Wchodząc do mieszkania, Olga zatrzymała się na chwilę. Tuż przy drzwiach, obok jej i Janowych butów, stały eleganckie szpilki. Od razu rozpoznała je to były buty siostry Jana, Hanny drogie, na wysokim obcasie. Po co ona tutaj? Olga nie przypominała sobie, żeby Jan uprzedzał ją o wizycie siostry.
Olga, twój znowu w delegacji? zawołał za nią jej kolega z pracy, Paweł, gdy szła w stronę przystanku. Może wpadniemy do kawiarni? Wypijemy twoją ulubioną czekoladę na gorąco, trochę pogadamy. Bo przecież ostatnio tylko cześć i do widzenia.
Przepraszam, Pawle, dziś nie mogę. Jan obiecał, iż wróci wcześniej do domu, mieliśmy razem wybrać kuchnię wciąż jesteśmy w trakcie urządzania mieszkania po remoncie. I, nawiasem mówiąc, do pracy w delegacji nie jeździ od dawna.
I zawsze na czas w domu? zapytał Paweł, z nutą ironii w głosie.
Nie zawsze uśmiechnęła się Olga i pokręciła głową. Teraz bardzo potrzebujemy pieniędzy, więc Jan zostaje dłużej w pracy. Jak już w pełni się urządzimy, wtedy będzie mógł być w domu na czas.
Rozumiem rzucił Paweł, życząc jej miłego wieczoru i skręcił w inną uliczkę.
Olga miała dziś szczęście autobus przyjechał szybko, choć zwykle czeka się długo. Akurat udało jej się wyjść z pracy wcześniej. Siadła przy oknie i zamyśliła się.
Dawniej z Pawłem planowali ślub, ale rozstali się bez sensu, już choćby nie pamiętała, z jakiego powodu. Po rozstaniu z Pawłem, dość gwałtownie w jej życiu pojawił się Jan, z którym poszła do urzędu stanu cywilnego trochę na złość żeby Paweł zobaczył, iż nie jest sama, niech żałuje.
Paweł próbował się z nią pogodzić przepraszał, obiecywał, iż ją uszczęśliwi, iż będzie wierny i nigdy jej nie zrani. Ale Olga już była zafascynowana Janem i doszła do wniosku, iż Pawła nigdy nie kochała, tylko tak jej się zdawało.
Z czasem przestała go wspominać. Niedawno Paweł został przeniesiony do ich oddziału z centrali.
Udawał zaskoczenie, ale Olga miała podejrzenia, iż poprosił o ten transfer, kiedy dowiedział się, iż ona tam pracuje. Mimo wszystko było jej miło, iż Paweł przez cały czas jest sam i wciąż traktuje ją z taką sympatią.
W głębi duszy życzyła mu szczęścia trochę choćby zazdrościła przyszłej wybrance Pawła, bo potrafił być romantyczny i czarujący.
Z Janem nie można powiedzieć, iż miała pecha po prostu ostatnio bardzo dużo pracował. Tak, starał się dla dobra rodziny, żeby niczego im nie brakowało i żeby żyli w wygodnych warunkach, ale czasu dla żony zupełnie nie miał.
Mieszkali w mieszkaniu Hanny. Pożyczyła je im z życzliwości, bo jej dzieci jeszcze były małe.
Hanna z mężem nie miała żadnych problemów z pieniędzmi; nigdy choćby nie musiała pracować. Wynajmowanie mieszkań nie miało dla nich sensu, traktowali to jako inwestycję, twierdzili, iż dzieci dorosną i będą miały własne lokum.
Jan z Olgą zrobili remont według własnego gustu, Hanna im na to pozwoliła. Teraz kupowali meble. Często jednak Olga myślała, iż lepiej byłoby wynajmować w pełni urządzone mieszkanie.
Przecież tyle pieniędzy włożyli w ten remont starczyłoby na parę lat wynajmu lub wkład do kredytu hipotecznego. Ale Jan miał iskrę w oku, kiedy Hanna zaproponowała im to mieszkanie.
Olga wysiadła z autobusu, przeszła gwałtownie przez ulicę i ruszyła w stronę bloku. W powietrzu czuć było nadchodzący deszcz, ten charakterystyczny, świeży zapach, ale dziś nie była w nastroju, żeby się nim zachwycać.
Myśli tłoczyły się w głowie, żadna nie zostawała na długo, wszystkie rozpływały się, ustępując miejsca następnym. Ile już minęło odkąd przeprowadzili się z Janem do tego mieszkania? Rok, półtora?
Nie potrafiła sobie dokładnie przypomnieć, ale ciągle miała wrażenie, iż ich dom jest tymczasowy. Robili remont, urządzali się, cały czas czekali na coś lepszego, jakby prawdziwe życie miało się zacząć później. Tylko iż nie wiadomo kiedy.
Zbliżając się do bloku, zauważyła, iż idzie wolniej niż zwykle, jakby chciała odwlec moment wejścia do środka. Drzwi do klatki kliknęły znajomo, Olga weszła do ciemnego korytarza i zaczęła wchodzić po schodach na czwarte piętro.
Klatka schodowa migała przed oczami, a ona czuła coraz większe napięcie.
Wchodząc do mieszkania, Olga znów stanęła. Przy wejściu, obok ich butów, stały eleganckie szpilki.
Znała je od razu to były szpilki Hanny, jej szwagierki. Po co tu przyszła? Olga nie przypominała sobie, by Jan ostrzegał ją o tej wizycie.
Chciała już zawołać, iż jest w domu, ale coś ją powstrzymało. Przeczucie podpowiedziało jej, by się wstrzymać. Zamarła i wsłuchała się w rozmowę dochodzącą z salonu.
My z mężem chcieliśmy gdzieś wyjechać odezwał się głos Hanny. Ale jemu nie wychodzi z urlopem, więc pomyślałam, iż dam ci nasze vouchery. Ale pod jednym warunkiem jej głos stał się bardziej stanowczy pojedziesz nie z Olgą, tylko z Weroniką.
Olga zesztywniała. Z Weroniką? Przypomniała sobie, iż Jan kiedyś mimochodem o niej wspominał, mówił, iż Hanna zawsze próbowała swatać go ze swoją koleżanką.
Nie zwróciła wtedy na to uwagi, ale dziś, gdy usłyszała to imię, coś w niej zadrżało z niepokoju.
Nie potrzebna mi Weronika głos Jana był zniecierpliwiony. Hanno, przecież mówiłem, iż teraz jestem z Olgą. Mam żonę! Po co znowu zaczynasz?
Olga odetchnęła z ulgą. Jasne, Hanna jak zwykle próbuje narzucić swoją wizję. Już miała wejść do salonu i powiedzieć, iż wróciła, ale Hanna znów się odezwała.
Kogo ty oszukujesz? Przecież pamiętam, jak ją kochałeś. Mieliście się choćby pobrać, a potem się obraziłeś o drobiazg. Nie bądź uparty, widzę, iż Olga nie jest dla ciebie odpowiednia. A Weronika to co innego.
Olga znieruchomiała, z trudem łapiąc znaczenie tych słów. Kochał? Chciał się żenić? A jej mówił, iż Weronika go nie interesuje. Patrzyła na podłogę, próbowała ochłonąć, ale słowa Hanny krążyły w jej głowie.
No i co z tego? odpowiedział Jan, słychać było niecierpliwość i niepewność? To już przeszłość. Tak było, nie zaprzeczam, ale minęło. Kocham swoją żonę.
Kochasz? Daj spokój, Janie nie odpuszczała Hanna. Przecież wiem, iż ożeniłeś się z Olgą, żeby Weronika była zazdrosna, gdy poszła do innego. A potem wróciła, żałowała, przepraszała, chciała wrócić. Ale ty wtedy na przekór jej się ożeniłeś.
Olga poczuła niepokój. Na złość? Czy Jan naprawdę się z nią ożenił, żeby coś komuś udowodnić? Nagle stało się jej ciężko. Przypomniała sobie, jak sama pochopnie wyszła za Jana po rozstaniu z Pawłem.
Ale choćby jeżeli na początku tak było czy to ważne? Przecież teraz naprawdę się kochają. Chyba? Olga wstrzymała oddech, czekając na kolejne słowa Jana.
Było, minęło usłyszała jego głos. Teraz jestem żonaty, mam obowiązki wobec Olgi.
Tam jakie obowiązki? Hanna prychnęła. choćby dzieci nie macie, na szczęście. Mam nadzieję, iż nie zapomniałeś, gdzie mieszkasz? Z Olgą zawsze będziecie na cudzym. A Weronika dostała właśnie trzypokojowe mieszkanie w centrum w prezencie od rodziców nowoczesne, przestronne I ona wciąż cię kocha, czeka aż się opamiętasz.
Olga oparła się o zimną ścianę, czując, iż traci kontrolę nad emocjami. Co Hanna mówi? Ale jeszcze bardziej martwiła ją reakcja Jana. Prawie się nie ruszała, by usłyszeć jego odpowiedź.
Hanno, daj spokój powiedział Jan powoli, chociaż jego głos już nie brzmiał pewnie. Mieszkanie nie jest najważniejsze. Na razie mamy gdzie mieszkać, potem kupimy swoje.
Ale Hanna nie odpuszczała:
Ty po prostu boisz się zmian. Weronika zawsze była lepsza, tylko uraza cię trzyma. Jeszcze nie jest za późno. Z Weroniką będziesz miał dom, spokój, wszystko czego potrzebujesz. Z Olgą nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwy.
Poza tym dodała Hanna rozumiesz, iż nie mogę wam wiecznie udostępniać tego mieszkania? Mam własne plany, więc będziecie musieli się stąd wyprowadzić.
A sama Weronika wie, co knujesz? zapytał Jan zaskakująco.
Oczywiście iż wie! odpowiedziała Hanna natychmiast. Co więcej, to ona mnie o to poprosiła. Wie, iż ją wciąż kochasz. Te vouchery to jej pomysł, poprosiła żebym cię namówiła.
Zapadła cisza. Olga poczuła zamieszanie wewnątrz. Dlaczego Jan milczy? Czy naprawdę rozważa propozycję siostry?
A co powiem Oldze? zapytał cicho.
Powiedz, iż pomagasz mi w domu na Mazurach. Mamy tam remont. A sam pojedź z Weroniką na morze. To proste.
Olga nie mogła już tego słuchać. Po cichu wymknęła się z mieszkania i, nie oglądając się, poszła przed siebie.
Nogi poniosły ją do małej, przytulnej kawiarni, gdzie nie było prawie nikogo. W półmroku cicho sączyła się muzyka, za oknem zapadał już zmierzch. Zmęczona i zagubiona, usiadła przy oknie i odruchowo zamówiła gorącą czekoladę z wanilią. Natłok myśli nie pozwalał jej skupić się na niczym słowa, które usłyszała w domu, nie dawały jej spokoju.
W głowie wciąż przewijała rozmowę Hanny. Jak to możliwe, iż Jan tak długo ukrywał przed nią prawdę? Jak mógł nie mówić, iż kiedyś planował ślub z inną i to koleżanką siostry! Olga czuła się oszukana, ale jeszcze silniej bolała ją uraza. Czy ich małżeństwo było tylko zemstą na byłej? Myślała, iż Jan wybrał ją z miłości, a wszystko odbyło się inaczej. Choć sama, tak jak on, chciała zamknąć sprawy z przeszłością nigdy nie pozwoliła sobie choćby na kawę z Pawłem, nie mówiąc o wyjeździe nad morze! A Jana pokochała całym sercem i na zawsze.
Na zewnątrz było już ciemno, a Olga siedziała przy oknie, patrząc za szybę, po której spływały deszczowe krople. choćby nie dotknęła gorącej czekolady. Czas stanął w miejscu.
Jan nie zadzwonił, nie spytał, gdzie jest. Pewnie już planuje wyjazd z Weroniką pomyślała gorzko i nie obchodzi go, gdzie się podziałam.
Ale gdy chciała sprawdzić godzinę w telefonie, okazało się, iż bateria padła.
Olga westchnęła ciężko i zdecydowała, iż nie może już dłużej zwlekać trzeba wracać do domu. Zebrała się w sobie, narzuciła płaszcz i wyszła na chłodny, wieczorny wiatr. Szła powoli, z każdym krokiem przygotowując się w myślach na rozstanie. Była przekonana, iż to koniec musiała się z tym pogodzić.
Gdy podeszła pod blok, czuła jeszcze większy ciężar na sercu. Weszła powoli po schodach, przekręciła klucz w zamku i weszła do mieszkania. Powitała ją cisza nie słyszała telewizora ani odgłosów z kuchni. Na środku pokoju stały torby, a Jan właśnie pakował swoje rzeczy. A więc to prawda pomyślała na pewno się wyprowadza.
Co robisz? zapytała mechanicznie, choć już wiedziała. Spodziewała się, iż zaraz powie, iż jedzie do Hanny na Mazury. Ale Jan zrobił coś innego:
Olga, wyprowadzamy się. Znalazłem mieszkanie do wynajęcia. Na razie tak, potem zobaczymy, jak wziąć kredyt. Zawiesił się na chwilę, patrząc na nią uważnie. Dlaczego tak długo cię nie było? Próbowałem się do ciebie dodzwonić cały wieczór, ale twój telefon był wyłączony. Pracowałaś dłużej?
Olgę zaskoczyły jego słowa. Wszystko, co chciała mu powiedzieć, wyparowało. Pokiwała głową, nie wiedząc, co myśleć.
Wyprowadzamy się? powtórzyła cicho; wciąż nie rozumiała.
Jan chyba zauważył jej dezorientację i podszedł bliżej, tłumacząc:
Pokłóciłem się z Hanną westchnął. Dość już tego. Nie chcę być od niej zależny. Potrzebujemy własnego mieszkania.
Olga poczuła, iż trochę opada z niej napięcie, ale to nie był jeszcze koniec. Jan zastanowił się chwilę, potem usiadł na skraju kanapy i zaprosił ją gestem, by usiadła obok. Kiedy usiadła, opowiedział jej o rozmowie z Hanną.
Powinienem był powiedzieć ci wcześniej powiedział, ściszając głos. Rzeczywiście, miałem romans z Weroniką. I tak, ożeniłem się z tobą trochę przez złość do niej. Ale musisz wiedzieć jedno: to już przeszłość. Kocham tylko ciebie i nie chcę cię stracić.
Olga słuchała, a w jej duszy powoli pojawiała się ulga. Uczucie zdrady i niedopowiedzeń pozostało, ale w tej chwili liczyło się to, iż mogli wreszcie rozmawiać szczerze.
Przepraszam, iż nie powiedziałem ci wcześniej dodał Jan. Kiedy opowiadałaś mi o tym, iż chciałaś kiedyś wyjść za Pawła, pomyślałem, iż to nie bardzo wypada, żeby o tym wspominać. Potem już nie chciałem wracać do przeszłości.
Olga westchnęła, czując, jak napływają jej łzy tym razem z ulgi.
Dobrze powiedziała to już było i minęło. Powiedziałeś, iż wynająłeś mieszkanie?
Tak potwierdził Jan na razie tymczasowe, ale będziemy mieli własny kąt. Bez Hanny, bez jej wtrącania się. Damy sobie radę, obiecuję. Potem weźmiemy kredyt, zrobimy wszystko jak trzeba.
Olga kiwnęła głową. Czuła, iż to adekwatna decyzja. Wreszcie będą żyć po swojemu, bez obcych planów i rad.
No to co? uśmiechnął się Jan Zbieramy się?
Olga znów kiwnęła głową. Nie mogła wydusić ani słowa. Pozostawało jej wierzyć, iż teraz ich życie rzeczywiście skręci na adekwatną drogę, niezależnie od przeszłości, którą trzeba zostawić za sobą.











