— Ty jesteś Ewa? Żona Sławka?
— Tak. A ty kim jesteś?
— To nieważne. Ważne, po co przyszłam.
— Słucham?
— Pakuj się i wynoś z tego mieszkania.
— Chyba się przesłyszałam.
— Ja i Sławek kochamy się. On wprowadza się do mnie.
Ewa stała jak wmurowana w drzwiach.
Był sobotni ranek, zwykły i spokojny.
Na progu stała efektowna brunetka, może trzydziestoletnia.
Drogi manicure, ostry makijaż, skórzana kurtka z ćwiekami.
Wszystko w niej krzyczało pewnością siebie.
— Przepraszam, co?
— Nie udawaj głupiej!
Kobieta zrobiła krok do przodu, jakby weszła do siebie.
— Sławek zmęczył się twoim dyktowaniem.
— Moim dyktowaniem?
— Codziennie mówi, jak go nie rozumiesz.
— Naprawdę tak mówi?
— Dusisz wszystkie jego pomysły na biznes. On dawno wszystko przemyślał.
Ewa już nie słyszała kolejnych słów.
W uszach szumiało jej od pytań.
Czy to ten sam Sławek, który wczoraj jadł tu kolację?
Który prosił o pieniądze na nowy projekt?
Który całował ją na dobranoc, mówiąc, iż jest wspaniała?
— Wejdź — powiedziała Ewa, nie poznając własnego głosu.
— Mamy chyba coś do omówienia.
Świat jej runął i złożył się na nowo, w jednej chwili.
Było boleśnie, ale czuła, iż to adekwatne.
— Nazywam się Kasia — rzuciła brunetka, przekraczając próg.
— Nie przyszłam rozmawiać, tylko cię stąd wyrzucić.
Ewa poszła w milczeniu do kuchni.
Po raz pierwszy w pięciu latach małżeństwa myślała tak jasno.
„Jak mogłam być tak ślepa?” — pomyślała.
A może nie ślepa, tylko naiwna.
Nosiła różowe okulary, przez które świat wyglądał inaczej.
Gdy się rozbijają, kawałki wbijają się w oczy.
Wróciły wspomnienia, jedno za drugim.
Ona, dobra agentka nieruchomości, z własnym mieszkaniem.
On, Sławek, z kubkiem cappuccino i uśmiechem w kawiarni.
Wytarty portfel, tani garnitur, wielkie plany.
„To tylko przejściowe trudności, zobaczysz, osiągnę sukces” — mówił.
Topniała pod jego zalotami, przy niedrogich kwiatach codziennie.
Oświadczyny przyszły po trzech miesiącach.
Zaraz po ślubie zapytał o dziesięć tysięcy na „pilną inwestycję”.
Pożyczyła. Potem jeszcze raz, i jeszcze.
Latami wierzyła w jego wielkie plany, pracując bez wytchnienia.
A on, jak się okazało, planował już z kimś innym.
W kuchni zapadła cisza.
— Niezły układ — powiedziała Kasia, patrząc po wnętrzu.
— Sławek mówił, iż sam wybierał to mieszkanie. Ma gust.
— Zaczekaj — Ewa wyszła i wróciła z teczką.
— Chcę ci coś pokazać. Umowa kupna, akt własności.
— Zwróć uwagę na datę. Trzy lata przed poznaniem Sławka.
Kasia oblizała wargi, pewność siebie z niej uciekała.
— Ale on mówił, iż ma swoją agencję nieruchomości…
Ewa otworzyła laptop i zalogowała się do konta.
— A to moje dochody. Jestem główną agentką w dużej firmie.
Kasia opadła na krzesło, bez słowa.
Sławek sam zdecydował. Teraz obie wiedziały, co.













