Upsik – Mała pomyłka z dużymi konsekwencjami

newsempire24.com 3 godzin temu

A to ci niespodzianka!

No weź, nie żartuj!

Światłana aż szarpnęła kierownicą i prawie stuknęła w samochód stojący tuż obok jej perełki. Przez parking przetaczał się właśnie czarny SUV aż za dobrze znany. Jak tu nie poznać auta sąsiada, jeżeli to właśnie nim Światłana regularnie wysyłała swoich synów do szkoły?

Tyle iż obok Sergiusza, rozpoznawalnego przez nią bezbłędnie po tylu latach znajomości, siedziała nie jego żona, ale jakaś zupełnie nieznana dziewczyna.

Usta w dzióbek i modna czapka wystarczyły, żeby Światłana wiedziała wszystko, chociaż bywa, iż nie wie się nic.

Tylko popatrz, typowy facet! Serio?! Światłana ruszyła z parkingu za autem Sergiusza. Uznała jednak, iż nie zostawi tej sprawy bez odpowiedzi.

Jak przystało na miłośniczkę kryminałów, puściła się za nim w ślad najpierw wpuszczając przed siebie jakąś beemkę, by nie rzucać się w oczy. SUV-a Sergiusza miała na oku perfekcyjnie; w końcu tego krowa trudno nie zauważyć!

Sam Sergiusz tak nazywał swoje auto. Zostało mu po ojcu, a zamienić je na inne wręcz świętokradztwo. Spadek!

Ojca stracił ponad dwa lata temu wciąż nie mógł się pozbierać. Mieli wyjątkową więź, bo wychowywał go sam, odkąd zmarła matka. Sergiuszkowi było wtedy ledwie dwa latka. Pamiętał dobrze jedynie z opowieści, iż kiedyś mama nagle jęknęła, gotując mu ulubioną kaszę, przysiadła przy kuchni i już się nie odezwała. Straszył się, płakał, aż w końcu przyjechał ojciec, który coś zapomniał w domu i nie mógł się dodzwonić do żony. Wziął syna na ręce, wezwał karetkę było już za późno.

To był cios. Ojciec Sergiusza znał się na ciosach lata trenował boks. Wiedział, co to znaczy dostać tak, iż aż odcina dech. Jego świat zgasł razem z żoną. Zbyt nagle i bez sensu.

Nie oddał syna żadnej babci, choć jedna mieszkała na Pomorzu, druga pod Wrocławiem czyli byłby gościem na obrazku. Przeprowadzić się tylko po to, by niańczyć wnuka, żadna nie zamierzała. Ciotka żony próbowała przekonać:

Tyś facet, musisz zarabiać, życie układać. Jak ty z takim malcem sobie poradzisz? pytała.

Jeszcze nie wiem odparł ale jakoś dam radę.

Odpuść i daj go do mnie. Pracuję w przedszkolu, u mnie będzie pod kontrolą. I tobie lżej.

Jasne, lżej, bo bym go prawie nie widywał. Mieszkasz prawie tysiąc kilometrów stąd. To nie ma sensu, Natalio! Matkę stracił, ale ojca ma i nikomu go nie oddam. Dam radę. Jak? Sama zobaczę.

Dobrze, zobacz cmoknęła niezadowolona.

Opatrzność (albo śląska życzliwość sąsiedzka) podsunęła rozwiązanie świeżo emerytowana pani Maria Grzegorzewska wzięła się opiekować Sergiuszem, dopóki ojciec nie wracał z pracy. Przetrwali z czasem chłopak poszedł do przedszkola, a wszystko zaczęło się układać. Ojciec całe życie złożył w całość pod tytułem Wychowanie Sergiusza. Żadna macocha nigdy się nie pojawiła, a Maria Grzegorzewska bezdzietna, bez męża, pokochała Sergiusza jak własnego wnuka. Chłopak pokochał ją równie mocno.

Jesteś moją babcią? pytał.

Nie, Sergusiu, znasz imiona swoich babć! Ja jestem twoją nianią.

Czy to jak babcia?

Prawie.

Kochasz mnie?

Bardzo! Jesteś moim ulubionym chłopcem!

To może po prostu bądź moją babcią, dobra?

Jak tu odmówić dziecku? Maria Grzegorzewska po konsultacji z ojcem choćby nie chciała żadnych pieniędzy. Tak Sergiusz zyskał jeszcze jedną babcię co wpierw dziwiło panie przedszkolanki, gdy rysował trzy laurki na Dzień Kobiet, aż się domyśliły.

Co ciekawe, niezamężne panie w przedszkolu westchnęły raz głośno, raz ciszej z sympatii do ojca Sergiusza. Ten jednak był oporny na urok zalotów. Miał swoją misję wychować syna. Z tą misją poradził sobie wyśmienicie.

Sergiusz skończył szkołę, wybrał dzięki radom ojca politechnikę i poskarżył się Marii Grzegorzewskiej:

Dziewczyny chyba mnie nie lubią.

Nie lubią? A kto to z Anią całował się pod moim oknem? zaśmiała się babcia.

Rzuciła mnie. Mówi, iż czegoś jej brakuje. No i co ze mną nie tak?

Wszystko w porządku, Sergusiu. Jesteś mądry, przystojny, wrażliwy. Po prostu jeszcze nie spotkałeś tej adekwatnej. Poczekaj. Rozglądaj się, ale nie wybieraj na szybko. Ta adekwatna jest gdzieś tu.

I miała rację.

Nieśmiała koleżanka z roku, Lena, pomagała mu z notatkami bo już wtedy pracował u ojca w firmie, więc z nauki czasem wychodziły nici. Leciuchno wzdychała do Sergiusza, on nie czaił, bo był przyzwyczajony do bardziej wygadanych dziewczyn. Aż Maria Grzegorzewska interweniowała Lena przyszła kiedyś coś zostawić, a babcia zapytała wprost:

Nie ma nikogo. Jest wolny, Leciu.

Po czym wyrzuciła synka Sergiusza za rogiem porządnego babcinego kuksańca:

Czemu się z dziewczyną szczęścia nie łapiesz? Lena to skarb, takich ze świecą szukać!

Ślub wzięli cichy i skromny, chociaż ojciec optował za weseliskiem na sto osób.

Tato, Lena nie chce, ja też nie chcę stawiać jej mamy w niezręcznej sytuacji. Skromnie im lepiej.

Ojciec do przyszłej teściowej odniósł się z rezerwą na wiedeńską teściową już się przejechał. Swoja własna nigdy mu nie darowała, iż jej córka odeszła tak młodo. Z czasem pogodzili się, a mały Sergiusz regularnie spędzał część wakacji u babci, choć odliczał minuty do powrotu ojca. Zrozumiał wtedy, jak gorzka może być pamięć.

Nie zdążyłam tyle powiedzieć twojej mamie, Sergusiu… Jak bardzo ją kocham. Na nic nie starczyło mi czasu… wyznała pewnego razu babcia.

Mama była dla niego bajką ze zdjęć wielkooka piękność, z uśmiechem szerokim jak świat. Dotyk jej dłoni umknął z pamięci.

Kiedyś, kupując perfumy dla Marii Grzegorzewskiej, poczuł znajomy zapach i bezwiednie poszedł za zupełnie obcą kobietą. Sprzedawczyni spytała, co to za perfumy, i Sergejusz kupił flakon. W domu ojciec go uświadomił:

Ulubione perfumy twojej mamy…

Od tamtej pory zawsze stały na jego półce nić łącząca z przeszłością.

Niepotrzebnie się ojciec niepokoił o matkę Leny. Była kobietą prostą i dobrą. Szczęście córki ważniejsze było od wszystkiego. Tak minęły miesiące i lata rodzina się rozrosła. Marzenie o dzieciach przerodziło się w walkę o dziecko lekarze, badania, frustracje. Nic. Po kilku latach to Maria Grzegorzewska zwołała naradę.

Sergusiu, uspokój się! Skoro nie wychodzi, widocznie nie pora. A kochasz ją dla dziecka czy dla niej?

Babciu, pytasz!?

A co!? Spokojnie, jeszcze będziecie mieli dzieciaki. Tylko nie wariujcie. Żarty się skończą, jak zaczniecie się nawzajem zjadać! Cierpliwości, panowie! U faceta cierpliwość winna starczać na siebie, żonę i teściową razem wzięte!

Opowieść Marii Grzegorzewskiej o jej własnych niespełnionych nadziejach otworzyła Sergejuszowi oczy. Posłuchał babci, zwolnił, wsparł Lenę. Ojciec, teściowa i babcia stanowili sztab ratunkowy.

I wtedy po niemal dekadzie wspólnego życia! okazało się, iż Lenkę notorycznie mdli, boli ją głowa i śpi jak niedźwiedź zimą. Diagnoza lekarza: No, gratuluję, będziecie rodzicami.

Uwierzył dopiero, gdy zobaczył, jak Lena płacze i śmieje się do monitora USG.

Patrz, Sergusiu! On już tam jest!

Syna urodzili ogromnego. Cztery kilogramy szczęścia! Lena, drobna kobietka, stwierdziła po porodzie:

Spotkamy się tu jeszcze przy drugim!

No i się spotkała. Dryg złapali po córce przyszedł drugi syn, wszystko od natury na czas, według planu.

Rodzina rosła stare mieszkanie robiło się małe.

Domek im trzeba zdecydował tata Sergejusza, rozsyłając wnukom buziaki. Budujemy!

Ogródek gwałtownie się znalazł, ale budowa wlekła się przez kolejny kryzys i perturbacje firmowe. Stawiali na przetrwanie by zachować firmę i miejsca pracy. Budowa musiała poczekać.

I znów babcia Maria Grzegorzewska miała plan:

Sergejuszu, wy z ojcem macie dwupokojowe, ja trzypokojowe, a i tak mi ciężko. Proponuję zamianę wy do mnie, my się z ojcem pomieścimy w dwójce. Będziecie mieli wygodniej z dziećmi, a ja nie będę się już bać sama. Telefon jest, ale co z tego. Przemyślcie!

Przeprowadzka: Lenką zajął się domem i dziećmi, Sergejusz zapracowany na śmierć ratował firmę.

Się udało. Ojciec niestety nie wytrzymał. Gdy już wiedział, iż odchodzi, postanowił przekazać swoje mieszkanie Marii Grzegorzewskiej I tak będzie twoje, ale wolę, by miała spokój, wyjaśnił synowi Ona stała się rodziną, choć jakby znikąd. Zastąpiła ci matkę, synu.

Nie doczekał narodzin czwartego wnuczka Olek pojawił się miesiąc po śmierci dziadka. Ale ilekroć ktoś wołał Aleksandra imieniem, Olo dumnie podnosił głowę. Imię po dziadku!

Życie stale fundowało im to wzloty, to twarde lądowania. Dzieci rosły, miłość rozlewała się po domu jak światło, którego starczyłoby i na topnienie lodowców, i jeszcze zostałoby na koniec świata.

Lenka, dusza towarzystwa, wybierała przyjaciółki ostrożnie. Kontakty na podwórku, plac zabaw tu los postawił na drodze Światłanę.

Światłana była rówieśniczką Lenki; pasjonowały je książki i teatr, ale czasu zawsze było za mało. Światłana miała dwójkę dzieci, choć czasem czuła, iż dziesięcioro! Bliźniaki jeden wielki harmider. Pomagały babcie, jakoś się kręciło. Lenka była dla Światłany wybawieniem. Rozmowy z nią pozwoliły uświadomić sobie, jak kruche są chwile z dziećmi ich pierwsze kroki, słodkie od landrynek uściski, czy wrzaski po pierwszym strzelonym golu. Światłana nauczyła się odpuszczać i doceniać przyjaciółkę, której mogła powierzyć sekrety a tych miała pod dostatkiem.

Małżeństwo Światłany było z rodzaju niełatwych. Mąż przystojny i, powiedzmy, towarzyski. Rodzina ważna, ale kwiatki na boku też mu się zdarzały. Światłana wiedziała o tym, utwierdzając się w przekonaniu, iż wszyscy tak robią, tylko nie każdy się przyznaje. Ta myśl, choć dziwna, pozwalała jej przymykać oczy i udawać, iż wszystko w porządku wszak dzieci trzeba wychować.

I nic dziwnego, iż widząc Sergiusza z nieznajomą panną, uznała, iż trzeba działać! Lenka musi się dowiedzieć!

SUV skręcił w zaułek Światłana ledwo zdążyła. Przed restauracją, którą dobrze znała z randek z mężem, Sergejusz wysadził tajemniczą kobietę. Restauracja słynęła z kuchni i koncertów jazzowych w weekendy.

Światłana celowała: poczekać, aż wyjdą, czy lecieć do Lenki na spowiedź? Im więcej myślała, tym mniej była pewna I co wtedy? Pogada z Lenką co się zmieni? Czworo dzieci, Maria Grzegorzewska, która ledwo wychodzi z domu, matka Lenki ze zdrowiem na bakier a Sergejusz już dwa razy woził ją do Warszawy na operacje. Za dużo powiązań, za mało faktów. Kim była tamta kobieta? A jeżeli to przelotne? Przechodzi jak każda miłość męża Światłany: dziś jest, jutro nie ma rodzina już nie wróci, kiedy wszystko runie

W złości walnęła pięścią w kierownicę, aż przesterowany klakson (za ciężkie niuanse bezpieczeństwa zakładane przez męża) nabił palpitacji gołębiom pod restauracją.

Hałas opamiętał ją. Sergejusz jest typowym facetem. No i co? Po co burzyć życie Lenki?

Światłana wyjechała z parkingu, miała dość podejrzeń i śledztw. Przeklinała potem wszystko i wszystkich: innych kierowców, własne łzy.

Nie! Nic nie powie! Lepiej nie wiedzieć na pewno. Przecież gdyby ktoś tak powiedział jej o jej mężu, już by mu nie wybaczyła. Co innego plotka, co innego dowód: już nie jesteś tą jedyną… Wydaje się głupie? Ale każde takie słowo to jak pionek na planszy szczęścia poprzestawiać je i już nikt nie wie, co dalej.

Zaparkowała, długo jeszcze siedziała w aucie, zbierając się w sobie przed powrotem do domu, gdzie czekały dzieci i niania, której już godzinę temu powinna zapłacić.

Dodzwonił się Sergejusz.

Tak? Kiedy? Super, Sergejuszu, będziemy! Dziękuję za zaproszenie.

Odłożyła telefon i dotknęła policzków. Co to za zwrot akcji? Przed chwilą widziałam go z jakąś panną, a teraz zaproszenie! Tak, Sergejusz i Lenka mają rocznicę ślubu okrągłą! Ale oni nigdy nie obchodzili jej z pompą. Zawsze gdzieś wyjeżdżali we dwójkę.

No ale nie mogła odmówić. Była w końcu prawdziwą przyjaciółką!

Zakupy: sukienka, buty, fryzura, makijaż. Mąż spojrzał z przekąsem:

Taka mina? Nasza rocznica też kiedyś będzie przygotuj się, będzie bal!

Westchnęła tylko, chowając szminkę do torebki.

Sergejusz się postarał: sala jak z filmu, świeże kwiaty, białe obrusy, połyskujące świece. Lenka piszczała z radości:

Ależ tu bajkowo, Sergejuszu! I te kolory, moje ulubione! Dziękuję!

Swiatłana wręczyła bukiet i prezent.

Chodź, musimy poprawić makijaż!

Na palcu Lenki błysnęła obrączka Światłana aż się skrzywiła.

Wyraźnie odpokutowuje winy, Sergejusz… Ładne kółeczko…

Schodząc do toalet, natknęła się na tamtą dziewczynę.

Ojej! To pani?!

Przepraszam, znamy się? – zapytała zaskoczona.

Tym razem ubrana w elegancki garnitur, włosy spięte, zero piórek na głowie.

Co pani tu robi? syknęła Światłana.

Byleby Lenka nie usłyszała! Nie popsuje jej wieczoru!

Ja? Pracuję tu.

Po czym uśmiechnęła się rozbrajająco.

Pracuje pani?! Jak?!

Normalnie. Organizuję dzisiejszy bankiet! Firma dopiero się rozkręca, to nasz pierwszy większy zlecenie. Sergejusz bardzo dbał o szczegóły. choćby męża zaciągnęłam do ułożenia kwiatów! Byłam na drabinie, teraz już nie mogę.

Czemu?

Dziecka się spodziewam! Dzieci Pani ma?

Mam. Dwójkę.

Trudno?

Oj, bardzo. Poczuła, jak ciepło wraca w żyły. Ale nie bój się! Pani energii tylko pozazdrościć sobie Pani poradzi, zaufaj mi. Jak będziesz szukała lekarza, daj znać, Lenkę prowadził świetny specjalista.

Dużo dzieci?

Czwórka!

Szczęście od razu na czteropak!

Właśnie tak!

Przepraszam, muszę już lecieć zaczynają! Idzie Pani?

Już za chwilę…

Światłana weszła do łazienki, popatrzyła w lustro i po raz pierwszy od tygodnia odetchnęła.

Lenka, ile można?! Zaraz cię wydadzą za mąż! zawołała do przyjaciółki. Chodź szybko! Wszyscy czekają!

Przez cały wieczór, wznosząc toasty, Światłana myślała, jak łatwo można zniszczyć to, co ważne jedno słowo, nieopatrzny wniosek i szczęście ginie. I pomyłką, która mogła wszystko rozwalić, była jej własna afera.

Błąd… mruknęła, dopijając szampana i zerknęła na męża. A u nas słodko czy gorzko?

Gorzko, Światłano, ciągle jeszcze gorzko!

Idź do oryginalnego materiału