Walentynki w Nowej Hucie – Jeszcze Raz o Miłości

glosseniora.pl 15 godzin temu
Zdjęcie: walentynki


Słońce, choć zimowe i nieśmiałe, rozjaśniało szare bloki Nowej Huty, rzucając długie cienie na oszronione trawniki. Krystyna, z książką „Pół wieku w Nowej Hucie” w dłoni, przystanęła przed nieco zapomnianą, ale ciągle tą samą co przed laty, kawiarnią „Stylowa”.


Serce biło jej mocniej, niż na to pozwalał wiek. Minęło pięćdziesiąt lat, a wciąż czuła ten sam dreszcz, co wtedy, gdy jako młoda dziewczyna, czekała na Stefana w tym samym miejscu. Spojrzała na zegarek. Kilka minut po umówionej godzinie. Typowy Stefan. Zawsze się spóźniał. Uśmiechnęła się pod nosem, wspominając wieczory, kiedy złościła się na jego spóźnienia, a potem topniała w jego ramionach.
Nagle poczuła delikatne muśnięcie w ramię. Odwróciła się i zamarła. Przed nią stał on. Zmęczony czasem, z siwą czupryną i zmarszczkami wokół oczu, ale to wciąż był jej Stefan. W dłoni trzymał jeden, czerwony tulipan.


— Krysiu? – zapytał, a w jego głosie pobrzmiewała nutka niepewności, ale i znajomego ciepła.
— Stefan! – odpowiedziała Krystyna, a łzy napłynęły jej do oczu. Rzuciła się mu na szyję, a świat na moment zawirował. Zapach jego znoszonego płaszcza, choć inny niż ten z młodości,
przyniósł falę wspomnień.
Odsunęli się od siebie, uśmiechając się przez łzy.
— Wyglądasz… pięknie – wyjąkał Stefan, wręczając jej kwiat. Przepraszam, spóźniłem się, jak
zawsze.
Krystyna zaśmiała się perliście.
— Nie zmieniłeś się ani trochę, Stefanie. Zawsze kazałeś mi czekać.


Spacerowali alejkami Parku Ratuszowego, rozmawiając, jakby minęło nie pięćdziesiąt lat, a zaledwie kilka dni. Śnieg skrzypiał pod ich stopami, a światło latarni rzucało ciepłe, żółte plamy na białą nawierzchnię. Park w Nowej Hucie, choć zmieniony przez lata, wciąż miał w sobie coś znajomego, co przywoływało dawne chwile. Opowiadali sobie o życiu, o rodzinach, o radościach i smutkach. Dzieci, wnuki, prawnuki – całe, bogate życie, które zbudowali osobno. Ale w ich głosach pobrzmiewało coś niewypowiedzianego, tęsknota za tym, co mogło być.


— Pamiętasz ten dzień, kiedy wręczyłeś mi pierścionek z bursztynem? – zapytała Krystyna,
zatrzymując się przy ławce pod starym dębem.
Stefan uśmiechnął się.
— Jak mógłbym zapomnieć? Bałem się, iż mi odmówisz. Ale zgodziłaś się.
— I wtedy… potem… życie potoczyło się inaczej – szepnęła.


Zapadła cisza. Oboje wiedzieli, iż nie ma sensu wracać do tamtych decyzji. Zrobili to, co uważali za słuszne. Ale teraz, stojąc tu, w miejscu ich dawnych spotkań, czuli, iż coś w nich odżywa. Przysiedli na ławce w Parku Ratuszowym.


— Krysiu – Stefan wziął jej spracowaną dłoń w swoją. Wiesz, iż zawsze byłaś moją największą
miłością?
Krystyna spojrzała mu głęboko w oczy.
— Ty moją też, Stefanie. Zawsze.


Siedzieli tak przez chwilę, trzymając się za ręce, czując ciepło, które rozlewało się po ich duszach. Przechodzili obok nich młodzi ludzie, zakochane, uśmiechnięte pary, trzymające się za ręce. Krystyna zauważyła, iż jedna z dziewczyn uśmiecha się do nich, a jej wzrok zatrzymuje się na ich splecionych dłoniach.

— Wiesz co? – powiedział Stefan, łamiąc ciszę. Chyba nigdy nie jest za późno.
Krystyna spojrzała na niego pytająco.
— Na miłość, Krysiu. Nigdy nie jest za późno na miłość.
Uśmiechnęła się szeroko, a w jej oczach zalśniły iskierki dawnego blasku.
— Masz rację, Stefanie. Absolutnie masz rację.


Wstał, podał jej rękę i razem, powoli, ruszyli w stronę kawiarni, z której dochodził zapach kawy. Ich kroki, choć wolniejsze, były pełne nowej nadziei. Zdecydowali się wejść do kawiarni, by usiąść przy stoliku przy oknie i porozmawiać. Dzień Walentego w Nowej Hucie, po pięćdziesięciu latach, na nowo zapalił płomień, udowadniając, iż prawdziwe uczucie nie zna wieku ani czasu. Bo miłość, ta prawdziwa, zawsze znajdzie drogę, by przypomnieć o sobie. I nigdy nie jest na nią za późno…

Tekst: Jerzy Zbigniew Grzeszczuk – autor książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych.
https://allegrolokalnie.pl/oferta/dwie-ksiazki-wspomnieniowe-o-nowej-hucie

Idź do oryginalnego materiału