TYLKO ZADZWOŃ
Ogłaszam was mężem i żoną! powiedziała urzędniczka z Urzędu Stanu Cywilnego w Warszawie i nagle się zachłysnęła, zaczęła się dusić, kaszleć jak opętana.
No zobacz To nie wróży dobrze skomentowała moja mama ten niepokojący kaszel, nie do końca na miejscu.
Goście się poruszyli, powstał szmer. Ja i Wiktoria, jako młoda para, wymieniliśmy strwożone spojrzenie. Oboje mieliśmy po osiemnaście lat. Tak naprawdę, dzieci. Ślub wyszedł na szybko. Wiktoria miała wiano.
Za dwa miesiące miał się urodzić nasz nieplanowany syn. gwałtownie trzeba było wypożyczyć suknię ślubną, buty Wiktoria pożyczyła od swojej najlepszej przyjaciółki. A nawiasem mówiąc za wiele lat będę miał z nią krótką, niezaplanowaną przygodę.
Póki co, jesteśmy młodzi, szczęśliwi.
Pewnego razu szliśmy z Wiktorią alejką w Parku Skaryszewskim. Trzymałem żonę za talię, kiedy podszedł do nas starszy mężczyzna i szepnął do mnie:
Trzymaj mocno swoją dziewczynę, bo zaraz ją ci ukradną
Rzucił to i odszedł. Uśmiechnęliśmy się, zapomnieliśmy o tej dziwnej przestrodze. Całe życie przed nami! Kto by nas rozdzielił? Niby kto
Mój przyjaciel, świadek na ślubie, kiedyś wypalił:
Michał, nie mogłeś wybrać lepszej żony? Tyle pięknych dziewczyn wokół!
Machnąłem ręką:
Widocznie czekają na ciebie…
I, prawdę mówiąc, doczekały się. Cztery razy był żonaty, za każdym razem z piękną i inteligentną kobietą.
Urodziła nam się córeczka Kasia.
Potem musiałem odbyć służbę wojskową. Służyłem daleko od domu, tęskniłem do żony, do dziecka. Wiktoria wysłała mi swoje zdjęcie, które trzymałem pod poduszką, wierząc, iż może przyśni mi się w słodkim śnie.
Pewnego dnia wróciłem do koszar, a zdjęcie Wiktorii leżało na stoliku na widoku. Ktoś je obszedł się z nim paskudnie dopisał wulgaryzmy i dorysował sprośne miny. Wściekły, rzuciłem się na współlokatora z łóżka obok. Pobiłem go niemal na śmierć. Za to trafiłem na dołek. Zniszczone zdjęcie musiałem podrzeć i wyrzucić. Współlokator dostał, co mu się należało.
Po powrocie z wojska wróciłem nieco zgorzkniały. Z niewiadomych powodów byłem okrutnie złym na żonę. Wbijałem sobie do głowy, iż młoda kobieta na pewno ma kochanka. Pewnie Wiktoria zdradzała mnie przez te dwa lata służby. Czemu tak myślałem?
Wyjeżdżałem do wojska z szarą myszką, niepewną siebie, a teraz przed sobą miałem kobietę: piękną, pewną siebie, promieniującą pewnym magnetyzmem.
Ty to, Wiktoria? Nie do poznania! szeptałem jej do ucha z rozmarzeniem.
Byłem dumny z żony! Ale wtedy pojawił się robaczek zwątpienia. Może na taki pszczeli miód zawsze znajdą się chętni? A gdzie miód, tam i muchy Na wszelki wypadek znalazłem sobie kochankę. Tak, w razie czego, żeby nie cierpieć samotnie.
Wiktoria dowiedziała się o moich osiągnięciach po trzech miesiącach. Musiałem ją długo przekonywać, żeby nie odchodziła. Miała dla mnie wyrok:
Trudno, Michałku, teraz nie miej do mnie pretensji…
Spaliła wszystkie moje listy z wojska. Przechowywała je w szkatułce, czytała czasem. Do łóżka miałem zakaz wstępu na czas nieokreślony. Do stołu na obiad również. Rozmowy tylko o tym, gdzie leżą klucze i czy idę po zakupy.
Krótko żona płakała jeden dzień, ja płakałem rok. Musiałem zabrać Wiktorię i Kasię poza sezonem (poza wakacjami) na uzdrowisko nad Bałtykiem. Wino, owoce, morze, słońce, powietrze Tam się pogodzilismy.
Po powrocie, rzecz jasna, rozstałem się z nielegalną kochanką.
Przez siedem lat byliśmy z Wiktorią w spokojnym, prawdziwym domowym zaciszu. Ale chyba czegoś jej brakowało. Może południowych namiętności?
W pracy miałem jednego wesołka, dusza towarzystwa Borys. Zawsze miał rady i uważnie słuchał kolegów żalących się na życie, żonę-złodziejkę, teściową-czarownicę, czy sytuację na świecie.
Pomyślałem: Zaproszę go na urodziny Wiktorii, na pewno rozśmieszy wszystkich. Gdybym wtedy wiedział, co mnie czeka
Borys zgodził się i przybył ze swoją żoną. Tego wieczoru był zabawny jak nigdy. Sypał żartami, wymyślał toasty. Wiktoria promieniała, uśmiechała się do gości, kładła im na talerz, świergotała jak ptak. Można powiedzieć impreza była znakomita. Ale miesiąc później dla naszych rodzin zaczęło się piekło.
Zadzwoniła do mnie żona Borysa:
Michał, nie wiedziałeś? Nasi małżonkowie się spotykają. Proszę przekazać swojej drogiej Wiktorii, iż będę walczyć o Borysa! Niech nie rozgląda się za cudzym! Mamy dwójkę małych dzieci.
A ja, łepetyna, niczego nie widziałem! A to Wiktoria tak szaleńczo mściła się za moje grzechy?
Nie będę opisywał wszystkich horrorów. Żona Borysa śledziła Wiktorię, groziła połknięciem tabletek i demonstracyjną śmiercią. Zamknąłem Wiktorię na klucz w mieszkaniu, odłączyłem telefon, straszyłem rozwodem daremnie. To prawda, nie da się ukryć miłości, ognia ani kaszlu. Wtedy pobiegłem po pomoc do najlepszej przyjaciółki Wiktorii.
Jej słowa brzmiały jak cięcie nożem: Michał, tam jest miłość. Wiktoria nie wróci. Nie masz do niej drogi.
Tak, dostałem baty z każdej strony. Z rozpaczy zostałem u tej przyjaciółki przez pół roku. Potrafiła mnie na chwilę ukoić.
Wiktoria i Borys wzięli ślub. Niczego i nikogo wokół nie widzieli. Mieli swój raj na ziemi. Mieli jedno tchnienie. Wtedy nienawidziłem i przeklinałem ich! Chciałem wyć, rwać włosy! Jak mogłem stracić żonę? Szczęścia i nieszczęścia zawsze jeżdżą razem.
Mówią, iż czas leczy rany. Nie wierzę. Moja rana tylko przykryła się cienką taflą, jak pierwszy lód, i dręczyła. Przyjaciele pieczołowicie wybierali mi drugą żonę. Wybrali… Piękność. Ślubiliśmy w pośpiechu, żeby się nie rozmyślić. Jesteśmy razem już siedemnaście lat. Nie potrafię oddać się pięknu żony. Staram się, udaję, iż jestem szczęśliwy… Nadzieja bez nadziei. Gdyby ktoś zajrzał do piwnic mojej zmęczonej duszy tam, na zawsze, zamieszkała moja Wiktoria. Zawołasz…?






