Vain Train wrzuca Poznań na rockowe tory. Nowa płyta, klimat lat 80. i koncerty, które stawiają na show

codziennypoznan.pl 2 godzin temu

Choć dziś grupa konsekwentnie kojarzona jest z estetyką lat 80., jej początki sięgają około jedenastu lat wstecz. Jak opowiadał Darek Topolski, pomysł na własny zespół narodził się jeszcze po wcześniejszych doświadczeniach w innych składach. Sama formacja powstała w 2015 roku, choć początkowo działała pod inną nazwą i muzycznie ciążyła bardziej w stronę brzmień inspirowanych latami 70.

Przełom przyszedł kilka lat później, kiedy zespół wyraźniej skręcił w stronę estetyki lat 80. To właśnie wtedy Vain Train zaczął budować swój obecny charakter – oparty nie tylko na muzyce, ale też na całej otoczce wizualnej. Inspiracje starymi filmami, grami i szerzej pojętym klimatem tamtej dekady przełożyły się na spójny styl, który dziś stał się jednym z ich najmocniejszych znaków rozpoznawczych.

Muzycznie grupa porusza się na pograniczu klasycznego hard rocka i heavy metalu, z wyraźnym ukłonem w stronę hair i glam metalu. W rozmowie padły odniesienia do zespołów takich jak Dokken, Ratt czy Mötley Crüe, ale Vain Train nie próbuje być kopią dawnych idoli. Raczej świadomie korzysta z estetyki, która wciąż może działać świeżo – pod warunkiem, iż stoi za nią autentyczna energia.

Tę energię słychać na nowej płycie, która zawiera dziewięć utworów. To pierwszy pełny album zespołu, po wcześniejszym, krótszym wydawnictwie. Jak przyznawali muzycy, materiał powstawał przez dłuższy czas, a obecny skład dołożył do niego także nowy numer napisany już wspólnie. Efekt to płyta zróżnicowana – od utworów bardziej dynamicznych i koncertowych po ballady, w których jest więcej przestrzeni i emocji.

I właśnie różnorodność wybrzmiała najmocniej, gdy członkowie zespołu zaczęli wskazywać swoje ulubione utwory. Jedni stawiali na ballady, inni na najbardziej energetyczne otwarcie albumu, jeszcze inni na kompozycje, które już wcześniej robiły wrażenie na koncertach. To najlepiej pokazuje, iż zespół nie zamknął się w jednej formule, ale postawił na materiał, który ma różne odcienie, ale zachowuje wspólny charakter.

Vain Train mocno podkreśla też, iż ich muzyka nie kończy się na samym słuchaniu. Równie ważne są koncerty, a te mają być czymś więcej niż tylko odegraniem materiału ze sceny. Zespół stawia na oprawę, sceniczną prezencję, elementy wizualne, a choćby rozwiązania, które dziś coraz rzadziej spotyka się w klubowym graniu. Chodzi o przywrócenie koncertowi pierwiastka widowiska – czegoś nieoczywistego, co wyróżni występ na tle wielu innych.

To podejście dobrze współgra z ich wizerunkiem. W przypadku Vain Train stylizacja nie jest dodatkiem, ale integralną częścią projektu. Zespół dba o to, by warstwa wizualna była tak samo wyrazista jak muzyka. Dzięki temu ich obecność na scenie ma własną tożsamość i trudno ją pomylić z innym składem.

Muzycy nie ukrywają też, iż najlepiej czują się w graniu na żywo – i to bez półśrodków. Z humorem opowiadali, iż próba grania do podkładu tylko utwierdziła ich w jednym: playback nie jest dla nich. Wszystko mają już „we krwi”, a koncert ma być żywy, prawdziwy i oparty na kontakcie z publicznością.

Na razie zespół kończy etap związany z nagrywaniem i promocją nowej płyty, ale nie zamierza zwalniać. W planach są kolejne koncerty, przede wszystkim w drugiej połowie roku, choć pierwszy istotny termin dla poznańskiej publiczności już się pojawił. Najbliższy występ zaplanowano na 15 maja w klubie Minoga.

Idź do oryginalnego materiału