Na parkingach, ciasnych uliczkach osiedlowych czy pod marketami dochodzi do nich codziennie. Lekkie uderzenie w zaparkowany samochód, chwila zdumienia, a potem pokusa: „nikt nie widział, jadę dalej”. To scenariusz, który może wydawać się wybawieniem od stresu i formalności. Jednak decyzja o odjeździe z miejsca takiej kolizji to jeden z najbardziej kosztownych błędów, jakie może popełnić kierowca. Współczesna rzeczywistość, naszpikowana monitoringiem miejskim, prywatnym i samochodowymi kamerami, sprawia, iż „ucieczka” niemal zawsze ma swojego świadka – obiektyw. Postępowanie w takiej sytuacji zgodnie z prawem, choć wymaga chwili wysiłku, jest zawsze rozwiązaniem nie tylko uczciwym, ale i… znacznie tańszym.









