"Tyrałem na wspólny majątek na kolanach. Teraz ona wyda to na kochanka"

kobietaxl.pl 8 godzin temu

Oto jego historia:

Może pani zrozumie, jak ja się czuję. Na stare lata zostałem sam jak palec, tylko jest ze mną ten pies ze schroniska. Dzieci dorosłe, mają swoje życie, a żona mieszka na stancji z kochankiem. W zeszłym roku przeszedłem na emeryturę, bo już siły do pracy nie mam, a zdrowie bardzo mi podupadło. Czasami nudów wezmę jakąś fuchę, ale już mi się nie chce robić. Poprawię pęknięta płytkę, położę parę kafelków. Bo ja jestem glazurnikiem i całe życie pracowałem fizycznie. Na kolanach dużo i te kolana mi już wysiadły. I kręgosłup też mi wysiadł.

Żona jest osiem lat młodsza, jeszcze pracuje, ale nigdy nie zarabiała dobrze. Budżetówka, urzędniczka, zawsze siedziała za biurkiem, zawsze w cieple. Nie tak jak ja, na rożnych budowach, często chłodno było i wilgotno. A czasy były takie, iż rano robota na etat, popołudniami dorabiałem, bo przecież chcieliśmy żyć, jak ludzie. Całymi dniami nie było mnie w domu, wracałem ledwo żywy. Nie było czasu w normalne życie, nie było czasu dla własnych dzieci. Bo ona chciał większe mieszkanie, nowy samochód, wyjazd za granicę. A teraz to mi to wypomniała, iż zawsze sama była z dziećmi.

Ja bym się chętnie z nią zamienił. Na bycie w cieple i bycie w domu. Ale taka była umowa, ja zarabiam, ona robi resztę.

Cztery lata temu poznała faceta, młodszy jest od niej, taki po czterdziestce. Rozwodnik, trójka dzieci na karku. Płaci alimenty, groszem nie śmierdzi. Ale może czym innym ja ujął, bo oszalała na jego punkcie. Tłumaczyłem, iż pewnie zależy mu na pieniądzach, na tym, żeby mieć gdzie mieszkać. Bo to ona odeszła z domu, wynajęła mieszkanie. On tam z nią siedzi, ale to ona płaci za wszystko. Wiem to od dzieci, bo mają z nią kontakt. No i podała sprawę rozwód. Nie zgodziłem się bez orzekania o winie, bo jeszcze by chciała alimenty. Wziąłem adwokata, dobrze doradził. Rozwód był szybki, bo ona chciała być wolna.

Ja zostałem w naszym mieszkaniu, sam tu cały remont robiłem. Piękne mieszkanie, moja krwawica, miało zostać dla naszych dzieci. Ale ona podała sprawę o podział majątku. I adwokat powiedział, iż nie ma wyjścia, będę ją musiał spłacić, albo mieszkanie sprzedać i się podzielić. Bo takie jest prawo i to, iż odeszła niczego nie zmienia. Należy jej się połowa majątku. I ja tego nie mogę przeżyć, bo wiem, iż ona to wyda na tego kochasia, iż dlatego tak jej pilno do tych pieniędzy.

Oszczędności za wiele nie mam, ale mam działkę po rodzicach. jeżeli zdecyduję się zostać w mieszkaniu, trzeba będzie ją sprzedać i aż mi się z żalu słabo robi. Bo też miała być dla dzieci i nie po to moi rodzice pracowali, żeby ich krwawicę wydawała obca dla nich kobieta. Ale nie ma innego wyjścia, będę musiał podjąć decyzję. Czy zamieszkać na starość w malutkim mieszkanku, czy pozbyć się działki. Nigdy nie sądziłem, iż stanę przed takim wyborem, nigdy nie myślałem, iż moje życie tak się potoczy.

Jestem już starszym człowiekiem, schorowanym, zmęczonym życiem. Miałem nadzieję, iż za te wszystkie lata ciężkiej pracy, ktoś poda na starość szklankę wody. Nie wiem, czym sobie na taki los zasłużyłem? Nie piłem, nie zdradzałem, każdy zarobiony grosz szedł do domowej kasy. Jak się okazuje, to też jest za mało.

Idź do oryginalnego materiału