Umowa o miłości

twojacena.pl 17 godzin temu

Umowa o miłości

Weronika siedziała za dużym, dębowym stołem, na którym piętrzyły się ślubne magazyny. Przewracała ich strony, wpatrując się z fascynacją w każdą fotografię. Oczy jej rozbłyskały na widok misternych koronek, delikatnych haftów i zwiewnych welonów. Zatrzymywała się na zdjęciach śnieżnobiałych sukien, wyobrażając sobie, jak wyglądają na niej. W sercu rosło ciepłe podniecenie widziała siebie kroczącą do ołtarza, z wszystkimi spojrzeniami skierowanymi tylko na nią, z rodzicami dygoczącymi z emocji

Piękna zamruczała pod nosem, zatrzymując się na szczególnie efektownej sukni z obszerną spódnicą i cienkimi ramiączkami. Wyglądała jak z bajki lekka, zwiewna, ze światłem igrającym na atłasie.

Ale uśmiech gwałtownie zgasł na jej twarzy. Weronika westchnęła, odłożyła magazyn i wolno wstała od stołu. Podeszła do wysokiego lustra w rzeźbionej ramie i zaczęła się bacznie przyglądać swojemu odbiciu. Obróciła się bokiem, przechyliła głowę, próbując zobaczyć siebie oczami innych. Przez myśli przewinęło jej się, iż ideał z czasopisma rzadko zgadza się z rzeczywistością.

Szkoda, nie dla mnie taki krój powiedziała sobie ciszej, jakby chcąc pogodzić się z losem. Figura nie taka

Jeszcze raz wykonała obrót przed lustrem, wyobrażając sobie siebie w rozłożystej sukni. W myślach zobaczyła siebie w szerokiej spódnicy, gorsecie, warstwach tiulu i skrzywiła się.

Muszę znaleźć coś prostszego rozmyślała, jakby prowadząc naradę z niewidzialnym doradcą. Balowe spódnice odpadają będę wyglądać na olbrzyma. Ale zwykłe też nie chcę! Przecież nie biorę ślubu co tydzień

Nerwowo przeczesała włosy dłonią, czując rosnącą w niej panikę. Tyle opcji, tyle pięknych inspiracji a żadna nie pasuje. Spojrzała jeszcze raz na rozrzucone po stole katalogi, jakby licząc, iż kolejna strona przyniesie olśnienie. Zamiast tego poczuła tylko zmęczenie i bezradność.

Muszę koniecznie z kimś pogadać, zanim zwariuję przez te przygotowania mruknęła, siadając na krawędź krzesła.

Trzaśnięcie drzwi wyrwało ją z zamyślenia, sprawiając, iż aż podskoczyła. Oderwała wzrok od rozłożonych projektów, serce ścisnęło się z niepokoju. Kto to? O tej porze Myśli zaczęły wirować. Klucze do mieszkania mieli tylko tata i Damian, jej narzeczony. Ale obaj powinni być dziś zajęci: tata miał ważne spotkanie z kontrahentami, a Damian wyjechał na jakieś zebranie służbowe, którego nie mógł ominąć.

Weronika zastygła, nasłuchując. Myśli galopowały a może ktoś się włamuje? O tej porze mieszkanie zwykle stało puste, bo Weronika przesiadywała wtedy w salonie kosmetycznym. Przebiegł ją dreszcz.

Cicho wstała od stołu, ostrożnie podchodząc na piętro. Z salonu roztaczał się doskonały widok na korytarz i drzwi wejściowe. Weronika podeszła do balustrady, spokojnie wyjrzała zza ściany.

Opadło napięcie. W przedsionku stał Damian. Jego sylwetkę rozpoznałaby zawsze. Zdejmował właśnie buty, niedbale odstawiając je do szafki i coś nucił pod nosem.

Damian? szepnęła zaskoczona. Przecież miał być na zebraniu

Przyglądała się ukradkiem, próbując zgadnąć, o co chodzi. Może chciał ją zaskoczyć? Albo Z kim on rozmawia przez telefon?

Sabinko, poczekaj jeszcze chwileczkę ton Damiana był nienaturalnie łagodny, niemal czuły. Weronika zdrętwiała. Tak z nią do tej pory nie mówił nigdy. Już niedługo moja część umowy będzie spełniona i będziemy razem.

Poczuła, iż robi jej się zimno w środku. Zacisnęła mocno palce w pięść, byle nie wydać z siebie żadnego odgłosu. Umowy? I kto to Sabinka?

Ile jeszcze musimy się ukrywać? Jeszcze pół roku kontynuował Damian tonem urzędowego dystansu. Za miesiąc wesele, potem parę miesięcy udanego małżeństwa na tych słowach w jego głosie pojawił się nieprzyjemny ironiczny ton.

Weronika zacisnęła powieki, próbując pojąć, co usłyszała. Ślub Ich ślub tylko element jakiejś umowy?

Co dalej zrobi pan Janusz Romanowski, nieważne ciągnął Damian coraz pewniej. Jak tylko dostanę drugą ratę obiecanych pieniędzy, pakuję się i wyjeżdżam.

Te słowa uderzyły jak policzek. Weronika uchwyciła się framugi drzwi, myśląc tylko: On kłamał. Przez cały czas kłamał

Cofnęła się powoli, by jej nie zauważył. Myśli się kotłowały, a jedna przebijała się przez chaos jej tata miał w tym swój udział. Umowa. Wynagrodzenie. Półroczny plan. Wszystko układało się w przerażający obraz, od którego chciała uciec, ale nie mogła. Mimo wszystko Weronika zdecydowała się wysłuchać rozmowy do końca. Może dowie się czegoś więcej

Damian rozsiadł się w fotelu, wyciągnął nogi i kontynuował rozmowę w przekonaniu, iż w domu jest sam.

No, nie martw się tak bardzo mówił, lekko się uśmiechając. Kocham tylko ciebie! Przecież tylko dla ciebie się w to wszystko wpakowałem. Nie chciałabyś mieć mieszkania w centrum Warszawy? Kupować sobie markowe ubrania? Zamilkł na chwilę, po czym dodał z lekkim sarkazmem: No widzisz! I co bym cię na to zarobił, będąc zwykłym asystentem? Pół roku! Obiecuję, już niedługo będziemy razem.

O nie, będziecie szybciej razem, niż myślisz powiedziała Weronika pewnym, cichym głosem, schodząc z piętra krok po kroku. Kolana się jej uginały, ale walczyła ze słabością.

Damian gwałtownie odwrócił się na dźwięk jej głosu. Na jego twarzy zniknął uśmiech, oczy otworzyły się szeroko ze strachu. Niedopowiedzenie urwało się w gardle, a telefon upadł na podłogę.

Werka? sapnął, podnosząc się na nogi. W jego głosie słychać było panikę i drżenie. O co ci chodzi, kochanie?

Ruszył w jej stronę, wyciągając dłoń, jakby chciał ją przytulić i uspokoić jak tyle razy wcześniej. Ale Weronika cofnęła się, unosząc brodę wysoko. W jej oczach nie było już zaufania, tylko chłodna, bolesna jasność.

Werka powtórzyła niemal szeptem, a w tym słowie pobrzmiewał cały jej ból. Naprawdę myślisz, iż nic nie słyszałam?

Stanęła naprzeciwko Damiana, drżąc wewnętrznie, ale nie ustępując. Patrzyła mu w oczy szukała tam cienia skruchy, ale widziała tylko wyrachowanie i nerwową kalkulację.

Sabinka Znasz ją? To ta dziewczyna, którą ostatnio przedstawiłeś mi jako siostrę? jej głos był równy, ale przeszywał zimną złością.

Damian pobladł. Pochylił się po upuszczony telefon, jakby mógł go wybawić. Drżące palce ściskały urządzenie. W głowie gorączkowo szukał sposobu, by się wywinąć i nie stracić obiecanych pieniędzy.

Chyba przesadzasz udało mu się wykrztusić niemal spokojnie. Jaka Sabinka? Nic nie rozumiem.

Próbował znów złapać ją za rękę, ale Weronika natychmiast cofnęła się, utwierdzając się tylko w decyzji.

Dobrze wiesz, o czym mówię gorzko się uśmiechnęła, a Damian odwrócił wzrok zawstydzony. Słyszałam wszystko. Jak przymilałeś się do niej Obrzydliwe.

Przełknęła ślinę, by opanować głos. Nie mogła pokazać, jak bardzo ją to zraniło. Wszystkie ich wspólne plany i dobre chwile okazały się tylko przedstawieniem, w którym przypadła jej rola naiwnej.

Damian milczał. Zrozumiał, iż już nie ugra nic słodkimi słówkami. Przyznać się to byłby wstyd, ale przecież może nie wszystko stracone.

Wiesz, iż do ślubu nie dojdzie powiedziała Weronika stanowczym tonem, przyprawiając Damiana o gęsią skórkę. Ale zanim wyrzucę cię z domu, chcę usłyszeć prawdę. Całą, bez bajek i wymówek.

Jej głos nie drżał, choć serce rwało się w piersi. Skrzyżowała ramiona chciała się czymś osłonić przed kolejnym ciosem. W oczach nie miała łez była twarda i zdecydowana dowiedzieć się prawdy.

Chcesz prawdy? zapytał z kpiną w głosie. Nie musiał się już starać. To ją masz. Nigdy, przenigdy na ciebie bym nie spojrzał, gdyby nie propozycja twojego ojca. Mam być twoim narzeczonym, zabierać cię na randki, komplementować, a w zamian dostaję lekką robotę i niemałe pieniądze. W gruncie rzeczy mam dwie pensje.

Mówił jakby o zakupach w Biedronce, nie o czyichś uczuciach. Każde jego słowo bolało Weronikę bardziej.

Wszystko dla pieniędzy? spytała cicho, czując zimno aż po kość.

A myślałaś, iż ktoś twoje krągłości pokocha? zaśmiał się złośliwie, bez cienia współczucia. Spójrz w lustro i powiedz sama sobie

To bolało bardziej niż cokolwiek innego. Weronika czuła gulę w gardle, a oczy szczypały od łez, którym nie pozwoliła popłynąć. Zacisnęła pięści, nie dała słabości dojść do głosu.

Stała milcząc kilka sekund, próbując pojąć, co się wydarzyło. Jej świat pociemniał wspólne rozmowy, randki, marzenia wszystko było grą, w której była tylko pionkiem.

Wynoś się rzuciła nagle z niespodziewaną siłą. Rzeczy przyślę kurierem. Wynoś się!

Damian spojrzał na nią z pogardą, z pełnym dystansem, jakby chciał ostatni raz zapamiętać ją załamaną. Bez westchnienia ulgi, bez cienia skruchy. Odwrócił się powoli, założył kurtkę demonstracyjnie wolno, pokazując, iż jest pewny siebie. Zasunął drzwi i wyszedł, zostawiając ją w ogłuszającej ciszy.

Od razu, jak drzwi trzasnęły, Damian poczuł niepokój. Teraz myślał tylko o jednym: jak wytłumaczy się Januszowi Romanowskiemu. Ojciec Weroniki to był twardy człowiek, nie znosił kłamstw. Dla córki zrobiłby wszystko Damian wiedział, iż konsekwencje mogą być poważne. Głupi plan wyrzucał sobie w duchu, schodząc po schodach. Ale myśl o pieniądzach tych już na koncie troszkę koiła jego nerwy.

Przynajmniej nie poszło na marne mruknął pod nosem, wychodząc na ulicę. Mam nadzieję, iż nie każą mi zwracać tych pieniędzy. Zarobiłem je!

A w mieszkaniu, które właśnie opuścił, Weronika drżącymi dłońmi wystukiwała numer do taty. Parę razy się pomyliła, ale za trzecim razem się udało.

Tato! ledwo wykrztusiła przez łzy, gdy usłyszała jego głos. Jak mogłeś?! Jak mogłeś mi to zrobić?!

Nie czekała na pytania, nie dała mu dojść do słowa. Wylała wszystko, co kotłowało się w niej przez tygodnie:

Ty to wszystko ustawiłeś! Znalazłeś go, zapłaciłeś, zmusiłeś do tej szopki! choćby nie spytałeś, czy tego chcę! Uważałeś, iż wiesz lepiej!

Jej głos drżał, ale mówiła dalej, nie mogąc przestać:

Ufałam ci! Myślałam, iż on iż naprawdę mnie kocha! A to wszystko było tylko przedstawienie! Zamieniłeś moje życie w teatrzyk!

Ojciec próbował coś tłumaczyć, ale ona nie słuchała. Powiedziała mu wszystko: rozgoryczenie, ból, poczucie zdrady.

Więcej nigdy! Nigdy się nie wtrącaj w moje życie! Rozumiesz?! Nigdy!

Skończyła połączenie, rzuciła telefon na kanapę i rozszlochała się. Łzy popłynęły strumieniami, wtuliła twarz w dłonie, całym ciałem drżała. Znów czuła się jak mała dziewczyna, której ktoś brutalnie odebrał świat.

Płakała nie tylko przez Damiana. Lata niepewności, kompleksów i lęków nagle wybuchły. Odkąd pamiętała, miała problem z akceptacją siebie. Stała często przed lustrem, czepiała się każdego detalu. Gdybym miała węższą talię wyraźniejsze biodra to powtarzała wciąż na okrągło. Marzyła o wyglądzie kobiet z okładek, aktorkach, modelkach ale rzeczywistość była inna i to bolało.

Zastanawiała się nad operacjami plastycznymi, wyobrażała sobie, jak bardzo mogłoby się to wszystko zmienić. Ale za każdym razem, widząc mamę, rezygnowała.

Mama, czyli Izabela zawsze nalegała na pełną formę imienia, choćby przy codziennych czynnościach. To imię brzmiało jak dźwięk skrzypiec, jak marzenie o byciu wyjątkową i atrakcyjną. Przez lata rzeczywiście była piękna z idealnym owalem twarzy, gęstymi włosami, z wdziękiem, który przyciągał spojrzenia.

Wszystko zmienił dzień, gdy Izabela zaufała poleconemu świetnemu specjaliście, o którym zachwycone opowiadały jej znajome. Chciała lekko skorygować nos ledwie odrobinę. Ale lekarz spartolił robotę. Operacja okazała się klapą, skutki stały się nieodwracalne. Twarz się zmieniła, niestety nie na lepsze.

Izabela nie złożyła broni. Odwiedziła dziesiątki klinik, konsultowała się z najlepszymi chirurgami, wydawała ogromne pieniądze na kolejne zabiegi. Zawsze miała nadzieję: iż tym razem wszystko się ułoży, odzyska dawny blask. Ale zamiast tego było coraz gorzej

Powoli straciła euforia życia. Najpierw odeszła pewność siebie, potem chęć pokazywania się ludziom. Przestała się przeglądać, unikała luster, chowała się pod kapeluszami i okularami przeciwsłonecznymi. Depresja zalała ją gęstą mgłą. Dni ciągnęły się jednakowo: poranki zaczynały się od smutnego spojrzenia w lustro, dni upływały w półmroku zasłoniętych okien, wieczory na rozmyślaniach, dlaczego wszystko tak się potoczyło.

W końcu po prostu zniknęła. Bez wyjaśnień, bez pożegnania. Zostawiła tacie Weroniki tylko krótką karteczkę: Nie daję już rady. Wybacz. Potem cisza żadnych telefonów, listów, prób kontaktu. Zniknęła, zostawiając córkę pod opieką ojca.

Weronika dorastała, patrząc na zdjęcia mamy tej dawnej Izabeli, pięknej i promiennej. W jej sercu mama zawsze była uśmiechnięta i pełna ciepła, ale rzeczywistość była inna. Z każdym rokiem Weronika boleśnie czuła przepaść między tym, jaką mama była na obrazkach, a tym, co pozostało naprawdę.

Od wczesnych lat porównywała się z mamą. I zawsze wypadała gorzej. Mama miała cudowne kości policzkowe, a ja mam zwykłe pyzate policzki myślała, oglądając swoje odbicie. Jej włosy lśniły, moje zawsze się puszą. Wytknęłaby sobie choćby zbyt duży nos, niewystarczająco pełne usta, zaokrągloną figurę. Gdy słyszała od kogoś, iż jest urocza, nie wierzyła. W jej oczach była tylko cieniem dawnej Izabeli.

Ta niepewność wpełzła w każdą dziedzinę życia. W szkole trzymała się na uboczu, nie dopuszczając nikogo blisko. Na uniwersytecie unikała odpowiedzi, by ktoś nie patrzył na nią zbyt uważnie. W życiu prywatnym było najtrudniej. Chłopcy rzadko ją zauważali; jeżeli już się zainteresowali, gwałtownie rezygnowali. Weronika zwalała wszystko na swój wygląd.

Gdybym była ładniejsza, wszystko by się ułożyło powtarzała sobie w kółko, nie rozumiejąc, iż jej nieakceptowanie siebie tylko pogłębiało problem.

Aż pojawił się Damian. Wparował do jej życia jak światło do ciemnego pokoju. Dostrzegał ją, patrzył z zachwytem, prawił konkretne komplementy: chwalił uśmiech, śmiech, to, jak umie słuchać. Zabierał do fajnych knajpek, przynosił kwiaty bez okazji, pamiętał drobiazgi.

Przy nim Weronika poczuła się atrakcyjna. Nie idealna jak mama na dawnych zdjęciach, ale po prostu dobra. Wystarczająco ładna. Wystarczająco lubiana. Mogła przy nim rozkwitnąć, uwierzyć, iż ma prawo do szczęścia. Im dłużej byli razem, tym mocniej wierzyła, iż to prawdziwe uczucie.

A teraz wszystko rozpadło się w pył. Słowa Damiana z tamtego dnia roztrzaskały jej wiarę w siebie. On jej nie kochał. Grał rolę. Wszystko było fałszem od pierwszego uśmiechu do ostatniego prezentu. Najgorsze, iż w to wszystko zamieszany był jej ojciec ten, któremu ufała najbardziej

**************************

Stojąc przed lustrem w salonie sukien ślubnych, Weronika czuła dziwne, nowe uczucie. Nie euforię, jak się spodziewała raczej spokojną, praktyczną pewność. Biała suknia układała się ładnie, podkreślając linię ramion, lekko rozszerzając się ku dołowi. Materiał delikatnie szumiał przy ruchu, koronka na rękawach dawała subtelny efekt światłocienia.

Przyglądała się sobie w lustrze z uwagą, już nie szukając wad, nie marudząc jak robiła przez lata. Dziś było inaczej. Dziś akceptowała siebie taką, jaka jest.

Godzinę później szła przez salę weselną między gośćmi. Głowa wysoko, wyprostowana sylwetka, pewny krok. W oczach miała nie marzycielską mgiełkę, ale jasną, dojrzałą determinację. Czuła na sobie spojrzenia: jedni zachwycali się jej urodą, inni szeptali zdziwieni bo ta panna młoda wcale nie płakała ze szczęścia, jak to zwykle bywa.

Goście rozstępowali się, uśmiechali, szeptali komplementy. Weronika odwzajemniała uśmiechy, choć myślami była gdzie indziej wracała do rozmowy z tatą sprzed kilku tygodni.

Tato, przyjmuję oświadczyny Bartka powiedziała mu wtedy prosto w oczy.

Ojciec znieruchomiał z filiżanką kawy, wyraźnie zaskoczony tą zdecydowaniem.

Jesteś pewna? To poważna decyzja.

Jestem odpowiedziała stanowczo. Nie chcę już czekać na wielką miłość, która być może nigdy nie przyjdzie. Chcę stabilizacji, szacunku i normalnej rodziny. Bartek może mi to dać.

Ale miłość zaczął ojciec, ale Weronika przerwała mu:

Miłość jest piękna, ale mam dość życia w oczekiwaniu na cud. Wolę sama decydować o swoim szczęściu.

Teraz, zbliżając się do swojego przyszłego męża, powtarzała sobie w myślach tamte słowa. Bartek nerwowo poprawiał marynarkę, ale w jego oczach nie było szaleństwa była za to szczerość i szacunek, których Weronika dziś ceniła najbardziej.

Gdy urzędniczka z USC zaczęła przemowę, Weronika pomyślała, iż nie żałuje swojej decyzji. To nie bajka o wielkiej miłości, ale jej własny, świadomy wybór.

Może Bartek nie pokocha mnie do szaleństwa zastanawiała się, patrząc na niego łagodnie. Ale będzie mnie szanował. Kto wie Może kiedyś się zakochamy

To dodawało jej sił. Uśmiechnęła się do niego nie dla zdjęcia, ale szczerze, pierwszy raz od dawna czując, iż robi to, co słuszne. W końcu miłość może przyjść wiele razy w życiu a budować ją warto na solidnym gruncie, nie zawsze na rozpalonej iskierce.

Dziś już wiem: choćby jeżeli życie potrafi rozczarować, najważniejsze to wybrać siebie z szacunkiem, z odwagą. I mieć odwagę być szczerym choćby wtedy, gdy wszystko wokół się wali.

Idź do oryginalnego materiału