Uciążliwa sąsiadka – Moich soczewek nie dotykaj! – wrzasnęła była przyjaciółka. – Lepiej pilnuj wła…

twojacena.pl 2 dni temu

15 sierpnia

Z samego rana znów usłyszałem krzyki. Sąsiadka Zofia wrzeszczała na moją dawną przyjaciółkę:

Nie ruszaj moich okularów! wykrzykiwała z oburzeniem. Za własnym wzrokiem pilnuj! Myślisz, iż nie widzę, na kogo to zerkasz?

Ty chyba zazdrosna jesteś? odezwała się Halina Michałowska z udawanym zdziwieniem. O, o kim to teraz marzysz! Wiem, co ci podaruję na święta maszynkę do zwijania warg!

Zatrzymaj ją dla siebie! odburknęła Zofia. Albo twoich już żadna maszyna nie poradzi? Nie uwierzysz, ja wszystko widzę!

Ciocia Halina, bo tak ją wszyscy tu nazywają, zsunęła nogi ze swojej starej wersalki i ruszyła do kącika z obrazami, żeby odmówić poranną modlitwę. Nie była może specjalnie religijna, ale coś tam, wysoko, przecież musi być, co tym wszystkim steruje. Jak to się mówi raz Stwórca, raz siła wyższa, a czasem po prostu Pan Bóg brodaty staruszek z aureolą, który zerka sobie na nas z chmury. Po siedemdziesiątce, nie wypada już drażnić się z Niebem: jak Boga nie ma, to się nic nie traci, ale jak jest to lepiej być po dobrej stronie.

Dokończyła zdrowaśki, dorzuciła coś od siebie zawsze dobrze na duszy. Czas zaczynać dzień.

W życiu Haliny były dwa nieszczęścia. Wcale nie polskie drogi i pijacy, jak mówią. To była sąsiadka Zofia i jej, Haliny, wnuki. Z wnukami wszystko jasne to dzisiejsze pokolenie, które nic nie chce robić. Niech się nimi rodzice martwią. Ale Zofia to już inna bajka. Klasycznie człowiekowi życie zatruwa, nerwy szarpie.

W filmach, jak dwie aktorki się przekomarzają, to wygląda ciekawie i uroczo. W życiu ani trochę. Zwłaszcza jak zaczynają się czepiać o byle co.

Halina miała jeszcze przyjaciela. Zwał się Ryszard Zaleski, domowo Ryśko-skuter. Przezwisko jasne jako młodziak śmigał po wsi na motorowerze, który przechrzcił na skuterek. Skuter dawno zdechł i kurzy się gdzieś za stodołą, ale ksywka mu została na dobre.

Zresztą, kiedyś trzymali się razem: Ryśko z żoną Krystyną i Halina z mężem Tadeuszem. Teraz wdowcy, więc Halina, znając Ryśka od szkolnych lat, dalej z nim utrzymuje koleżeństwo.

W szkole trzymali się we trójkę: ona, Rysiek i Zofia. Serio koleżeństwo żadnych podtekstów. Chodzili wszędzie razem, jak taka typowo wiejska tria: rycerz pośrodku, dwie dziewczyny pod ręce. Wyglądali jak kubek z dwiema uszami specjalny, żeby nie wyślizgnąć się z rąk.

Z czasem, przyjaźń rozeszła się po kościach najpierw dystans, później gorycz. Szczególnie po śmierci męża Zofii. Jak to mówią niektórzy się zmieniają, z chciwego robi się sknera, z rozmownego plotkarz, z zazdrosnego szaleńcem. Z Zofią było dokładnie tak. W sumie miała czego zazdrościć.

Po pierwsze: Halina mimo wieku trzymała linię, a Zofia wprost przeciwnie. Po drugie: ich wspólny kolega ostatnio sporo uwagi poświęcał Halinie. Gadali, chichotali w kącie, prawie iż głowami się dotykali, a z Zofią tylko krótkie, chłodne dzień dobry. Ryśko do Haliny wpadał na herbatę częściej, a Zofię musiał ktoś wołać.

Może Zofia nie taka bystra, żartów nie łapie Rysiek zawsze lubił pożartować. Jest w polszczyźnie świetne słowo płynąć a Zofia zaczęła ostatnio płynąć, czyli czepiać się byle czego.

Najpierw to, iż wychodek Haliny śmierdzi chociaż stoi na tym samym miejscu od lat.

Od twojego wychodka aż wali! zaczęła Zofia.

Dopiero teraz ci przeszkadza? Setki lat stoi, a ty jakby wczoraj swoją szlachetność odkryłaś? odcięła się Halina. Zresztą, okulary masz za darmo z NFZ-u! Jak coś dają za darmo, to byle co.

Nie zaczynaj o moich okularach! Zofia się rozwrzeszczała. Lepiej patrz, na kogo to zerkasz!

Co się tak denerwujesz, Zofia? Zazdrosna o Ryśka? Wiem, co ci dam na święta maszynkę do zwijania warg!

Sobie ją zostaw! odparła Zofia. Ani twoich warg już nic nie pomoże! Myślisz, iż nie widzę?

Ciągle widzi, matko jedyna! Potrafiła się przyczepić o wszystko. Rysiek poradził, żeby załatwić wreszcie porządny sanitariat. Syn i córka Haliny włożyli się i zrobili matce toaletę w domu. Rysiek własnoręcznie zasypał starą latrynę: odpoczywaj, Zofia, zmieniaj formaty!

Ale gdzie tam! Nagle okazało się, iż wnuki Haliny poobrywały gruszę na posesji Zofii bo gałęzie wystawały na podwórko Haliny.

Myślały, iż to nasze! tłumaczyła Halina, choć nikt nie ruszał gruszki wszystko wisiało na miejscu! A twoje kury ryją mi na grządkach i jakoś nic nie mówię!

Kura to głupie stworzenie! wrzeszczała Zofia. Babcia powinna wychowywać wnuki, a nie rechotać całymi dniami z sąsiadem!

I znowu wszystko na Halinę i jej przyjaciela.

Wnuki były skarcone, gruszki już dojrzałe, a jednak znalazł się nowy pretekst: ktoś połamał gałęzie.

Pokaż gdzie? pytała Halina, ale żadnych uszkodzeń nie było.

O tu! pokazywała Zofia sękatym palcem.

A dłonie kobiety to część jej stylu. choćby na wsi.

Rysiek podsunął: zetnij gałęzie na swoim terenie i po sprawie!

Będzie krzyczeć! bała się Halina.

Założymy się, iż nie? uśmiechnął się Rysiek. Ja będę asekurował!

I rzeczywiście: Zofia widziała wszystko, ale tylko syknęła pod nosem.

Z drzewem się uspokoiło, ale zaraz Halina miała już pretensje do kur, które rzeczywiście wyżerały wszystko z grządek. W tym roku Zofia kupiła nową rasę chyba bardziej ruchliwą.

Uprzedzenia i prośby nie działały na Zofię. Szyderczo się uśmiechała: No i co mi zrobisz?!

Była opcja: złapać dwie i usmażyć na rosołek na pokaz, ale Halina była za dobra.

Wtedy Rysiek, internetowy spryciarz, podpowiedział trik: rozłożyć w nocy jajka na grządkach, a rano zebrać niby nioski takie wydajne. Zadziałało! Dziękujemy, globalna sieci pomogłaś.

Zofia stała, wpatrzona w Halinę zbierającą rzekome jajka, i tylko szczęka jej opadła.

Odtąd kury już nie przechodziły przez płot.

No, to może pogodzisz się, Zofio, co? Nie ma sensu wojować o drobiazgi!

A gdzie tam! Teraz zaczęły przeszkadzać jej zapachy z letniej kuchni Haliny bo do późnej jesieni gotuje.

Jeszcze wczoraj nie przeszkadzało, a dziś już tak? śmiać mi się chciało. To może mnie drażni twój zapach ciasta? Może zostałem wegetarianinem? A w ogóle, Sejm uchwalił zakaz grilla!

Widzisz tu gdzieś grill? pytała Halina. Trzeba czasem przetrzeć okulary!

Halina była cierpliwa, ale i jej skończyła się powoli wyrozumiałość. Zofia naprawdę zaczęła przeginać nie dało się zadowolić.

Może oddać ją na badania do Instytutu? powiedziała Halina wieczorem na herbacie z Ryśkiem. Ona mnie zagryzie!

Halina schudła i zmarniała: te codzienne awantury dały jej w kość.

Udusi się własną żółcią! Ja na to nie pozwolę! zapewnił ją Rysiek. Mam lepszy pomysł!

Kilka dni potem, pewnego ranka słyszę za oknem śpiew:

Halina! Chodź na dwór pobrykać!

Przy furtce stał Rysiek, cały radosny przyjechał na świeżo naprawionym motorowerze.

Wiesz, czemu byłem smutny? mówił. Bo skuterek był popsuty. A teraz, Halinko, śmigamy, co? Poczujemy się młodo!

No i pojechali razem. Bo przecież dziś emeryci są aktywni, a starość oficjalnie z Sejmu odwołali!

I nie minęło wiele czasu, a Halina została panią Zaleską Rysiek się jej oświadczył.

Puzzle się poukładały, a ciocia Halina przeprowadziła się do Ryśka, a Zofia została sama, gruba i zła. Czyż to nie powód do świeżej zazdrości?

Do tego została bez partnera do sprzeczek, więc cała jej złość zostawała w środku.

No cóż, Halinka, trzymaj się i lepiej nie wychodź z domu! Ale taka to już wiejska piosenka. Na szczęście nie wszystko poszło na marne przynajmniej mam pewność, kto naprawdę jest przyjacielem, a kto nie. Czasem warto z uśmiechem puścić mimo uszu cudze złośliwości i poczekać na swój szczęśliwy zakręt w życiu.

Idź do oryginalnego materiału