TYLKO Zawołaj, a przyjdę… „Ogłaszam Was mężem i żoną!” – uroczyście zakomunikowała pani z Urzędu S…

newskey24.com 1 dzień temu

Ogłaszam Was mężem i żoną! zawołała podniośle urzędniczka z urzędu stanu cywilnego, nagle tracąc mowę i zaczynając się gwałtownie krztusić.
No właśnie Taki kaszel na ślubie to wróży nieszczęście szepnęła moja mama, komentując swój niesmak.
Goście zaczęli nerwowo szeptać i poruszać się na krzesłach. Ja i moja świeżo poślubiona żona, Helena, spojrzeliśmy po sobie nieśmiało, z młodzieńczym lękiem. Mieliśmy wtedy po 18 lat. Byliśmy adekwatnie dziećmi. Ślub wzięliśmy pośpiesznie, bo Helena wychodziła za mnie już z wianem.
Za dwa miesiące miało się urodzić nasze niezaplanowane dziecko. Suknię ślubną trzeba było wypożyczyć w ostatniej chwili, a buty Helena pożyczyła od najlepszej koleżanki. Zresztą, po latach zdarzył mi się z tą koleżanką przypadkowy romans.
Ale wtedy byliśmy młodzi i bardzo szczęśliwi.

Pewnego dnia spacerowaliśmy z Heleną aleją w parku. Obejmowałem ją delikatnie w pasie. Nagle podszedł do nas starszy nieznajomy i cicho rzucił, zwracając się do mnie:
Trzymaj mocniej tę swoją dziewczynę, bo mogą ci ją zabrać
Powiedział, co miał powiedzieć, i poszedł dalej. Roześmialiśmy się, zapominając gwałtownie o tym nietypowym ostrzeżeniu. Przed nami była przecież cała przyszłość! Komu miało się udać nas rozdzielić? Niech spróbuje
Mój przyjaciel, świadek na naszym ślubie, po pewnym czasie wypomniał mi:
Staszek, nie mogłeś lepiej wybrać? Widziałeś, ile jest pięknych dziewczyn!
Machnąłem ręką:
Może czekały na ciebie?
Fakt, doczekały się. Przyjaciel wziął ślub cztery razy zawsze z piękną i mądrą kobietą.

Urodziła się nasza córeczka, Weronika.
Potem czekała mnie służba wojskowa. Służyłem daleko od rodzinnego Krakowa. Tęskniłem za Heleną, za córką. Helena wysłała mi swe zdjęcie, które trzymałem długo pod poduszką w nadziei, iż przyśni mi się słodki sen o rodzinie.
Raz wróciłem do koszar, a zdjęcie Heleny leżało na mojej szafce, na widoku. Ktoś wulgarnie je pobazgrał i dopisał haniebne słowa. W przypływie gniewu rzuciłem się na współspacza pobiłem go do nieprzytomności, przez co trafiłem na dni do wojskowego aresztu. Zepsute zdjęcie musiałem podarty wyrzucić. Sąsiad dostał solidną karę.
Po powrocie z wojska byłem pogorszony, zamknięty w sobie. Z niewiadomych powodów żywiłem żal do Heleny. Wbiłem sobie w głowę, iż młoda kobieta musi mieć kochanka. Pewnie mnie zdradzała przez te dwa lata. Dlaczego tak myślałem? Gdy zobaczyłem Helenę po długiej rozłące, była zupełnie inną osobą. Tę, którą odprowadzałem do wojska, mogłem nazwać szarą myszką. Teraz witała mnie pewna siebie kobieta, pełna energii i kobiecości.
Czy to naprawdę Ty, Heleno? szeptałem jej do ucha.
Czułem dumę Ale właśnie wtedy w głowie zagnieździł mi się robak wątpliwości: Może nie jestem jedynym? Chętnych nie brakuje na taki miód. A gdzie miód, tam i mucha. Na wszelki wypadek, sam znalazłem sobie kochankę. Żeby nie było mi przykro, gdyby co
Wieści o moich podbojach dotarły do Heleny po kilku miesiącach. Ledwie uprosiłem ją o wstrzymanie się z rozwodem. Wydając swój wyrok powiedziała:
No cóż, Staszku, teraz już nie miej pretensji
Helena spaliła wszystkie moje listy z wojska, które przechowywała w szkatułce, czasem je czytając. Do łóżka miałem zakaz powrotu na czas nieokreślony. Nie zapraszała mnie już choćby do obiadowego stołu. Rozmawialiśmy tylko o sprawach praktycznych.
Przez rok cierpiałem, łzy ukrywałem, dzień dłużył się za dniem. By zarobić przebaczenie, zabrałem Helenę i Weronikę na wczasy nad Bałtyk, poza sezonem. Wino, owoce, morze, słońce, czyste powietrze niedługo się tam pogodziliśmy.
Po powrocie zerwałem z tamtą kochanką.
Przez siedem lat miałem z Heleną spokojną, stateczną rodzinę. Miła przystań. Ale chyba Helenie czegoś brakowało pewnie południowej namiętności?

W zakładzie, gdzie pracowałem, był jeden dusza towarzystwa, Roman. Potrafił rozśmieszyć każdego, był świetnym rozmówcą i cierpliwym słuchaczem. Zbierał męskie skargi na życie, żonę, teściową czy światowe burze. Roman wysłuchiwał wszystkich i dawał szybkie rady. Pomyślałem: Zaproszę Romana na urodziny Heleny. Rozśmieszy gości.
Gdybym wiedział, co z tego wyniknie!
Roman przyjął zaproszenie i zjawił się ze swoją żoną. Podczas kolacji Roman był w swoim żywiole sypał dowcipami, lał się śmiech, wymyślał toasty. Helena promieniała, uśmiechała się do wszystkich, dbała o gości, była żywą duszą przyjęcia. Urodziny się udały. Ale po miesiącu zaczęła się dla obu rodzin gehenna

Zadzwoniła do mnie żona Romana i powiedziała bez ogródek:
Staszek, pan chyba nie wie, iż nasi małżonkowie ze sobą się spotykają. Proszę powiedzieć swojej Helenie, iż będę walczyła o Romana! Mamy dwoje małych dzieci!
Ja, durny, niczego się nie domyślałem. Czyżby Helena tak mściła się za moje dawne grzechy?
Nie opiszę wszystkiego, co przeżyliśmy. Żona Romana śledziła Helenę niestrudzenie, groziła połknięciem tabletek. Zakładałem zamki na drzwi, wyłączałem telefon, groziłem rozwodem. Ale wszystko na próżno. Jak mówią, miłości, ognia i kaszlu nie ukryjesz przed ludźmi. Wtedy pobiegłem po pomoc do najlepszej przyjaciółki Heleny.
Powiedziała mi jak cięcie nożem:
Staszek, tam jest prawdziwa miłość. Helena nie wróci. Nie masz do niej już dostępu.
Z żalu spędziłem pół roku u tej przyjaciółki. Tylko ona umiała mnie pocieszyć.
Helena i Roman pobrali się. Nie obchodziło ich nic poza ich wspólnym szczęściem, jakby mieli jedno serce i jeden oddech. W tamtym czasie nienawidziłem ich obojga! Chciałem wyć z rozpaczy. Jak mogło do tego dojść? Zabrano mi żonę. Widać, szczęście i nieszczęście jeżdżą po jednym wozie.

Mówią czas leczy. Nie wierzę. Rana jedynie zarosła cienkim lodem, ale nie przestała boleć. Przyjaciele starannie dobierali mi drugą żonę wybrali Piękną. Wziąłem ślub szybko, żeby nie rozmyślać. Jesteśmy razem już siedemnaście lat. Nigdy nie pokochałem jej tak głęboko. Udaję zadowolenie Bez nadziei, choć często się łudzę. Ale gdyby ktoś zajrzał do schowka mojej duszy! Tam na zawsze zamieszkała moja Helena. Zawołam?

Idź do oryginalnego materiału