W rodzinie nie było zgody, a dom nie sprawiał radości.
Nienawidzę go! On nie jest moim ojcem! Niech odejdzie. Przeżyjemy bez niego tak krzyczała Zuzanna, pełna rozgoryczenia, na swojego ojczymę. Nie rozumiałam tego rodzinnego sporu. Dlaczego nie mogło być po prostu dobrze? Nie miałam pojęcia, jakie burze szalały w tym domu.
Zuzannie była młodsza siostra ze strony matki Jagoda. Jagoda była dzieckiem zarówno matki, jak i ojczyma, więc wyglądało na to, iż ojczym traktuje ją i Zuzannę jednakowo. To jednak spojrzenie z zewnątrz. Zuzanna nigdy nie pośpieszała do domu po szkole. Liczyła godziny, kiedy wyjdzie jej najgorszy wróg wredny ojczym. Gdy jednak los figlował i ojczym wciąż był w domu, Zuzanna wypływała z brzegów.
Szeptała do mnie:
Ten w domu! Ania, zostań w moim pokoju.
Jednocześnie zamykała się w łazience i czekała, aż ojczym zamknie za sobą drzwi. Gdy to zrobił, Zuzanna wybiegła ze swojego wymyślonego więzienia, z ulgą westchnęła:
W końcu odszedł! Ania, masz szczęście, iż mieszkasz z prawdziwym ojcem. Ja zaś mam tak. Szkoda, iż tak jest westchnęła ciężko. Chodźmy, Ania, zjedzmy obiad w kuchni.
Matka Zuzanny była znakomitą gospodynią. W ich domu jedzenie było religią. Śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja wszystko na czas, pod liczbą kalorii i witamin. Kiedy tylko przychodziłam w gości do Zuzanny, na stole czekał gorący obiad. Garnki i patelnie były przykryte ściereczkami, czekając na gości.
Pamiętam, iż Zuzanna nie lubiła Jagody, młodszej o dziesięć lat. Drażniła ją, szydziła, biła się z nią. Lata później były już bratnimi duszami. Zuzanna wyjdzie za mąż, para doczeka się córki. Później cała rodzina, oprócz ojczyma, przeprowadzi się na stałe do Izraela.
Po dwunastu latach Zuzanna urodzi kolejną dziewczynkę. Jagoda pozostanie niezamężna, ale będzie wspierać Zuzannę w wychowywaniu córek. W odległym kraju ich rodzina zjednoczy się jeszcze mocniej. Zuzanna będzie korespondować z prawdziwym ojcem aż po jego śmierć miał drugą żonę, a Zuzanna była jedyną jego córką.
Wychowana w pełnej rodzinie (z prawdziwym ojcem i matką), nie wszystkie moje koleżanki miały taką szczęśliwą sytuację. W dzieciństwie nie zdawałam sobie sprawy z ich pretensji wobec ojczymów. Okazało się jednak, iż życie moich przyjaciółek nie było usłane różami.
U Ireny matka i ojczym byli zapalonymi alkoholikami. Irena się ich wstydziła i nigdy nie zapraszała nikogo do domu. Wiedziała, iż ojczym ją wyrwie, a matka go popiera, a choćby grozi. Gdy tylko Irena ukończyła piętnaście lat, sama potrafiła się obronić, więc ojczym i matka zostawili ją w spokoju.
Aniu, zapraszam cię na urodziny oznajmiła radośnie Irena.
Zaskoczona odpowiedziałam:
Do ciebie do domu? Boję się, Ireno. Ojczym nie wypędzi mnie?
Niech tylko spróbuje! Dość już jego władzy nad mną. Mama dała mi adres prawdziwego ojca. Teraz on jest moją ochroną. Tata mieszka niedaleko. Chodź, Aniu. Mama się przygotowuje, krząta się Irena była pewna siebie jak nigdy dotąd.
Nadszedł dzień szesnastej urodzin Ireny. Przygotowałam mały prezent i zadzwoniłam do przyjaciółki.
Na progu stała elegancka Irena:
Cześć, przyjaciółko! Wejdź! Usiądź przy stole.
Mama i ojczym Ireny stali przy stole. Powoli przywitałam się, ostrożnie. Małżonkowie skinęli głowami w tym samym rytmie.
Na przybranym podłogą stół znajdował się wielki garnek z plackiem ryżowym, kromka chleba na talerzu i lemoniada w szklankach ze zdobionymi brzegami. Na szklankach leżały chrupiące ciastka. I to wszystko. Widać jednak, iż Irena była dumna z tych świątecznych potraw.
Cóż, czym rodzina żywiła się w codziennych dniach? Natychmiast przypomniała mi się moja własna urodzinowa noc. Mama stała przy kuchni cały dzień, gotowała, smażyła, piekła. Sałatki, mięso, ryby, ciasta, tort, sok, kompot Każda chatka ma swoje łakocie.
Nie okazując zdziwienia, z przyjemnością zjadłam ryżowy plack z kawałkiem chleba i wypiłam szklankę lemonady. Ciastko odłożyłam na bok, bo łatwo się kruszyło i bałam się poplamić podkładkę.
Mama i ojczym Ireny stali nieruchomo przy stole, obserwując nas. W rogu pokoju stało łóżko, na którym leżała babcia Ireny:
Zosia, nie pij! Bo zapomnisz o mnie i nie nakarmisz nas.
Irena się zawstydziła:
Babciu, nie martw się, mama nie pije. My mamy tylko lemonadę, nie ma alkoholu.
Starsza pani odwróciła się ku ścianie i zamruczała.
Dziękuję za pyszny posiłek! wstałam od stołu.
Poszłyśmy z Ireną gwałtownie wyjść. Młodość ma przecież mnóstwo przyjemności. Nie było nam miejsce przy starych ludziach.
Irena straciła w ciągu jednego roku matkę, ojczyma i babcię. Została sama w dwudziestym piątym roku życia. Nie wyszła za mąż, nie miała dzieci. Mieli ją kiedyś adoratorzy, ale nic nie wyszło. Wśród jej zalotników pojawił się mój były mąż
Irena w końcu znalazła mojego porzuconego męża i przyjęła go pod swój dach. Z nim też nie udało się jej nic. Okazało się, iż charakter przyjaciółki jest nieugięty.
Kolejna przyjaciółka, Tania, miała czternaście lat. Tania mieszkała ze starszą siostrą Anną, której osiemnaście lat. Anna wydawała mi się dojrzała i nieprzystępna. Była surowa, poważna, roztropna.
Matka córek przychodziła co tydzień, niosąc jedzenie i gotując. Sama mieszkała z pierwszym mężem. Anna urodziła się w pierwszym małżeństwie, Tania w drugim. Po kilku latach z drugim mężem matka urodziła Tanę, a potem wróciła do pierwszego. Zazdrościłam Taniecej wolności. Jej matka wydawała się nieustannie spłacać winy wobec pierwszego męża, a Anna miała własne stado kochanków. Tania była pozostawiona samej sobie.
Koleżanka wyszła za mąż, urodziła córkę, a mąż był na długo w więzieniu. Tania popiła się. Jej ciało znalazła siostra Anna. Tanie było czterdzieści dwa lata.
Nika była nową uczennicą w naszej dziesiątej klasie. Od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Piękna, smukła, z melodyjnym głosem.
Chłopcy w szkole patrzyli na nią zachwyceni, ale Nika miała ukochanego Kacpra. Codziennie po lekcjach jeździł własnym autem, zabierał swoją boginię i znikali gdzieś poza miastem.
Ojciec Niki zmarł, gdy dziewczynce nie było choćby dziesięciu lat. Nika nie radziła sobie w nauce, ale pięknie śpiewała. Kacper i ona tworzyli zespół, występowali na szkolnych dyskotekach.
Gdy Kacpra powołano do wojska, Nika odprowadziła go na dworzec i wypłakała się, ale nie czekała. Zasiedziała się z nieznanym ojcem dziecka, mieszkała u matki.
Kacper wrócił ze służby, wybaczył bogini i zaprosił ją do siebie. Nika odmówiła:
Będziesz mnie cały czas potępiał. Nie chcę takiego życia. Lepiej będę sama.
Gdy syn Niki dorósł, poślubiła chłopa z wsi i przeniosła się na wieś.
Z wszystkimi tymi przyjaciółkami kontaktowałam się jednocześnie, ale one nie lubiły siebie nawzajem. Wręcz przeciwnie nie mogły znosić się w myślach.
Obecnie od czasu do czasu piszę do odległej, a jednocześnie bliskiej Zuzanny. Moja przyjaciółka z dzieciństwa pisze, iż za wszelką cenę będzie chronić swoją rodzinę:
Nie chcę, by moje córki przeżyły to, co ja przeżyłam, sąsiadując z ojczymem. Gdyby trzeba było wybierać, wolę walkę z prawdziwym ojcem niż z obcym wujkiem. W krwi rodziny wszystko się miesza. Ojczym jest moją raną na całe życie.
Czasem Zuzanna i ja wspominamy szkolne wybryki i śmiejemy się.
Ślady Ireny i Niki zniknęły w przeszłości











