Byłam na weselu, z którego uciekła panna młoda i to nie w filmie, a w prawdziwym życiu. Gdyby ktoś mi o tym opowiadał, pewnie uznałabym to za anegdotę z serialu, ale tak się po prostu zdarzyło. Życie potrafi wykręcić nie lada farsę, więc trzymajcie się mocno, bo zaraz opowiem wszystko po kolei.
Nie było to moje własne wesele. Nie zaproszono mnie wcale. Początkowo miała przyjechać moja przyjaciółka Grażyna ze swoim drugiem połówkiem Tomkiem. Tomek był dalekim krewnym pana młodego. Dzień przed ceremonią Grażyna trafiła do szpitala, więc Tomek musiał pojechać sam. Grażynie nie spodobało się to, iż wokół był mnóstwo niezamężnych pańek.
Będziesz sam, a tam tłum panien i każdy się o niego ubiera. Zanim się obejrzysz, podciągnie cię jakaś babunia i wciągnie w bagno! A potem przyjdzie i powie Jestem w ciąży! tak gadała Grażyna, marudząc o przyszłych przygodach Tomka.
Tomek przysięgał, iż wszystko będzie kulturalnie, ale Grażyna nie dawała za wygraną.
Nie wierzę wam, panowie! Nie zostawiajcie nas samych! Mamy teraz kryzys męskości! Jeden chłopak to za mało! odcięła Grażyna.
Tomek przygniótł się i spojrzał na mnie z niemym pytaniem.
Nie, nie pytaj mnie o to, zaczęłam odmawiać, choć w głębi wiedziałam, iż i tak się zgodzę.
Tomek przekazał mi kilka szczegółów o panu młodym: Aleksander miał 45 lat, był rozwiedziony, właścicielem kilku sklepów i stacji benzynowej, nie miał własnych dzieci, a z pierwszego małżeństwa miał syna, którego traktował jak własnego. Syn był typem daj, kup, podaruj problemy z dorosłością, ale Aleksander wspierał go pieniędzmi.
Co do panny młodej Tomek wiedział tylko, iż jest znacznie młodsza od Aleksandra.
Nadszedł wielki dzień. Tomek i ja ruszyliśmy prosto do Urzędu Stanu Cywilnego w Krakowie. Nie brało nas w żadne przygotowania do ceremonii. Pan młody wyglądał jak sportowiec z wytatuowanym podbródkiem, orlim nosem i głębokimi niebieskimi oczami po prostu rzetelny. Panna młoda, Jadwiga, była blondynką, ale nie tą do lasu na smycz. Miała długie włosy sięgające pasa, które podkreśliła czarną farbą. Uroda jej była nie do przeoczenia, choć wyraz twarzy zdradzał trochę niepokoju. Wiek widać było w okolicach 25 lat i tak się później potwierdziło.
Ceremonia przebiegała jak należy, aż nagle do sali wślizgnął się młodzieżowy chłopak o słodkiej twarzy, z uśmiechem, który zdawał się oceniać wszystkich. Goście skupili się na weselu, a Jadwiga krążyła wśród nich, rozglądając się. Wtedy spotkała spojrzenie nieznajomego, a jej mina natychmiast się zmieniła i rozpoczął się cały weselny chaos.
Chłopak wskaźnikiem wskazał drzwi, a Jadwiga nagle odwróciła się i pobiegła za nim. Wydawało się, iż los po raz kolejny splata losy w nieprzewidywalny sposób. W życiu człowiek ma dni, które zostają w pamięci na zawsze pomyślała przy sobie, a goście wykrzyknęli w szok.
Jadź, dziewczyno, stań! Gdzie idziesz? krzyknęła matka Jadwigi, chwytając córkę za rękę. Przyszły pan młody zachował olimpijską zimnolubność, jedynie uśmiechając się.
Ceremonia legła w gruzach. Goście nie mogli pojąć, co się stało. Matka panny płakała w holu. Obok podszedł mężczyzna i, przez szumy, usłyszano: Zjechała samochodem. Wstyd. Nie odzywa się na telefony. Nikt nie rozumiał, co się dzieje. Rodzice Jadwigi przepraszali Aleksandra, a liczba gości sięgnęła pięćdziesiąt. Niektórzy przyjechali z daleka i już zaczęli się zastanawiać, dokąd teraz iść.
Co teraz, Grażyny? Czy jedziemy pociągiem, czy nie? A do kawiarni nie pójdziemy? zapytał wąsaty pan w wąskiej koszuli w paski. Jego żona, wysoka blondynka z falowanymi włosami, tylko westchnęła.
Najbardziej zaskoczył mnie pan młody. Spojrzał na zdezorientowanych gości i rzekł:
Panowie, a może zrobimy przerwę w kawiarni? Wszystko już zamówione, zapłacone! Jedziemy!
Goście ruszyli w drogę, nie smucąc się. Aleksander zachował się przyzwoicie, choć widać było, iż jest trochę przygnębiony. Pierścionki po prostu włożył do kieszeni.
Podczas kolacji okazało się, iż Jadwiga uciekła z synem Aleksandra. To było jak scenariusz z telewizyjnego serialu. Spotkali się, po dwóch tygodniach chłopak ją zostawił i zniknął. Potem poznała Aleksandra, on się w niej zakochał i, mimo młodości, zaproponował małżeństwo.
Z rodzicami cieszymy się! Mężczyzna poważny, porządnym. Nie wyobrażaliśmy sobie takiego obrotu spraw, wywijała mata Jadwigi, ocierając łzy chusteczką.
Okazało się, iż Jadwiga nie wiedziała, iż przyszły mąż to ojciec jej niedawnego chłopaka. Czy on o tym wiedział? Nikt nie miał pewności. Zaproszenie na wesele przybyło w ostatniej chwili, a wśród gości pojawiła się dawna znajoma ojca panny.
Co pchało tego chłopaka do ucieczki? Niezrozumiałe, a ja go nie lubiłam od pierwszej chwili przypominał jakąś śliską osobę, co wiecznie coś wiszącego przy szyi. Mógłby spokojnie stać, ale zamiast tego musiał się przedrzeć, żeby Jadwiga go zauważyła i przyciągnęła.
Tomek nie potrafił choćby tańczyć, a już na pewno nie jadł. Cały czas dzwonił do hospitalizowanej Grażyny, żałując, iż nie mogła być przy takiej pamiętnej ceremonii.
Goście rozmawiali, jedli, pili. Pana młodego nazywano cichutko świętym człowiekiem. Aleksander był spokojny niczym wąż, może po prostu umiał zachować twarz.
Po dwóch godzinach wszyscy już zapomnieli o gafie, oprócz jednej starszej ciotki, która narzekała: Jadwiga powinna mieć chorobę, żeby takie rzeczy nie działy się. Organizatora początkowo chciano wysłać do domu, ale młody asystent obiecał, iż wszystko naprawi i rozbawi gości.
I tak się stało. Następnie Jadwiga pojawiła się w drzwiach, a matka znów rzuciła się na nią. Ojciec pospieszył, chcąc przywrócić porządek. Pan młody pobiegł w jej stronę.
Wszystko wydawało się już na koniec, ale Jadwiga wstała na kolana przed Aleksandrem i przeprosiła za ucieczkę. Odrób to po kilku godzinach, gdy zrozumiała swój błąd, i wróciła.
Myślicie, iż go wypędził? Nie, wybaczył. Usiedli razem przy głowie stołu, a zmęczeni goście w końcu mogli wykrzyknąć upragnione przeżyjcie to jeszcze raz!. Prawdziwe wesele ruszyło dalej.
Nie wiem, czy nie popełniłam błędu, ale nie mogłam nie zapytać pana młodego: Dlaczego go wybaczyłeś?. Odpowiedział mi:
Każdy zasługuje na drugą szansę. W życiu popełniamy potknięcia, nie powinniśmy od razu się poddawać. jeżeli ktoś cię zdradzi, to już inna historia, ale raz musimy umieć wybaczyć wszystko.
Tak właśnie powiedział Aleksander. Dwa miesiące później Jadwiga i Aleksander wzięli ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego, a następnego dnia złożyli wniosek o akt małżeństwa. Ten sam nieszczęśliwy uciekinier zniknął gdzieś w nieznanym miejscu, a plotki głoszą, iż Aleksander przez cały czas mu podsuwa pieniądze, żeby nie wpadł w kłopoty.
A propos w ostatnim czasie Jadwiga i Aleksander zostali rodzicami bliźniaczek. Co do Tomasza, męża Grażyny, po wspomnieniach o tej ceremonii mówi zwykle: Przynajmniej będziemy mieli co wspominać!. I ma rację.
Jedno jednak wiem takiego wesela nikomu nie poleciłabym!



