W czasach PRL-u sezamki, obok chałwy i bloku czekoladowego, stanowiły podstawę słodkich deserów. Każdy, kto dorastał w tamtych latach, pamięta te twarde, klejące i niezwykle słodkie tabliczki, które kupowało się w osiedlowych sklepikach. Chociaż ich smak był uzależniający, to, ogólnie rzecz biorąc, ich skład pozostawiał wiele do życzenia – dominował tam głównie syrop glukozowy i utwardzany tłuszcz. Moje domowe sezamki to hołd dla tradycji, ale w wersji, która nie obciąża organizmu zbędnymi kaloriami.