— Ty jesteś Ewa? Żona Wiesława?
— Tak. A ty kim jesteś?
— To nieważne. Ważne, po co przyszłam.
— Pakuj się i wynoś z tego mieszkania.
— Ja i Wiesiek się kochamy. On się do mnie wprowadza.
Ewa stała osłupiała w drzwiach.
Był sobotni poranek, zwyczajny, cichy.
Przed nią stała efektowna brunetka, góra trzydziestka.
Drogi manicure, krzykliwy makijaż, kurtka z ćwiekami.
Cała postawa krzyczała: patrzcie na mnie.
— Przepraszam, co?
— Nie udawaj głupiej — powiedziała kobieta, wchodząc krok dalej.
— Wiesiek jest zmęczony twoim dyktatem.
— Mówi, iż dusisz jego pomysły na biznes.
Ewa już nie słuchała, w uszach jej huczało.
Myślała tylko o jednym: Wiesiek wczoraj jadł tu kolację.
Prosił o pieniądze na kolejny „projekt”.
Całował ją na dobranoc, mówił, iż jest cudowna.
— Wejdź — powiedziała Ewa głosem, którego sama nie poznała.
— Mamy, zdaje się, coś do omówienia.
— Mam na imię Kaja — rzuciła brunetka wyzywająco.
— Nie przyszłam omawiać. Przyszłam cię wykopać.
Ewa w milczeniu poszła do kuchni.
Po pierwszy raz od pięciu lat myślała trzeźwo.
Jak mogłam być tak ślepa, pytała siebie w duchu.
Może nie ślepa. Może tylko zapatrzona.
W pamięci wracały obrazy z przeszłości.
Ona, agentka nieruchomości z własnym mieszkaniem.
On, Wiesiek, z kawą i uśmiechem w kawiarni.
Tani garnitur, wielkie plany, same obiecanki.
— To chwilowe trudności. Zobaczysz, poradzę sobie.
Potem kwiaty, byle jakie, ale codziennie.
Oświadczyny po trzech miesiącach znajomości.
A po ślubie od razu: — Pożyczysz pięć tysięcy?
Pożyczyła. Potem znowu. I jeszcze raz.
W kuchni zapadła cisza, ciężka jak kamień.
— Nienajgorszy układ — oceniła Kaja, patrząc po ścianach.
— Wieśku mówił, iż sam wybierał to mieszkanie.
Ewa poszła do przedpokoju po teczkę z dokumentami.
— Zobacz datę aktu własności. Trzy lata przed Wiesławem.
Kaja oblizała usta, pewność z niej uciekała.
— Ale on ma swoją agencję nieruchomości…
— A to moje konto — powiedziała Ewa, otwierając laptop.
Kaja spojrzała na liczby i osunęła się na krzesło.
— On ode mnie też brał. Na inwestycje.
— Włożyłam prawie dwie stówki — wyszeptała Kaja.
— Będą zyski! — rozległ się głos od drzwi.
Wiesław stał w drogim swetrze, prezencie od Ewy.
— Wczoraj prosił mnie o kasę na pilny projekt — powiedziała Ewa.
— Gdzie moja forsa? — krzyknęła Kaja, podchodząc bliżej.
— Ile jeszcze kobiet płaci za twoje interesy? — zapytała Ewa.
Wiesław wyznał wreszcie prawdę o zakładach online.
— Przegrałeś moje pieniądze na zakładach? — jęknęła Kaja.
— Zostało trochę, mam system, odzyskamy to!
Kaja chwyciła torebkę i ruszyła do wyjścia.
— Składam pozew. Idę na policję.
Drzwi zatrzasnęły się głucho za jej plecami.
— Kochanie, wybacz. Kocham tylko ciebie — powiedział Wiesław.
— Najgorsze, iż wierzysz we własne kłamstwa.
— Przenocujesz w salonie. Jutro się wynosisz.



![Uruchamiamy MC1204, słynny zegar z CEMI [TOWARY MODNE 342]](https://i1.ytimg.com/vi/9Sw4qEphmjs/maxresdefault.jpg)








