W śnie, który rozciągał się jak długi korytarz pełen cieni, Celina myła naczynia w kuchni krakowskiego bloku, kiedy do środka wszedł Janusz. Tuż przed wejściem zgasił światło, a okno z widokiem na wawelskie dachy zgasło, jakby za jego sprawą.
Jeszcze jasno jest, nie ma co marnować prądu burknął z rozgoryczeniem głosem, który przypominał szuranie po piasku.
Chciałam jeszcze pranie nastawić powiedziała cicho Celina, jakby jej głos był mydlanym bąbelkiem.
Pranie nocą zrobisz. Wtedy prąd tańszy odpowiedział Janusz, zatrzaskując drzwi lodówki, z której wypadła śliwka i poturlała się pod stół. I nie odkręcaj tak wody, bo znowu rachunek przyjdzie kolosalny. Wylewasz nasze złotówki do ścieku, Celina. Trzeba oszczędzać. Rozumiesz, o czym mówię?
Zwęził strumień wody, a Celina patrzyła na niego z tęsknotą zmieszaną z rozpaczą, wycierała ręce w haftowaną ściereczkę i usiadła przy stole z ceratą w maki.
Janusz, czy ty kiedyś patrzyłeś na siebie z boku? zapytała, jakby od niechcenia, chociaż w jej oczach widać było blask zwiastujący burzę.
Ja całe życie siebie obserwuję warknął Janusz, przerzucając ciężar z nogi na nogę.
I co tam widzisz, jak o mężu i ojcu mowa?
Ot, zwykły facet. Przeciętny, ani lepszy, ani gorszy. Po co drążysz temat?
Uważasz, iż wszyscy mężowie i ojcowie są tacy jak ty?
Teraz będziesz się kłócić?
Celina poczuła, iż czas się rozwarł i nie ma już odwrotu. Trzeba rozmawiać, aż Janusz usłyszy, iż życie z nim jest jak noszenie rozdeptanych kapci w długim, ciemnym korytarzu.
Wiesz, Janusz, czemu jeszcze mnie nie zostawiłeś?
Dlaczego miałbym cię zostawiać? roześmiał się krzywo, jakby połknął cytrynę.
Przecież ty mnie nie kochasz. I dzieci naszych też nie bardzo.
Janusz chciał odpowiedzieć, ale Celina powstrzymała go gestem, jakby zamykała drzwi do innego świata.
Nie protestuj, nie traćmy czasu. Nikt tu nikogo nie kocha. Ale ja mówię o czymś innym o tym, czemu się kurczowo trzymasz tego domu.
No to powiedz, czemu.
Ze skąpstwa odpowiedziała spokojnie Celina. Bo dla ciebie rozłąka to finansowa katastrofa. Piętnaście lat razem co mamy na sumieniu? Co osiągnęliśmy? Oprócz tego, iż jesteśmy małżeństwem i mamy dzieci?
Jeszcze życie przed nami mruknął Janusz.
Życie? Nie przesadzaj. Przez te wszystkie lata ani razu nie byliśmy nad Bałtykiem. O zagranicznych wojażach choćby nie marzę. Zawsze urlop spędzamy tu, w Krakowie. choćby na grzyby za miasto nie jeździmy. Bo, jak mówisz, to kosztuje.
Bo trzeba odkładać pieniądze na przyszłość.
Ale kto my? Ty, czy ja też? zapytała Celina.
Robię to przecież dla was!
Naprawdę? Przez piętnaście lat zbierasz moje i swoje pieniądze dla mnie i dzieci?
A dla kogo? Na koncie mamy niezłą sumkę, wiesz?
My? Może to twoje konto. Ale okej, sprawdźmy to daj mi trochę pieniędzy, kupię sobie i dzieciom ubrania. Od lat chodzę w tej samej sukience, a dzieci noszą wszystko po kuzynach. Ja też już bym się chciała wyprowadzić, mam dość mieszkania z twoją mamą.
Mama dała nam dwa pokoje, nie przesadzaj. Po co nowa odzież, skoro dzieci mogą nosić rzeczy po kuzynach.
A ja? Po kim mam nosić ubrania? Po żonie twojego brata?
A po co ci się stroić? Rozśmieszasz mnie. Jesteś matką, masz 35 lat, nie o szmatkach powinnaś myśleć.
A o czym?
O duchowym rozwoju, o rzeczach wyższych. Świadoma matka nie skupia się na tej krzątaninie.
Jasne. Dlatego wszystkie pieniądze trzymasz dla siebie, a my mamy rozwijać się duchowo, tak?
Bo nie umiecie gospodarować, zaraz wszystko przepuścicie. A jak nagle coś się stanie, z czego będziemy żyć?
Dobre pytanie. Może warto zapytać kiedy zaczniemy adekwatnie żyć? Bo już teraz jesteśmy jak w środku twojego co jeśli.
Janusz milczał, patrząc na nią z chłodem.
Oszczędzasz na wszystkim: mydło, papier toaletowy, ręczniki papierowe kontynuowała Celina. Zabierasz z pracy mydło i krem do rąk, które dają na hali.
Grosz do grosza i będzie kokosza, wszystko zaczyna się od drobiazgów. Szkoda pieniędzy na luksusy typu drogie mydła czy kremy.
Ustal więc chociaż orientacyjny termin ile jeszcze mam czekać? Dziesięć lat? Dwadzieścia? Kiedy wreszcie będziemy mogli kupować dobre rzeczy? Już mam trzydzieści pięć lat, a przez cały czas czekam!
Janusz milczał.
Może czterdziestka to już będzie czas na życie?
Janusz milczał.
A może pięćdziesiąt? Znowu za wcześnie? A sześćdziesiąt? Może wtedy już będę mogła kupić sobie kurtkę?
Janusz milczał uparcie.
Wiesz, Janusz… teraz przyszło mi do głowy, iż możemy choćby do sześćdziesiątki nie dożyć. Przez twoją oszczędność źle się odżywiamy. Przecież jemy jakąś taniznę w ilościach hurtowych, bo to jedyne, na co nas stać. Ciągła oszczędność psuje humory. Zauważyłeś, iż euforii w naszym domu mniej niż mąki w starej chlebowni?
jeżeli się wyprowadzimy i zaczniemy jeść lepiej, nie będziemy mieli z czego odkładać.
I właśnie dlatego odchodzę od ciebie, Janusz. Ja już nie chcę oszczędzać. Tobie to sprawia przyjemność mi wprost przeciwnie.
Ale jak sobie dasz radę?
Jakoś dam. Wynajmę mieszkanie dla siebie i dzieci, stać mnie zarabiam tyle, co ty. Starczy na czynsz, ubrania, jedzenie. I nie będę już nigdy słuchać twoich wykładów o oszczędzaniu. Będę prała w dzień, a jak zapomnę wyłączyć światło w kuchni, trudno świat się nie zawali. Kupię najlepszy papier toaletowy i zawsze będą u mnie na stole serwetki. I w sklepach wybiorę to, czego akurat zapragnę, nie będę czekać na promocje.
A co z oszczędnościami?!
Twoje alimenty na dzieci odłożę, choć… nie, nie będę. Wydam wszystko, z każdego przelewu. I dzieci na weekendy będą u was z mamą, a ja pójdę do teatru, restauracji, galerii. I latem pojadę nad morze. Może do Międzyzdrojów, a może na Hel. Uwolnię się od ciebie, to się zdecyduję.
W oczach Janusza pojawił się strach, jakby zobaczył paragon opiewający na wszystkie marzenia Celiny. Przeliczał w myślach, ile zostanie z jego wypłaty po alimentach, ile wydadzą dzieci w weekendy, ile zostanie po wszystkim. Ale najbardziej bolała go myśl o tych wakacjach nad morzem dla Janusza to były złotówki wyrzucone w siną dal.
Jeszcze jedno powiedziała Celina z uśmiechem. Nasze konto, na którym zbierałeś te swoje oszczędności, podzielimy na pół.
Jak to?
Po równo, Janusz. Każda złotówka z tych piętnastu lat. I też je wszystkie wydam. Nie zamierzam już czekać na lepsze jutro.
Janusz ruszał ustami, ale nie był w stanie wydobyć z siebie słowa. Pod jego stopami podłoga falowała jak Bałtyk w czasie sztormu.
Wiesz o czym śnię, Janusz? powiedziała jeszcze Celina. Że kiedy będę już schodziła z tego świata, na moim koncie nie zostanie choćby grosza. Wtedy będę wiedzieć, iż niczego sobie nie żałowałam.
Po dwóch miesiącach Celina i Janusz rozwiedli się, a ich sen rozwiał się po krakowskich ulicach, lekkim powiewem od Wisły.












