W POSZUKIWANIU KOCHANKI
Weronika, co ty wyprawiasz? Zdziwiony mąż patrzył na żonę, podającą mu krótkie spodenki i podkoszulek.
Co mam robić? Jak ty tutaj śpisz, to wszystkie kochanki już rozdzielą między siebie! Weronika ściągnęła z niego kołdrę, a zimne ciarki przeszły po plecach bezbronnego Romka, zmuszając go się otrząsnąć.
O czym ty w ogóle mówisz?
Po twoich wczorajszych słowach, iż to już niedługo, jak sobie znajdziesz kochankę, podjęłam decyzję. Nadszedł czas, Romek. Jest wpół do szóstej: wstawaj, idź na ten rozpustny front!
Ale ja tylko tak żartowałem! Przecież pokłóciliśmy się, zapomniałaś? Przepraszam, to była moja wina.
Nie, nie, nie, dobrze powiedziałeś! To raczej ja zawaliłam. Zaniedbałam nasz ogień namiętności. Całą benzynę wypaliłam na siebie. Teraz tam tylko popiół, na którym ani się nie spalisz, ani choćby ziemniaka nie upieczesz. Naprawiam się. Wstawaj.
Wyrzucasz mnie?
Przeciwnie, zapędzam cię! Od dziś ćwiczysz codziennie, póki nie strząśniesz tego tłuszczyku. Kochanka to nie żona, nie będzie znosić cię jak talizman Michelin. Wstań, komu mówię!
Rozumiejąc, iż żona nie odpuści, Romek potulnie zsunął się z łóżka i, dla pokuty za grzechy, z trudem naciągał spodenki na bokserki.
Przypomnij, żebyśmy ci slipy kupili. W takich spadochronach, to cię z kochanki choćby przeciąg porwie z łóżka!
Po dziesięciu minutach biegu wokół domu pod czujnym okiem trenerki, półżywy Romek doczołgał się do środka, padł na podłogę i zaczął się czołgać w stronę łóżka.
Gdzie to? zatrzymała go Weronika.
Chcę umrzeć wygodnie, w łóżku.
Umierać nie wolno, kochanki szukamy, nie patomorfologa. Marsz pod prysznic! I to dwa razy dziennie! Jak już nie szanowałeś mnie, to chociaż obcych ludzi zapachem nie truj. I zęby od dziś rano i wieczorem myjesz! krzyknęła zza drzwi. Włosy też porządnie umyj, dziś idziemy do studia fotograficznego.
Po co?
Zrobimy normalne zdjęcie na portal randkowy. Ja nie zrobię porządnego, bo za dobrze cię znam i przez obiektyw ciągle będę widzieć portowego pracownika, króla piwa i fana smażonych makaronów z masłem, a trzeba uwiecznić prawdziwego samca-alfa.
Weronika, może wystarczy?
Oszczędzaj swoje żarty na uszy innych dziewczyn. Chodź, wybierzemy kandydatkę.
Tu Romek trochę się ożywił czasem lubił sobie dla zabawy pooglądać zdjęcia pań w internecie, a teraz może zupełnie oficjalnie, z błogosławieństwem żony. Zaczął przeglądać.
Może ta?
Żartujesz?
A co nie tak?
Romek, ja mam się wstydzić za siebie, a nie za ciebie. Popatrz, twój stary polonez przed sprzedażą lepiej wyglądał. Na nią to tabliczkę powiesić: Uwaga, możliwość odpadania elementów fasady.
To może ta.
To? Serio? Romek, jak ja będę potem ludziom w oczy patrzeć, jak mój mąż będzie mnie zdradzał z czymś takim? Tu patrz, świetna kandydatka!
Zgłupiałaś? Ta to mi choćby nie odpisze
O matko Co ja w tobie, takim niepewnym drewnianym chłopku, zobaczyłam? Jak mnie przekonałeś, żebyśmy piętnaście lat razem przeżyli?
Poczuciem humoru? zgadł Romek.
Bądźmy szczerzy: gdyby śmiech na serio wpływał na długość życia, to przez twoje dowcipy owdowiałabym już na miodowym miesiącu. Lepiej nie szukajmy powodów, idźmy kupić ci porządny garnitur i będziemy łowić kochankę na żywca.
Weronika, przestań już, pogódźmy się.
A gdzie ty widzisz kłótnię? Kochanka to dowód sukcesu mężczyzny. Żona takiego też ma status! Może na jednej nie poprzestaniemy?
W centrum handlowym Weronika zaciągnęła go do najdroższego sklepu, zdejmując wszystko z manekinów po drodze.
Weronika, spodnie i marynarka kosztują tyle, co komplet zimowych opon opierał się Romek, popychany do przymierzalni.
Opony też ci kupię, w aptece, jakie chcesz. I letnie, i zimowe, podwójna ochrona. Nie potrzebuję tu bukietów od innych.
Weronika!!!
Co Weronika? Bezpieczeństwo przede wszystkim. To nie hulajnoga, tylko przeciwprostokątna naszego tępego trójkąta. Szefowi już dzwoniłeś?
O co? spytał Romek, wkładając ręce w rękawy marynarki.
O kasę, oczywiście. Awans ci teraz potrzebny. Jak ty chcesz dwie kobiety na jednej pensji utrzymać? Ja, ok, zjem sobie kapuśniak, ale z kochanką tak się nie da. Tam formuła jak przy murze: jeden obiad, trzy kieliszki wina, pięć gwiazdek w hotelu jeżeli skąpisz, fundament się rozpadnie.
Romek w końcu się ubrał i poprawił krawat.
Wyglądasz jak w dzień ślubu Weronika otarła łzę.
Ładnie panu potwierdziła kobieta z sąsiedniej kabiny.
Chce go pani? Szuka kochanki! rzuciła Weronika.
Nie, dziękuję, już mam kochanka choćby trzech odparła tamta z bezwstydnym uśmiechem.
Romek, taka odpada skwitowała Weronika Nam potrzeba kogoś wiernego i solidnego jak karta innego banku, żeby można było bezpiecznie przenieść część środków. Chodź, psikniemy cię dobrymi perfumami i można ruszać na łowy.
Krążyli po galerii jeszcze godzinę, aż Weronika skinęła głową zadowolona.
Gotowe, Romek. choćby bez zdjęcia. Idź i pamiętaj wszystko, czego nauczyłam: bądź pewny siebie, uprzejmy i wytrwały, jak przy sprzedaży naszego poloneza.
Weronika wróciła do gotowania kapuśniaku, a Romek wyruszył na poszukiwania kochanki, do których żona szykowała go cały ten długi, męczący dzień.
Po godzinie w mieszkaniu Weroniki zadzwonił domofon.
Dzień dobry, szanowna pani, czy mąż w domu? głos nieznajomy, miękki, świdrujący, pełen namiętności i taki, iż samego dźwięku głośnika robiło się gorąco.
Ojej wyrwało się Weronice, gdy chochla wyleciała jej z rąk przez nagłe emocje. Nie, poszedł do kochanki.
Może mnie wpuści pani, mam pewną propozycję.
Od gorących, wieloznacznych tonów najpierw się zarumieniła, potem oblodziła już miała pić gripex, ale w końcu trzy razy nacisnęła przycisk domofonu. Po trzech minutach Romek stał w drzwiach z ogromnym bukietem czerwonych róż. Przesunął żonę za talię, a klatka nagle wypełniła się gorącem.
Płakałaś? zdziwił się Romek na widok czerwonych oczu Weroniki.
Troszkę. Stwierdziłam, iż narozrabiałam Ale w sumie drwa były potrzebne na ognisko.
No to… nie miałaby pani ochoty spędzić wieczoru z interesującym towarzyszem? w oczach Romka iskrzyła zwierzęca namiętność i, być może, pięćdziesiąt gram koniaku na odwagę. Zapraszam do restauracji, gdzie będę opowiadał niezwykłą historię pani urody. To prawdziwa relacja, ale przypadnie pani do gustu.
C-chcę wydusiła Weronika, podejmując grę tylko zdejmę kapuśniak z ognia i wytuszuję rzęsy.
To ja zamówię taksówkę kiwnął Romek.
Dokąd jedziemy? zapytała, z uśmiechem na twarzy.
Do restauracji pięciu gwiazdek!
U nas nie ma takich, tylko pizzerie Pięć serów.
To tam. Dla kochanki tylko najlepsze.
A żona się nie obrazi?
Bardzo się postaramy, żeby była zazdrosna puścił do niej oko Romek.









