Niedzielny tata. Opowiadanie.
Gdzie jest moja córka? powtórzyła Aldona, czując, jak szczękają jej zęby, czy to z zimna, czy ze strachu.
Zostawiła Jagodę na urodzinach, w sali zabaw w galerii handlowej. Rodziców solenizantki znała ledwie z widzenia, ale zostawiła córkę spokojnie nie pierwszy raz na takim dziecięcym przyjęciu, to było powszechne. Tego dnia jednak się spóźniła autobus długo nie przyjeżdżał. Centrum handlowe stało na obrzeżach miasta, wszyscy przyjeżdżali samochodami, a Aldona auta nie miała. Zaprowadziła więc Jagodę autobusem, wróciła do domu miała umówione korepetycje, nie mogła ich odwołać a potem popędziła po córkę. Spóźniła się zaledwie piętnaście minut przebiegła po zlodowaciałym parkingu tak, iż z trudem łapała oddech. Teraz mama solenizantki, niska blondynka z okrągłymi, błękitnymi oczami, spojrzała na nią ze zdziwieniem i powtórzyła:
Przecież jej tata ją odebrał!
Ale Jagoda nie miała ojca. No, był, ale nigdy do córki się nie przyznawał.
Aldona poznała Łukasza przypadkiem spacerowała z przyjaciółką po Wiśle, tą nogę skręciła, a chłopcy zaoferowali pomoc. Udawali wtedy studentów Uniwersytetu Warszawskiego, opowiadali bajki o wysoko postawionych ojcach generał, profesor. Po co to robili, trudno dziś powiedzieć byli młodzi i trochę naiwni. Gdy Aldona zaszła w ciążę, a Łukasz dowiedział się, iż jest ze szkoły pedagogicznej, a jej ojciec prowadzi autobus miejski, wcisnął jej pieniądze na aborcję i zniknął.
Aborcji Aldona nie zrobiła i nigdy nie żałowała Jagoda była jej partnerką, rozważną i dojrzałą jak na swój wiek. Zawsze miały ze sobą dobrze, gdy Aldona prowadziła lekcje, Jagoda cicho bawiła się lalkami, a potem razem gotowały zupę mleczną albo jajko w koszulce, popijały herbatę i jadły ciastka z masłem. Z kasą nie było łatwo wszystko szło na wynajem kawalerki ale żadna z nich nie narzekała.
Jak mogła pani oddać moją córkę obcemu człowiekowi?!
Głos Aldony się załamał, łzy napłynęły do oczu.
Jak obcemu? zirytowała się niebieskooka kobieta. To przecież ojciec!
Mogła jej wyjaśnić, iż żadnego ojca nie ma, ale to nic by nie dało. Musiała biec do ochrony, prosić o nagrania z kamer…
Kiedy to było?
Jakieś dziesięć minut temu…
Aldona rzuciła się biegiem. Ile razy tłumaczyła Jagodzie nigdy nie odchodź z kimś obcym! Nogi nie słuchały się ze strachu, wszystko rozmazywało się przed oczami. Parę razy wpadła na ludzi, choćby nie przepraszając, gnała dalej. W końcu wykrzyknęła:
Jagoda! Jagodaaa!
W dużym foodcourcie panował hałas, nikt za bardzo nie zwracał uwagi na krzyki, ale kilka głów się odwróciło. Z trudem łapiąc powietrze, Aldona próbowała rozważyć, gdzie szukać najpierw? Może jeszcze jej nie zabrał, może…
Mamusiu!
Przez chwilę nie mogła uwierzyć własnym oczom. Jej córka, rozpięta kurteczka, buzia ubrudzona lodami, biegła w jej stronę. Chwyciła ją tak mocno, jakby miała zniknąć, gdyby puściła, a może tak właśnie się czuła. Aldona wbiła wzrok w mężczyznę obok niej. Schludny, krótko obcięty, z głupkowatym swetrem w bałwanka, trzymał lody w ręce. Wyglądało na to, iż wyczytał w jej oczach wszystko, co Aldona chciała mu powiedzieć, bo natychmiast zaczął mówić:
Przepraszam, to moja wina! Powinienem poczekać na miejscu, ale dzieciaki zaczęły ją przezywać… Wie pani, wyśmiewali ją, iż nie ma taty, iż nikt po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka! Chciałem dać im nauczkę podszedłem i mówię: córeczko, zanim mama wróci, kupimy lody, co? Przepraszam, nie spodziewałem się, iż aż tak się pani przestraszy…
Aldonę trzęsło. Nie zamierzała wierzyć nieznajomemu. Ale czy Jagodę naprawdę przezywali? Spojrzała córce w oczy, a ta od razu zrozumiała pytanie. Pociągnęła nosem, podniosła głowę:
Niech sobie mówią! Teraz też mam tatę!
Mężczyzna rozłożył bezradnie ręce, Aldona wciąż nie mogła wydusić słowa.
Chodźmy już, w końcu wymamrotała. Jest późno, spóźnimy się na autobus.
Zaczekajcie! mężczyzna podszedł, zatrzymał się niepewnie, machnął dłonią. Może was podwiozę? Skoro już tak wyszło… Nie jestem żadnym maniakiem, nazywam się Rafał. Naprawdę! O tam siedzi moja mama, ona wszystko potwierdzi!
Wskazał kobietę o fioletowych lokach, która siedziała przy stoliku, pogrążona w czytaniu książki.
jeżeli chce pani, podejdźmy, ona udzieli mi najlepszej rekomendacji!
Nie wątpię, syknęła Aldona, która przez cały czas miała ochotę solidnie go trzepnąć. Dziękujemy, same sobie poradzimy.
Mamo Jagoda zaczęła skubać jej rękaw. Niech zobaczą, iż tata nas odwozi!
Przy sali zabaw stała jeszcze solenizantka z mamą oraz jeszcze jedna dziewczynka Aldona nie pamiętała imienia. W oczach Jagody była taka prośba, a iść po lodzie w takim stanie było trudne. Aldona zaryzykowała:
No dobrze, rzuciła.
Świetnie! Już idę, tylko powiem mamie!
Maminsynek, pomyślała złośliwie Aldona. W tym momencie pani z fioletowymi włosami pomachała jej serdecznie, a Aldona odwróciła wzrok. Jaka to głupia sytuacja!
W samochodzie starała się nie patrzeć na Rafała, ale nie mogła nie zauważyć, jak delikatnie rozmawia z Jagodą. Ta śpiewała i trajkotała, jak nigdy wcześniej. Ale gdy zajechali pod blok, Jagoda nagle posmutniała.
Już się nie zobaczymy? szepnęła do Rafała, patrząc na mamę.
Aldona poczuła jego spojrzenie pytał właśnie o zgodę. Już miała odmówić nie, Jagoda, przecież to niegrzeczne ale patrząc na jej rozczarowaną twarz, nie dała rady. Spojrzała na Rafała, skinęła głową.
jeżeli twoja mama pozwoli, mogę zaprosić cię w weekend na bajkę do kina. Byłaś kiedyś w kinie?
Naprawdę? Nie byłam jeszcze! Mamo, mogę pójść z tatą do kina?
Aldonie zrobiło się dziwnie, więc teraz to ona zaczęła mówić:
Jagoda, pozwolę, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze mówić do obcego tata nie wypada. Mów wujek Rafał, zrozumiałaś? Po drugie na bajkę pójdę z wami, bo co ci zawsze powtarzałam? Nie wolno chodzić z obcym, choćby jeżeli wydaje się miły!
Ja jej też to mówiłem, dodał Rafał. Że nie wolno.
To mogę?
Przecież powiedziałam tak.
Hurra!!!
Aldona rozumiała, iż powinna przerwać te głupoty, ale nie potrafiła. Poza Jagodą, nie miała nikogo na świecie. Tak chciałaby się kogoś poradzić! Na przykład swojej mamy. Ledwo ją pamiętała mama umarła, gdy Aldona miała pięć lat, tyle co teraz Jagoda. Chłopiec wpadł do przerębla, nikt nie chciał wskoczyć, ona wskoczyła. Chłopca uratowała, a sama… gwałtownie podupadła, miała cukrzycę, słabe zdrowie. Jagoda też miała cukrzycę, przez co Aldona bardzo się zamartwiała to ona przekazała te geny.
Do kolejnego weekendu Aldona rozważała tysiące scenariuszy, ale okazało się, iż stresowała się niepotrzebnie, bo w kinie Rafał zabrał ze sobą mamę.
Żebyście nie myślały, iż jestem nienormalny niech mama mnie zareklamuje, uśmiechnął się.
A właśnie, iż jest nienormalny, rzuciła jego mama z taką serdecznością, iż widać było, jak bardzo go kocha.
Gdy Rafał zabrał Jagodę po popcorn, jego mama opowiedziała Aldonie o wszystkim:
Wiesz, możemy sobie mówić na ty? On też wychował się bez ojca. Cztery razy byłam mężatką, ostatni był idealny! Rafał cały w niego. Ale los chciał, iż nie zdążył choćby syna na rękach potrzymać. Zawał. Urodziłam przedwcześnie, nie wiem, jak to przeżyłam. Poprzedni mężowie pomagali Ale co się tak patrzysz? Do dziś się przyjaźnimy pierwszy do dziś mnie kocha, drugi okazał się nie z naszej bajki, trzeci z kolei kochał zbyt wiele kobiet… Starali się zastąpić Rafałowi ojca, ale ojca nie da się zastąpić. Dlatego tak bardzo przejął się Jagodą sam w szkole był wyśmiewany. Biedny chłopak, ile ja się nachodziłam do nauczycieli… Bez skutku! Czego on nie wyprawiał, żeby coś komuś udowodnić, raz choćby omal nie zginął
Sama kobieta była niezwykle interesująca: niska, szczupła, z fioletowymi włosami, w marynarce Chanel, z kryminałem w dłoni. Aldona ją polubiła.
Nic złego mu nie chodzi po głowie, jest naprawdę dobry mrugnęła. A i ty chyba wpadłaś mu w oko.
Aldona się zarumieniła. Tego jej tylko brakowało! Czuła, iż nie powinna zaczynać niczego nowego, a tak żal jej było Jagody
Po filmie chciała oddać Rafałowi pieniądze za bilety, ale on pokręcił głową.
jeżeli ja zapraszam dziewczynę do kina, to ja płacę!
To również Aldonie się nie spodobało od zawsze płaciła za siebie i nikomu nie była nic winna. Te rozważania o wzajemnej sympatii wydawały jej się niedorzeczne.
Gdy odwoził je pod blok, Jagoda spytała:
Tato, a gdzie pójdziemy następnym razem?
Jagoda! upomniała ją Aldona.
Jagoda uśmiechnęła się zawstydzona.
Może do Muzeum Zoologicznego zaproponował Rafał, ignorując wpadkę. Co ty na to?
Super! Mamo, pójdziemy?
Idźcie beze mnie, odpowiedziała sucho Aldona. Weźcie panią Irenę, ona lubi motyle.
Wysiadła pierwsza, chcąc jak najszybciej zakończyć ten dzień, i kątem ucha usłyszała, jak Rafał mówi do Jagody:
Jak mama nie słyszy, możesz dalej mówić do mnie tata.
Tak Jagoda zyskała niedzielnego tatę. Czasem Aldona chodziła z nimi, czasem puszczała Jagodę samą, jeżeli towarzyszyła im pani Irena zawsze traktowała Rafała z dystansem, choć Jagoda opowiadała z zachwytem, jaki jest fajny i ile zabawy z nim ma. Aldona mimowolnie przejmowała te uczucia, ale nie pozwalała sobie na nie: przecież w życiu nie ma tak, iż nagle pojawia się rycerz na białym koniu. Mama Rafała ciągle go zachwalała, i Aldona zastanawiała się co z nim nie tak? Po co taka kobieta chciałaby syna wcisnąć zwykłej dziewczynie?
Ale z czasem Aldona miękła. Rafał robił wszystko subtelnie zostawiał jej czekoladę na półce przy drzwiach, zawsze pytał o zgodę, zanim zaprosił Jagodę dokądś, próbował złapać jej spojrzenie w aucie. Najbardziej polubiła panią Irenę była świetną rozmówczynią! Gdyby Rafał nie był jej synem, Aldona z pewnością właśnie z nią by się radziła.
Pewnego dnia Rafał zadzwonił w sprawie kina. Jagoda zaraz podbiegła szepnęła:
To Rafał?
Uśmiechnięta usiadła obok.
Oczywiście, Jagoda się ucieszy, odpowiedziała Aldona.
Poczekaj Ja zapraszam nie tylko Jagodę, ale… ciebie. No, iż poszlibyśmy razem. We dwoje.
W tle odezwała się pani Irena:
Wreszcie!
Mamo, przestań podsłuchiwać! O, Aldona, przepraszam… Wiecznie podsłuchuje.
Wtedy Jagoda dopytała szeptem:
On cię zaprosił do kina?
Aldona roześmiała się.
Ja też podsłuchuję. Rafał Ja…
Proszę, nie odmawiaj! Jeden raz, obiecuję być rycerzem!
Powiedz jej o oczach, Rafał, powiedz o oczach, nie ustępowała pani Irena. Tak, jak mi mówiłeś, o tych oczach które ma po matce
Jakby ktoś oblał ją zimną wodą. Aldona nic nie rozumiała co jej matka miała z tym wspólnego?
Rafał odparł coś matce, potem powiedział:
Aldona, zaraz przyjadę i wszystko wyjaśnię, mogę?
Wyjaśnienie byłoby jej potrzebne Chodziła tam i z powrotem, aż Rafał przyjechał; Jagoda, jakby wyczuwając, rysowała przy swoim stoliku.
Powinienem był wyznać od razu zaczął Rafał. Chciałem, ale tak mi się spodobałaś Nie chciałem, żebyś myślała, iż wszystko przez moją mamę. Twoją mamę, znaczy. Bałem się, iż mnie znienawidzisz. Przez mnie zginęła.
Mówił chaotycznie, zrywał wątki, patrzył błagalnie. Aldonę znów trzęsło jak wtedy, gdy szukała Jagody.
Wybaczysz mi?
Nie powiedziała ani słowa, z trudem wydusiła:
Muszę się zastanowić.
Mamo, no, wybacz tacie
Rafał rzucił Jagodzie porozumiewawcze spojrzenie. I raz jeszcze spojrzał na Aldonę. Powtórzyła:
Muszę mieć czas. Zastanowić się, rozumiesz?
Chciała zadać mu milion pytań, ale nie potrafiła wydusić ani jednego. Za to gdy zadzwoniła pani Irena, wszystko potoczyło się inaczej; od niej dowiedziała się całej prawdy.
On nie wiedział, iż ona zginęła chroniłam jego dziecięcą psychikę. Potem przypadkiem się wygadałam, i Rafał postanowił was odnaleźć. Tamtego wieczoru chciał się przedstawić i zaoferować pomoc, tylko najpierw tak wyszło z Jagodą, a potem ty… Od razu się zakochał! Bał się, iż źle wszystko zrozumiesz. Nie obwiniaj go to Rafał próbował udowodnić chłopakom w szkole, iż jest prawdziwym mężczyzną, mimo braku ojca. Wszyscy bali się z lodu zeskakiwać, on poszedł i
Pani Irena nie naciskała, ale bardzo syna wspierała. Jagoda naciskała za to bez litości!
Mamo, przecież jest dobry! I cię kocha, sam mi mówił! Będzie moim tatą, prawdziwym!
Aldona rozumiała. Ale czy to nie było jakoś nie tak?
Minął niemal miesiąc, a Aldona nie znalazła odwagi, by porozmawiać z Rafałem. Nie odbierała telefonu, nie odpowiadała na wiadomości. Im dłużej zwlekała, tym bardziej chciała w końcu zadzwonić… Ale to stawało się coraz trudniejsze.
Jagoda obudziła ją w nocy płakała, iż boli ją brzuszek. Już wieczorem narzekała, ale Aldona zwaliła to na przeterminowany kefir. Teraz Jagoda płonęła nie trzeba było choćby termometru.
Drżącymi rękami wykręciła numer pogotowia, później sama nie wie, dlaczego zadzwoniła do Rafała.
Przyjechał razem z karetką. W domowych spodniach, zaspany, rozczochrany. Jechał z nimi do szpitala, uspokajał, obiecywał, iż wszystko będzie dobrze. Sam się trząsł ze strachu.
Ostre zapalenie to nie najgorsze, prawda? powtarzał. Wszystko się uda, zobaczycie!
Aldona pierwszy raz chwyciła go za rękę chyba tak samo dla siebie, jak dla niego. W poczekalni było zimno, nie mieli ciepłych ubrań, siedzieli więc obok siebie, ogrzewając się wzajemnie.
Do lekarza pobiegł pierwszy, pytał o wynik operacji. Aldona siedziała bez ruchu, bojąc się oddychać. jeżeli coś się stanie Jagodzie, tego już nie przeżyje!
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Lekarze byli świetni, a Jagoda dzielna walczyła jak prawdziwa wojowniczka, choć sytuacja była poważna.
Jakby dobry anioł nad nią czuwał, powiedział lekarz, a Aldona szepnęła: dzięki, mamo!
Rafał długo dziękował lekarzowi, a ten kazał im wrócić do domu Jagody nie można było odwiedzać, była na OIOM-ie, rodzice musieli odpocząć.
Za chwilę stali pod blokiem, Aldona spodziewała się, iż Rafał poprosi, by wejść, ale milczał. Wtedy powiedziała:
Świta już. Chodź, zrobię ci kawę.
I zrozumiała, iż naprawdę chce, by został. I by był już na zawsze.
Jagoda dochodziła do siebie zaskakująco gwałtownie wszyscy lekarze i pielęgniarki to zauważyli.
Bo mam i mamę, i tatę, mówiła.
Nikt, prócz Aldony i Rafała, nie wiedział, dlaczego ta mała dziewczynka tak bardzo się z tego cieszy…
*Niektóre rzeczy w życiu przychodzą niespodziewanie. Czasem wystarczy odważyć się zaufać, przełamać własny lęk i otworzyć serce, by odnaleźć szczęście, którego nie spodziewaliśmy się znaleźć.*I kiedy Jagoda wróciła do domu, bosa pobiegła do kuchni, gdzie Aldona i Rafał cicho rozmawiali nad filiżanką kawy. Przez chwilę patrzyli na siebie, jakby nie wiedząc, kto pierwszy powinien przerwać ciszę. Jagoda nie zatrzymała się rzuciła się im na ręce, ściskając oboje tak mocno, jakby bała się, iż nagle znikną.
W tamtej chwili Aldona poczuła, iż dawno już przestała szukać odpowiedzi po prostu pozwoliła sobie być szczęśliwa.
Przytulili się wszyscy razem, a w oknie odbił się złoty promień wschodzącego słońca. Nowy dzień przyniósł im spokój: już nie byli sami. Jagoda szeptała coś do Rafała i chichotała, Aldona pogładziła córkę po głowie i, pierwszy raz od lat, pomyślała o przyszłości bez lęku. Może czasem świat daje drugą szansę tak po prostu, bez warunków, bez wyjaśnienia, podarowaną w najmniej spodziewanym momencie.
Nawet jeżeli nie wszystko zaczyna się idealnie, wystarczy, iż zakończy się prawdziwym uśmiechem takim, na który czeka się latami.










