TYLKO Zawołaj – „Ogłaszam Was mężem i żoną!” – urzędniczka z USC rzekła uroczyście, po czym nagle si…

newsempire24.com 9 godzin temu

TYLKO ZAWOŁAJ

Oświadczam was mężem i żoną powiedziała urzędniczka z Urzędu Stanu Cywilnego, po czym nagle się zakrztusiła i zaczęła intensywnie kaszleć.
No, to nie wróży dobrze skomentowała moja mama, słysząc ten niefortunny kaszel.
Goście po cichu zaczęli szeptać i rozglądać się. Ja i Danutka, świeżo upieczeni nowożeńcy, spojrzeliśmy na siebie przestraszeni. Mieliśmy po osiemnaście lat, w zasadzie dzieci. Ślub wyszedł nagle, bo Danutka wychodziła za mnie z brzuchem.
Za dwa miesiące miała się urodzić nasza córeczka, w pełni nieplanowana. Suknię ślubną musiała wypożyczyć w ostatniej chwili, a buty pożyczyła od swojej najlepszej przyjaciółki Oli. Swoją drogą, po latach, miałem z Olą krótki, przelotny romans.
Póki co, byliśmy młodzi, zakochani i szczęśliwi.
Pewnego dnia spacerowałem z Danutką aleją parkową, trzymając ją czule za talię. Nagle podszedł do nas starszy pan i powiedział cicho, zwracając się do mnie:
Trzymaj mocno żonę, bo jeszcze ktoś ją Ci ukradnie.
Rzucił tą uwagę i ruszył swoją drogą. Zaśmialiśmy się z Danutką i zaraz o tym zapomnieliśmy. W końcu całe życie przed nami! Kto by nas rozdzielił? Niech spróbuje
Mój przyjaciel Wojtek, który był świadkiem na moim ślubie, skomentował kiedyś:
Tomek, nie mogłeś sobie wybrać lepszej kobiety? Tyle pięknych dziewczyn chodzi po Krakowie!
Machnąłem ręką:
Widocznie na Ciebie czekają
I faktycznie, doczekał się. Po kilku latach był już czterokrotnie żonaty, każda jego żona była piękna i mądra.
Urodziła nam się córeczka, Martynka.
Potem przyszedł czas na moją służbę wojskową. Trafiłem daleko od domu tęskniłem za żoną i dzieckiem. Danutka wysłała mi raz swoje zdjęcie. Przez długi czas trzymałem je pod poduszką, mając nadzieję, iż przyjdzie do mnie w słodkim śnie.
Któregoś dnia wracam do koszar, a zdjęcie Danutki leży na mojej szafce, wystawione na widok wszystkich. Ktoś obszedł się z nim wulgarnie, bazgrząc po nim i podpisując skandalicznie. Wpadłem w szał i rzuciłem się na kumpla z łóżka obok. Tak go pobiłem, iż wylądowałem na kilka dni w wojskowym areszcie. Zniszczone zdjęcie musiałem porwać i wyrzucić, a kolega został sprawiedliwie ukarany.
Po powrocie z wojska byłem twardszy, rozgoryczony. Nagle ogarnęła mnie niewytłumaczalna złość na Danutkę. Uroiłem sobie w głowie, iż młoda kobieta musi mieć kochanka. Przez dwa lata mojej służby pewnie mnie zdradziła.
Kiedy zobaczyłem ją po długiej rozłące, była zupełnie inną osobą. Wysłała mnie do wojska niepewna siebie, szara dziewczyna. Teraz stała przede mną pełna życia, pewna siebie, promienna.
To Ty, Danutka? Nie poznaję Cię! szepnąłem jej do ucha.
Byłem dumny z żony, ale wtedy zakradła się do mnie myśl czy tylko ja jestem w jej życiu? Taka pszczoła, a wokół zawsze znajdą się muchy.
Na wszelki wypadek znalazłem sobie kochankę. Gdyby żona mnie zdradziła, nie byłoby mi przykro
Do Danutki dotarły plotki o moich podbojach po trzech miesiącach. Ledwo ją przekonałem, by nie składała od razu pozwu o rozwód. Zdenerwowana oznajmiła:
Tomeczku, teraz się nie dziw!
Spaliła wszystkie moje listy z wojska, które zbierała skrzętnie w szkatułce i często czytała. Zostałem skazany na wygnanie z sypialni, z kuchni, a rozmowy z żoną dotyczyły tylko spraw domowych.
Krótko mówiąc, jedno uderzenie w żonę i rok płaczu. Musiałem zabrać żonę i córkę na dodatkowe wczasy nad morze, poza letnim sezonem. Wino, owoce, Bałtyk, słońce, powietrze Tam pogodziliśmy się.
Po powrocie rzuciłem swoją nielegalną ukochaną.
Siedem lat z Danutką układało się spokojnie, rodzinnie kompletna cisza i spokój. Ale widocznie Danutce czegoś brakowało Może włoskiej pasji?
U mnie w firmie pracował Marian, dusza towarzystwa, rozgadany, zawsze pomocny. Był świetnym słuchaczem, każdy przychodził do niego się wyżalić na żonę, teściową czy nasze polskie sprawy. Marian zawsze mądrze doradzał.
Pomyślałem, żeby zaprosić go na urodziny Danutki, rozkręci imprezę. Gdybym wiedział, do czego to doprowadzi
Marian przyjął zaproszenie i zjawił się ze swoją żoną. W tym wieczoru błyszczał sypał żartami, toastami, śmiechem. Danutka promieniała, roznosiła jedzenie, uśmiechała się do wszystkich, szczebiotała. Urodziny były naprawdę udane.
Miesiąc później życie nasze i Mariana zamieniło się w prawdziwe piekło.
Zadzwoniła do mnie żona Mariana, zszokowana:
Tomek, nie wiedziałeś, iż Wasi małżonkowie się spotykają? Powiedz Danutce, iż będę walczyć o Mariana! Mamy dwójkę dzieci.
Ja nie podejrzewałem niczego. Czy Danutka mści się za moje grzechy z przeszłości?
Nie będę teraz opisywać całego koszmaru. Żona Mariana zaczęła prześladować Danutkę, groziła, iż połknie tabletki i odejdzie z tego świata. Zamknąłem Danutkę w domu, odłączyłem telefon, groziłem rozwodem wszystko na nic. Prawda jest taka, iż miłości, ognia i kaszlu nie ukryjesz.
Pobiegłem po pomoc do Oli, najlepszej przyjaciółki Danutki.
Usłyszałem tylko: Tomek, to miłość. Danutka nie wróci. Droga do niej jest zamknięta.
Z rozpaczy zatrzymałem się u Oli przez pół roku. Potrafiła trochę mnie pocieszyć.
Danutka i Marian wzięli ślub. Żyli własnym szczęściem, niczego ani nikogo nie widząc dookoła. Było widać, iż oddychają jednym powietrzem. Wtedy ich nienawidziłem, przeklinałem. Chciałem wyć, rwałem włosy z głowy. Jak mogło się tak stać? Ktoś odebrał mi żonę. Widać, iż szczęście i pech jadą razem na jednym wózku.
Mówią, iż czas leczy rany. Nie wierzę. Moja rana tli się w środku, tylko przykryta cienką warstwą lodu, a często boli. Przyjaciele starannie dobierali mi drugą żonę. Wybrali piękną. Ożeniłem się od razu, żeby nie zdążyć rozmyślić się. Razem już siedemnaście lat, a uwielbiać żony nie potrafię. Udaję zadowolenie, bez nadziei na prawdziwe szczęście. Ale jeżeli ktoś zajrzałby w zakamarki mojej zmęczonej duszy, zobaczyłby tam wiecznie obecną Danutkę. Pozwól, bym znów Cię zawołałCzasem mijam Danutkę z Marianem na ulicy. Odpowiada na mój uśmiech lekkim skinieniem głowy takim, który mówi: Dobrze Cię pamiętam, Tomek, ale już jestem gdzie indziej. Marian patrzy na nią z taką troską, jakby bał się, iż zniknie. A ja przechodzę dalej, chowam dłonie do kieszeni i idę przed siebie. Kiedy wracam wieczorem do domu, widzę w oczach mojej żony ukochaną tęsknotę dla nas obojga to nigdy nie będzie to samo. Siadam przy stole, nalewam herbatę i patrzę, jak para unosi się z kubka. Przypomina mi, jak niewidzialny jest czas jak odejścia i powroty zawieszają się w powietrzu, by nagle opaść, kiedy tylko ktoś zawoła.

Zrozumiałem, iż życie to nieustanna zmiana miejsc, ról i uczuć nikt nie jest właścicielem szczęścia, każdy tylko chwilowym jego gościem. Więc jeżeli kiedyś poczuję, iż mam ochotę jeszcze raz zawołać Danutkę zrobię to tylko w myślach, cicho, bez nadziei na odpowiedź. Bo niektórych miłości nie da się odzyskać, choć pamięta się je całe życie. I wtedy człowiek już wie, iż tak naprawdę trzeba zawsze tylko zawołać choćby dla siebie, by uwierzyć, iż kiedyś odpowiedź była możliwa.

Idź do oryginalnego materiału