Uniwersalizm od wieków ciągnie nas w dół. O zdrowy polski nacjonalizm

nlad.pl 3 godzin temu

Nie tylko Dmowski i Piłsudski wzgardziliby tym naszym wiecznym oglądaniem się na to, co o nas powie zachodnia prasa albo jak nasz patriotyzm wpasowuje się we wzorce zachodniego liberalizmu. To nasza narodowa wola ma określać to, gdzie jesteśmy i gdzie chcemy być.

Tekst stanowi fragment publikacji „Nowy Ład. O Polsce i polskości w XXI wieku” – kup ją w promocyjnej cenie.

O Polskę polską

Nie mniejszym problemem niż płynące w naszych żyłach zamiłowanie do anarchii wydaje się szczególne upodobanie do patrzenia na świat kategoriami uniwersalistycznymi, sugerowanie się opinią zagranicy, czasem prostacki wręcz mimetyzm. Również to zjawisko ma głębokie zakorzenienie w historii, choć jest nieco późniejszej daty niż wybujały indywidualizm. Sarmata nie patrzył przeważnie na to, co mówią mu zachodni sąsiedzi – zawsze wiedział lepiej, choćby jeżeli obiektywnie patrząc, polskie urządzenia państwowe skrajnie już odstawały od wymagań epoki. To szlachta, jak bardzo by nie grzeszyła przeciw państwu i rozumowi, przechowywała przez wieki pierwiastek kultury narodowej – to po niej dziedziczymy historię Polski. Wbrew temu wreszcie, co się wydawać może niejednemu współczesnemu epigonowi Rzeczypospolitej, postrzegającemu ją przez pryzmat wyobrażeń XIX-wiecznych, dawne państwo polskie nie było przesiąknięte duchem realizacji wartości ogólnoludzkich, niepartykularnych.

Jak już szeroko opisano, miało to swoje zgubne konsekwencje, natomiast w zakresie rozpatrywania postaw taka ślepa czasem, granicząca z megalomanią duma ma swoje momenty dodatnie – chociaż ukierunkowuje na polonocentryczne postrzeganie świata. Z drugiej strony, choćby w dobie sarmatyzmu znajdziemy przecież postaci od tego wzorca odbiegające – zapatrzone w Zachód, po zachodniemu się noszące, które to zjawisko przybiera na sile w dobie tzw. wojny fraka z kontuszem – już w czasach stanisławowskich. Są to jednak jeszcze czasy, gdy ślepe momentami naśladownictwo zagranicy znamionują nieraz przecież reformatorskie, zdrowe tendencje.

Z kolei polska formacja porozbiorowa, dalej tkwiąc w anachronicznych wzorcach wolnościowych, z racji utraty tegoż – wadliwego, ale jakiegoś – punktu odniesienia, którym była polska państwowość, staje się jeszcze bardziej obciążona tendencją antywspólnotową. To już nie tylko indywidualistyczne podejście do spraw społecznych, anarchiczne podejście do spraw państwa, ale i niewiara we własne siły, instynktowne oglądanie się na Zachód – który przecież, wobec upadku polskiej wyspy wolności, stał się wówczas miejscem rozwoju wolnościowych tendencji. Rozbiory przetrąciły nasz kręgosłup – i tu widać, jak ze skutkami upadku państwa borykamy się do dziś.

Buduj z nami Nowy Ład!

Twoje wsparcie to inwestycja w rozwój Polski. Pomóż nam budować niezależny portal opinii broniący polskiej suwerenności i wartości narodowych.

Wpłacam teraz

Zasługujący na pozytywne wartościowanie będzie więc każdorazowo występujący w naszych dziejach akt zwrócenia uwagi narodu ku własnemu losowi. To ukierunkowanie na Polskę, i tylko na nią, postawione w miejsce rojeń części naszych romantyków o konieczności zbawiania świata. Polski romantyzm cechuje tu wzmiankowana już niejednoznaczność – wszak to on wskazuje nam wartość naszej własnej kultury i historii, niejako w kontrze do dziedzictwa oświeceniowego. To romantyzm uświadamia Polakom, iż naród nie tylko istnieje, ale w związku z tym istnieniem trzeba także o niego dbać – z tym istnieniem wiąże się konkretne dziedzictwo. Naród ma swoje adekwatności, swój charakter, swoją jakość, swoją historię, kulturę i swoje osadzenie w określonych warunkach.

Wyzwolenie mogło przyjść naszym wysiłkiem – obliczonym na realizację naszych właśnie celów. Ten pierwiastek wlewały w życie polityczne tkwiącej pod zaborami Polski przeważnie jednak raczej kręgi prawicowe, konserwatywne – realistyczne, zdolne oddzielić interesy wspólnoty od wartości uniwersalnych. Później wielka jest tu zasługa – bynajmniej nie prawicowych – pierwszych pokoleń narodowych demokratów, przekształcających polską świadomość, ale trzeba przyznać, iż cała generacja polskich działaczy politycznych i społecznych przełomu XIX i XX wieku, owych osławionych „niepokornych”, stanęła na wysokości zadania. To obliczone na realizację polskiego i tylko polskiego interesu działania stronnictw politycznych – od endecji przez ludowców po socjalistów, które doprowadziły do budowy nowoczesnego masowego narodu, stając się jednym z największych dziejowych osiągnięć polskiego życia politycznego. Nie dziwi więc, iż tak chętnie się do tych ruchów odwołujemy – należy jednak wyciągać z ich dorobku adekwatną naukę. Nie tylko Dmowski i Piłsudski wzgardziliby tym naszym wiecznym oglądaniem się na to, co o nas powie zachodnia prasa albo jak nasz patriotyzm wpasowuje się we wzorce zachodniego liberalizmu. To nasza narodowa wola ma określać to, gdzie jesteśmy i gdzie chcemy być.

Samo odwoływanie się do historii dawniejszej powinno wpływać dodatnio na nasze poczucie duchowej niezależności – wyjątkowości. Mamy w dziejach wiele przykładów nie tylko myśli, ale i czynów, które zaświadczały o naszej chęci wykuwania własnego losu według własnych, rodzimych wizji. Dla przykładu, da się wyzyskać mit Grunwaldu – jako triumfu nie tylko Polski, ale i w ogóle ludów naszego regionu nad napastniczym Zachodem, zwycięstwo jeżeli nie narodów w pełnym tego słowa znaczeniu, to chociaż protonarodowego partykularyzmu nad uniwersalizmem proweniencji niemieckiej – to ponadczasowy punkt odniesienia, mogący znaleźć istotne miejsce w narodowej narracji.

Dowartościowywać polskość nie poprzez, a przynajmniej nie tylko poprzez podkreślanie jej zaczepienia w wartościach uniwersalnych – oto drogowskaz. Musimy na powrót odkryć swoją własną wartość. Trudno osiągnąć to inaczej niż przybliżając, szczególnie najmłodszym, oryginalność naszych dziejów, naszej narodowej kultury – ukazywać to, co nas od obcych odróżniało, co budowało naszą siłę. Walka z funkcjonalnym wynarodowieniem wykracza bowiem nieraz poza perspektywę pokolenia czy dwóch. choćby jeżeli niektórzy członkowie naszej wspólnoty uznają, iż nie chcą mieć z polskością nic wspólnego, to nie zmienią swoich przyzwyczajeń, kodów kulturowych, a bardzo możliwe, iż wrócą do polskości ich dzieci, wnuki – trudno jest bowiem wydrzeć z człowieka część jego jestestwa. Nie uniwersalizm zawieszony w porządku kosmosu, a wyrastający z wielopokoleniowego ciągu człowiek, wykuwający swój byt i swoją przyszłość.

Paradoksalnie – bo przecież nasza religia wykracza ponad nasz naród – należałoby podkreślić tu dodatkowo wątek wyznaniowy. Być może nie wybrzmiał on do tej pory należycie – nie negując patriotyzmu licznych innowierców, to katolicyzm jest od ponad dziesięciu wieków religią naszego narodu. W połowie naszej historii polskie elity stanęły przed możliwością wyboru innej drogi, tak jak to wówczas uczyniło wiele innych narodów – reformacja w Polsce okazała się jednak płytkim ruchem, kilka z niej pozostało, a już chwilę później zapanował wzorzec Polaka-katolika, niezainteresowanego nowinkami religijnymi. Miał on swoje ciemne strony – przykładowo, nietrudno jest krytykować jezuicki model kształcenia doby kontrreformacji, ale to on współdecydował o kształcie naszej wspólnoty. I wydaje się, iż także w perspektywie społecznej miało to swoje istotne zalety. Protestantyzm bowiem nie tylko podważał jedność kulturową i polityczną narodu – długofalowo okazywał się również czynnikiem sprzyjającym upowszechnianiu się liberalizmu i indywidualizmu. Trzeba pozwolić temu wybrzmieć, choćby jeżeli mamy świadomość, iż w wielu krajach wzmacniał on – tak mało obecne w naszej mentalności – dążenie do rozwoju siły materialnej, co nieodmiennie przekładało się na modernizację i rozwój potencjału ekonomiczno-politycznego.

Czytaj także

Polska dla Polaków? Czym są idee narodu i państwa narodowego

Redakcja
2 czerwca 2026
Felieton

Zwycięskie orły na piastowskiej ziemi

Łukasz Powierża
16 czerwca 2026

W XIX wieku, abstrahując od tego, jak uległa wobec zaborców potrafiła być hierarchia kościelna, to katolicyzm utwierdza się na pozycji jednego z naszych głównych wyróżników jako narodu. Napisano już powyżej, iż księża cieszyli się nadreprezentacją w niepodległościowych ruchach politycznych, także – do schyłku XIX wieku – tych lewicowych, głoszących nowoczesne ujęcie kwestii społecznych, narodowych. Później masowo oddawali życie za Polskę w czasie okupacji niemieckiej, a w latach komunizmu dodawali otuchy narodowi. Dziedzictwo polskiego Kościoła – choć katolicyzm sam w sobie jest przecież uniwersalistyczny – stanowi istotny element naszej dziejowej spuścizny. Sam polski kler, zmagający się dziś z kryzysem wewnętrznym, mógłby odnaleźć w sobie wewnętrzną moc, gdyby zmierzył się ze swoją przeszłością. Tego należy mu życzyć.

Nie w rozumieniu Polski jako państwa, w którym nie może się osiedlić absolutnie żaden obcokrajowiec, czy też państwa negującego wkład innych niż polski narodów w swoje dzieje – to nie miałoby sensu faktycznie. Chodzi o Polskę, która swoją wartość widzi w realizacji interesów swojego własnego narodu – Polaków postrzega jako gospodarzy, a nie współgospodarzy państwa.

Tekst stanowi fragment publikacji „Nowy Ład. O Polsce i polskości w XXI wieku” – kup ją w promocyjnej cenie.

Idź do oryginalnego materiału