„Uciekajcie stąd, uciekajcie stąd, na pewno jest tu coś złego…” — powiedział ksiądz z wyraźnym niepokojem w głosie, po czym wstał i odszedł od nas…

polregion.pl 17 godzin temu

Ostatnio razem z żoną wzięliśmy kredyt hipoteczny na piękne mieszkanie w nowo powstałej dzielnicy Warszawy, która wciąż była w trakcie modernizacji. Trzeba je poświęcić! Nikt wcześniej tu nie mieszkał, a jak można zacząć nowe życie bez Bożego błogosławieństwa? z miejsca zaczęła nalegać moja babcia. Oczywiście, nie możemy ryzykować żadnego nieszczęścia, mieszkanie trzeba poświęcić, żebyśmy mieli tu szczęście, euforia i dostatek wtórowała mama, stanowczo popierając ten pomysł. Mimo naszych oporów nie mieliśmy szans z presją rodziny i w końcu zgodziliśmy się na urządzenie błogosławieństwa.

To jest konieczne, powtarzała babcia z powagą. O wyznaczonej godzinie rozległ się dzwonek do drzwi i stanął przed nimi ksiądz z siwym pasmem włosów na skroni i długą brodą. Na szyi miał wielki krzyż na grubym łańcuchu, a w rękach trzymał kropidło i już mocno wysłużoną torbę. Każdemu z nas podał świeczkę, po czym spokojnym tonem wytłumaczył, jak będzie przebiegał obrzęd.

Moi drodzy, oznajmił z powagą, zapalamy świeczki i idziecie za mną. Poddaliśmy się temu rytuałowi spodziewaliśmy się doniosłej i uroczystej ceremonii. Jednak kiedy mój tata próbował zapalić świeczkę, okazało się to prawdziwym wyzwaniem. Kopciła, trzeszczała i za nic nie chciała się rozpalić, mimo kilku prób. Ksiądz z lekkim niepokojem zebrał swoje rzeczy i prędko włożył je z powrotem do torby.

Uciekajcie stąd, uciekajcie! Tu musi być coś złego… powiedział ksiądz zdezorientowanym głosem, a jego ton był pełen niepokoju. Niemal wybiegł z naszego mieszkania, zostawiając nas zupełnie zaskoczonych i osłupiałych.

Ksiądz dziwny, a świeczka jeszcze dziwniejsza, zamyśliła się żona, zauważając, iż świeczka księdza teraz pali się już bez żadnych problemów.

Może po prostu nie był dziś w nastroju, dlatego nie wyszło, rzuciła z uśmiechem mama, próbując rozładować napięcie.

Gada jak trzeba, a potem ucieka. Może tam, gdzie idzie, nie ma zasięgu, pomyślałem dla żartu, próbując znaleźć coś zabawnego w tej całej sytuacji. A tak naprawdę, to gdzie niby mamy uciec? I tak już jesteśmy przywiązani do tego miejsca na piętnaście lat przez ten kredyt i opłaty, dodałem z półuśmiechem.

No to co? Zostajemy tutaj, czy może szukamy innego księdza? babcia sprowadziła nas na ziemię, domagając się gwałtownie rozwiązania całej sytuacji.

Na koniec doszedłem do wniosku, iż choć czasem rodzinna tradycja może nas wpędzić w niespodziewane perypetie, zawsze trzeba zachować dystans i odrobinę zdrowego rozsądku bo to my tworzymy atmosferę naszego nowego domu.

Idź do oryginalnego materiału