Valeria myła naczynia w kuchni, gdy wszedł Ivan i zgasił światło. „Jeszcze widno, nie ma co marnować…

polregion.pl 7 godzin temu

Weronika zmywała naczynia w kuchni, gdy do pomieszczenia wszedł Jan. Tuż przedtem zgasił światło.

Przecież pozostało jasno. Nie ma sensu marnować prądu rzucił ponuro.

Chciałam włączyć pralkę powiedziała cicho Weronika.

Włączysz w nocy odpowiedział sucho Jan. Prąd wtedy tańszy. Poza tym, nie puszczaj tak mocno wody, jak zmywasz. Za dużo zużywasz, Weroniko. Za dużo. Nie rozumiesz chyba, ile pieniędzy przez to wylewasz do ścieków.

Zmniejszył ciśnienie wody. Weronika spojrzała smutno na męża. Zakręciła kran, wytarła dłonie i usiadła przy stole.

Jan, ty kiedyś patrzyłeś na siebie z boku? zapytała.

Codziennie się obserwuję odburknął złośliwie Jan.

I co widzisz? ciągnęła dalej.

Jako człowieka? upewnił się.

Jako męża i ojca.

Normalny mąż, jak każdy. Ojciec też normalny. Nie lepszy, nie gorszy. Ot, taki jak wszyscy. Czego się czepiasz?

Wszyscy mężowie są tacy jak ty? zapytała Weronika spokojniej.

Do czego dążysz? Chcesz się pokłócić? odpowiedział Jan oschle.

Weronika wiedziała, iż odwrotu już nie ma i tę rozmowę trzeba doprowadzić do końca. Wiedziała, iż musi powiedzieć wszystko, choćby bolało.

Wiesz, czemu do tej pory się ze mną nie rozstałeś, Janie? spytała.

A po co miałbym od ciebie odejść? odpowiedział pytaniem na pytanie Jan i uśmiechnął się krzywo.

Choćby dlatego, iż mnie nie kochasz. Dzieci naszych też nie Weronika mówiła coraz ciszej, z trudem hamując łzy.

Jan chciał wejść jej w słowo, ale ona nie dała mu szansy.

I nie mów mi, iż to nieprawda. Nikogo nie kochasz. Ale nie o tym chciałam ci dziś powiedzieć. Chciałam powiedzieć, czemu przez cały czas tu jesteś.

No mów, jestem ciekaw Jan patrzył na nią spod byka.

Przez swoje skąpstwo syknęła Weronika. Z powodu swojej przesadnej oszczędności. Bo dla ciebie rozstanie to po prostu finansowa katastrofa. Ile już jesteśmy razem? Piętnaście lat? Co osiągnęliśmy przez te lata? Poza tym, iż zostaliśmy małżeństwem i mamy dzieci. Jakie są nasze wspólne sukcesy?

Jeszcze wszystko przed nami stwierdził Jan.

Nie wszystko, Janie odpowiedziała Weronika. Właśnie w tym rzecz, iż nie wszystko. Przez ten cały czas ani razu nie wyjechaliśmy nad morze. Ani razu! choćby nie marzę już o zagranicy. Ale choćby tu, w Polsce, nie byliśmy nigdzie razem. Wakacje spędzamy co roku w Warszawie. choćby na grzyby nie jeździmy. Bo szkoda pieniędzy.

Bo oszczędzamy rzekł Jan. Dla przyszłości.

Oszczędzamy? Chyba ty! odbiła Weronika.

Robię to dla was powiedział Jan.

Dla nas? Za każdym razem bierzesz moją i swoją pensję i wpłacasz na swoje konto? Odkładasz niby dla mnie i dzieci?

A dla kogo? Wiesz ile już przez te lata odłożyłem?

My? Chyba ty, Janie Weronika nie kryła zdziwienia. Może ty coś tam masz na koncie, bo ja nie widziałam nigdy żadnych pieniędzy. Ale dobrze, sprawdźmy. Daj mi, proszę, trochę gotówki, kupię sobie i dzieciom nowe ubrania. Bo ja od piętnastu lat chodzę w tym, w czym wychodziłam za mąż. Dzieci noszą rzeczy po kuzynach. Ja sama dostaję stare ubrania od żony twojego starszego brata. Może choć raz kupimy coś nowego? I w końcu wynajmę mieszkanie. Mam dość mieszkania z twoją mamą.

Mama dała nam aż dwa pokoje stwierdził Jan chłodno. A na dzieci nie ma co wydawać na głupoty, skoro dzieci brata już wyrosły i rzeczy po nich są dobre.

A ja? spytała Weronika. Dla kogo mam się ubierać? Dla żony twojego brata?

A po co ci nowe ciuchy? Przecież masz trzydzieści pięć lat, jesteś matką dwójki dzieci! Myśl o czymś ważniejszym.

O czym niby? nie rozumiała Weronika.

O sensie życia odpowiedział Jan. O tym, co wyższe niż ubrania, mieszkanie, całe to babskie gadanie. O rozwoju duchowym człowieka. Takie rzeczy są ważniejsze. Musisz się wznieść ponad to wszystko.

Jasne stwierdziła Weronika. Dlatego wszystkie pieniądze trzymasz na swoim koncie i nam nic nie dajesz. Dla naszego szczęścia. Żebyśmy duchowo się rozwijali. Dobrze rozumiem?

Bo wam nie można zaufać! krzyknął Jan. Od razu wszystko wydacie. A co będzie, jak coś się stanie? O tym pomyślałaś?

Co będzie, jak coś się stanie, powiadasz? drwiła Weronika. Dobre pytanie. Ale powiedz, Janie, kiedy my w ogóle zaczniemy żyć? Bo mam wrażenie, iż już teraz żyjemy tak, jakby to twoje coś się stanie już trwało!

Jan patrzył wściekle, milcząc.

Oszczędzasz choćby na mydle i papierze toaletowym. Z fabryki przynosisz mydło i krem do rąk, które wam tam dają ciągnęła Weronika. Złotówka do złotówki, co? Wszystko od drobiazgów się zaczyna. A wydawać na drogie mydła, papier, serwetki, to czysta głupota.

Ustal chociaż termin, ile jeszcze mamy tak żyć powiedziała Weronika z ironią. Dziesięć lat? Piętnaście? Dwadzieścia? Kiedy wreszcie będziemy mogli sobie pozwolić na zwyczajną, dobrą toaletę? Teraz mam trzydzieści pięć lat, czyli jeszcze nie czas, tak?

Jan milczał.

Zgadnę… Może czterdziestka? Wtedy? Będziemy mogli zacząć żyć, jak będę miała czterdzieści lat?

Jan milczał.

No tak. W wieku czterdziestu lat to jeszcze dziecko! Głupio wymyśliłam. A pięćdziesiąt? W pięćdziesiąt mogę już pożyć?

Jan milczał, jak kamień.

Też za wcześnie, co? I słusznie. Przecież mogłoby coś się stać, gdybyśmy teraz kupili porządny papier toaletowy! Masz rację. Może sześćdziesiąt? Wtedy już będzie dużo na koncie. I wtedy będziemy rzeczywiście żyć. Może wtedy kupię nowe ubrania sobie i dzieciom?

Nadal cisza.

Słuchaj, Janie głos Weroniki zadrżał. Właśnie pomyślałam, a co jeżeli do sześćdziesiątki w ogóle nie dożyjemy? Bo żywimy się, przez twoje skąpstwo, byle czym. Wiesz czemu jemy tyle śmieciowego jedzenia? Bo to tanie i można zjeść dużo. Jemy tylko to, czego inni zjeść by nie chcieli. Nie myślałeś o tym, iż to szkodzi zdrowiu? Ale to choćby nie jest najważniejsze. Najgorsze, iż ciągle mamy kiepski humor. Zauważyłeś to kiedyś? Z takim nastrojem długo się nie pożyje.

Jak się wyprowadzisz od mamy i zaczniesz kupować lepsze jedzenie, nie będziemy mieli jak oszczędzać zauważył Jan.

I właśnie dlatego odchodzę powiedziała spokojnie Weronika. Mam dość twojego oszczędzania. Nie chcę tego. Ty lubisz odkładać ja już nie.

Jak ty sobie poradzisz? przeraził się Jan.

Poradzę sobie powiedziała Weronika z chłodną pewnością. Wynajmę mieszkanie dla siebie i dzieci. Zarabiam tyle, co ty. Starczy i na czynsz, i na ubrania, i na jedzenie. Przede wszystkim nie będę już musiała wysłuchiwać twoich kazań o oszczędzaniu prądu, gazu i wody. Piorę kiedy chcę. Nie będę się martwić, iż zapomnę wyłączyć światła w łazience. Kupię najdroższy papier toaletowy i zawsze będą w domu papierowe serwetki. I w sklepie kupię, na co będę miała ochotę, choćby jeżeli nie będzie na to promocji.

Przecież nie będziesz w stanie odkładać! w głosie Jana słychać było rozpacz.

Owszem, będę powiedziała Weronika z uśmiechem. Twoje alimenty na dzieci. Ale prawdopodobnie masz rację pewnie nie będę odkładać. ale wiesz dlaczego? Bo nie chcę. Będę wydawać wszystko, łącznie z twoimi alimentami. Co miesiąc co do grosza. Z pensji do pensji. W weekendy będę wam podrzucać dzieci. Wyobrażasz sobie, jaka to dla mnie oszczędność? W tym czasie chodzić będę do teatru, restauracji, na wystawy. A latem wyjadę nad morze. Jeszcze nie wiem, gdzie dokładnie, ale zdecyduję. Najpierw tylko się od ciebie uwolnię.

Janowi pociemniało przed oczami. Przeraził się nagle nie o nią czy dzieci. O siebie. Zaczął gwałtownie liczyć w myślach, ile mu zostanie po alimentach i ze wspólnego majątku. Ale najbardziej zabolała go myśl o pieniądzach, które Weronika wyda na wyjazd. Według niego, to niepojęte marnotrawstwo.

Jeszcze jedno, Janie powiedziała Weronika, patrząc mu prosto w oczy. Podzielimy ten twój rachunek oszczędnościowy po równo.

Jak to po równo? zbladł Jan.

Po prostu na pół. Wszystko, co zgromadziliśmy przez piętnaście lat. I wszystko wydam. Nie zamierzam już oszczędzać na własne życie. Ja chcę żyć tu i teraz.

Jan otwierał usta, próbując coś powiedzieć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jego gardła. Był sparaliżowany strachem przed tym, co właśnie usłyszał.

Wiesz, o czym marzę, Janie? zakończyła Weronika łamiącym się głosem. Chcę, żeby w chwili, gdy przyjdzie mój czas odejść, na moim koncie nie zostało ani grosza. Wtedy będę pewna, iż naprawdę przeżyłam swoje życie dla siebie.

Dwa miesiące później Jan i Weronika byli już po rozwodzie.

Idź do oryginalnego materiału