Sam wychowywałem moją córkę. Moją największą troską było, aby wyrosła na naprawdę porządnego człowieka. Nie szczędziłem na to ani złotówki, ciężko pracując, by zapewnić jej wszystko, czego potrzebowała. Jej życie od początku nie było łatwe, bo mamę straciła bardzo wcześnie.
Córka bardzo przeżywała nasz los. Inne dzieci dokuczały jej, czasem doprowadzając do łez i niepokoju. Zawsze wtedy starałem się ją pocieszać, mówiłem, iż życie potrafi być nieprzewidywalne, ale trzeba mieć serce silne i dobre. Kochałem moją Weronikę całym sercem, a w trudnych chwilach okazywałem jej to ze szczególną troską.
Najbardziej wyczekiwaną przez nią uroczystością był zawsze sylwester. Weronika odliczała dni, marząc, iż w nowym roku spełnią się jej pragnienia. W naszej szkole zawsze z tej okazji były prezenty dzieci ubierały się w kolorowe stroje, często balowe lub przebierane. Z pieniędzmi było zawsze krucho, ale choć było ciężko, bardzo się starałem, by tego dnia wyglądała pięknie. Pamiętam, jak raz udało mi się kupić jej suknię tak olśniewającą, iż Weronika stała się gwiazdą wieczoru: wszyscy ją podziwiali, a siostra klasa gratulowała jej urody. Widziałem wtedy jej szczęście i wdzięczność, których nie umiała wyrazić słowami.
Czas płynął, Weronika dorosła. Po maturze wyjechała do Warszawy na studia. Wszystko ułożyło się zgodnie z jej planem, była przecież zawsze bardzo zdolna. Życie w stolicy zrobiło na niej ogromne wrażenie. Poznała smak pieniędzy i stała się osobą ostrożną, licząca się z każdym detalem. Weronika zaczęła spotykać się z mężczyznami, którzy chętnie kupowali jej drogie rzeczy i zabierali do ekskluzywnych restauracji.
Kiedy dowiedziała się, iż zostanie mamą, bardzo się ucieszyła jej wybranek był majętny. Ale choćby nie pomyślała, by zaprosić mnie czy resztę rodziny na ślub. Wysłała mi tylko krótką wiadomość, żeby nie przyjeżdżać. Pisała, iż na weselu będą tylko ludzie zamożni, a ja do nich nie należę.
Zabolało mnie to straszliwie. Przez tyle lat oddawałem wszystko mojej córce, wspierałem ją i zawsze dla niej byłem. Czy na pewno zasłużyłem na takie potraktowanie? Długo się wahałem, ale w końcu ruszyłem do Warszawy.
W momencie życzeń podszedłem do Weroniki, wręczyłem jej niewielki bukiecik, ucałowałem i życzyłem szczęścia potem po prostu odszedłem. Córka stała jak wryta, wstydząc się swojego zachowania. Zrozumiała, jak źle się zachowała wobec najbliższej jej osoby.
Wybiegła za mną, płacząc i przepraszając, obiecując, iż nigdy więcej nie zrobi nic równie okropnego.
Dziś wiem, iż miłość i szacunek to najważniejsze, co możemy dać dzieciom a prawdziwa bliskość rodzica i dziecka jest cenniejsza niż wszelkie pieniądze.



