W drodze do sklepu Zofia nagle rozpoznała w starszej kobiecie, która szła jej naprzeciw, matkę swojej pierwszej wielkiej miłości. Ku jej zaskoczeniu, kobieta również ją poznała i nie potrafiła powstrzymać łez.
Po raz pierwszy od dziesięciu lat Zofia przejechała ulicą, na której dorastała, w małej wsi na Podlasiu. Choć teraz podróżowała drogim samochodem, wcale nie czuła się pewnie po powrocie: zalała ją fala nieprzyjemnych wspomnień z dzieciństwa. Dawno temu przysięgła sobie, iż nigdy tu nie wróci, a jednak coś ciągnęło ją z powrotem do miejsca, gdzie się urodziła i wychowała.
Zofia została wychowana przez matkę, Halinę, bo ojciec zmarł, gdy miała zaledwie trzy lata. Znała go tylko ze zdjęć. Żyły skromnie: Halina pracowała jako weterynarz w okolicy, ale nie miała czasu w własny ogródek i nie zarabiała wiele.
Nie martw się, kochanie mawiała Halina. Dopóki jesteś zdrowa i szczęśliwa, reszta jakoś się ułoży.
Zofia wyrosła na piękną młodą kobietę i była pożądaną kandydatką na żonę, choć bez posagu. Na wiejskim festynie poznała chłopaka o imieniu Tadeusz z pobliskiego miasteczka. Była to jej pierwsza wielka miłość, co niepokoiło matkę: Tadeusz pochodził z zamożnej rodziny, a Halina bała się, iż porzuci córkę, gdy pierwsza fascynacja minie. Zofia uspokajała ją, wierząc, iż Tadeusz jest szczery i pieniądze nie mają dla niego znaczenia. Po pół roku spacerów i randek przyjechał z rodzicami, by prosić o jej rękę. ale gdy tylko jego matka zobaczyła skromny dom, zbladła. Nie powiedziała ani słowa, ale zasiała niepokój w sercu Zofii.
Wesele zaplanowano na pierwszą sobotę października. Tego ranka Zofia była dziwnie zdenerwowana, choć nie wiedziała dlaczego. Dostojne przyjaciółki pomagały jej upiąć włosy i dopasować suknię ślubną ale Tadeusz się nie pojawił. Jej ojciec chrzestny (bliski przyjaciel rodziny) pojechał sprawdzić, co się stało, ale Zofia przeczuwała już, iż ślubu nie będzie.
Cokolwiek byście mówili, nie pozwolę, by mój syn zmarnował sobie życie oznajmiła matka Tadeusza ojcu chrzestnemu.
Zofia płakała do rana. A Tadeusz, ulegając presji rodziców, porzucił ją nagle. Jej wielka miłość zgasła jak płomień świecy.
Następnego dnia spakowała starą walizkę i wsiadła w pierwszy autobus do miasta. Znalazła pracę, najpierw jako kelnerka, potem jako pomoc w kuchni. Gdy nadarzyła się okazja wyjazdu za granicę, by zarobić, nie wahała się długo. W podróży dotarła do niej wiadomość od krewnych ze wsi: jej matka, Halina, nie żyła. Ale nie było już odwrotu Zofia była już w samolocie.
Minęły lata. Ciężko pracowała, początkowo za grosze, później za lepsze pieniądze, i odłożyła trochę oszczędności. ale rana po pierwszej miłości nie zagoiła się: nie założyła rodziny i wciąż żywiła urazę do Tadeusza i jego rodziców.
Gdy po latach Zofia niespodziewanie pojawiła się w rodzinnej wsi, ludzie nie od razu ją rozpoznali. Z nieśmiałej, miłej dziewczyny stała się elegancką, dojrzałą kobietą, modnie ubraną, ale z tym samym ciepłym uśmiechem. Tylko w jej oczach wciąż było coś smutnego choćby gdy się śmiała.
Pewnego dnia, gdy szła do wiejskiego sklepu, Zofia zdrętwiała, uświadamiając sobie, iż starsza kobieta idąca jej naprzeciw to matka Tadeusza. Kobieta podniosła wzrok, poznała Zofię i natychmiast wybuchnęła płaczem:
Zofia to naprawdę ty? Przepraszam cię, dziecko. Zniszczyłam twoje życie i życie mojego syna. Chciałam dla niego tylko lepszej partii, a przez to go złamałam. Od kiedy cię stracił, nigdy już nikogo nie pokochał. Szukał szczęścia tylko w butelce. To moja wina i muszę z tym żyć.
Zofia poczuła litość dla matki Tadeusza. Kobieta wyglądała na wychudzoną i wyczerpaną. W tej chwili Zofia poczuła, jak latami tłumiona gorycz w jej sercu znika zrozumiała, iż ci, którzy kiedyś złamali jej serce, zapłacili za to wysoką cenę: utratę własnego szczęścia.















