie był to jeszcze koniec. Mateusz odsunął walizkę, usiadł na skraju kanapy i przywołał ją, aby usiadła obok.

Opowiedział jej wszystko, krótko o rozmowie z Justyną.

Powinienem był wcześniej ci powiedzieć zniżył głos. Rzeczywiście, miałem romans z Marią. Żeniłem się z tobą, bo chciałem jej dopiec. Ale, Jagodo, powinnaś wiedzieć jedno: tamto się skończyło, a ty jesteś dla mnie najważniejsza. Nie chcę cię stracić.

Jagoda słuchała, w jej wnętrzu rosło powoli ukojenie. Wciąż czuła gorycz po przeinaczeniu prawdy i niedomówieniach, ale ważne było mogli wreszcie rozmawiać szczerze.

Wybacz, iż nie powiedziałem ci o tym wcześniej Mateusz opuścił głowę. Gdy mówiłaś, iż miałaś w planie ślub z Pawłem, uznałem, iż to niemądre, bym tym się dzielił. Potem już nie chciałem wracać do tej przeszłości.

Jagoda westchnęła, wzruszenie ścisnęło jej oczy, ale to nie były łzy rozpaczy tylko ulgi.

Dobrze odetchnęła. Co było, już minęło. Naprawdę znalazłeś mieszkanie?

Tak przytaknął Mateusz. Tymczasowe, ale własne. Bez Justyny, bez jej zgryźliwości. Poradzimy sobie, obiecuję. Potem weźmiemy kredyt, wszystko urządzimy po swojemu.

Jagoda kiwnęła głową. Czuła, iż to adekwatna decyzja. Wreszcie będą mogli żyć dla siebie, nie według cudzych scenariuszy.

No to zaśmiał się Mateusz Zbieramy się?

Jagoda skinęła głową, nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa, jakby język śnił inne sny niż jej serce. Pozostało jej tylko wierzyć, iż to co najważniejsze, czeka już w nowej, własnej codzienności a przeszłość odpłynie za oknem, wraz z zimnym deszczem.

Idź do oryginalnego materiału