Nie mam pojęcia, czy ślub mojej córki się odbędzie. Wszyscy są pokłóceni. Przyszły zięć zachowuje się dziwnie. Zostały dwa tygodnie do uroczystości, a on sprawia coraz więcej kłopotów. Serce mi pęka na myśl o córce żali się Barbara.
To o co cały ten konflikt?
choćby nie uwierzysz, chodzi tylko o mieszkanie. Chcieliśmy zrobić młodym niespodziankę i przekazaliśmy im wszystkie nasze oszczędności. Sprzedaliśmy choćby naszą działkę nad Mazurami i stary garaż, by uzbierać na prezent ślubny kawalerkę w Warszawie. Mieszkanie przepisaliśmy na córkę, Kingę, bo wychodząc za mąż, i tak będą wszystko dzielić. Przynajmniej tak sądziliśmy.
Rozumiem
Mieszkanie jest w stanie surowym. Nie mamy już oszczędności, by je wyremontować czy umeblować. Mąż podsunął przyszłemu zięciowi, Marcinowi, pomysł, by razem się tym zająć, w miarę możliwości. A Marcin nie chce choćby zacząć remontu!
Dlaczego tak postępuje?
Bo to nie jest jego mieszkanie, twierdzi, iż nie zamierza inwestować w nieruchomość, która nie jest na niego. Chce, żebyśmy wszystko sami zrobili. Może kupić jakąś lampę czy firankę, ale większych pieniędzy nie wyda.
A może niech zamieszkają, jak jest? Bez remontu.
Nie da rady, to gołe ściany. Instalacje stare i niebezpieczne, gniazdka nie działają, tynki odpadają. Okna lepiej wymienić, bo zaraz wypadną. Bez choćby prostego wykończenia nie da się żyć mówi Barbara.
Sama kilka wymagam, ale w takich warunkach nie da się mieszkać, zwłaszcza dla młodej pary. Przecież to nasza córka, nie powinna zaczynać życia w takich warunkach. Tym bardziej, iż Marcin dobrze zarabia w warszawskiej korporacji, ale szkoda mu złotówek woli odkładać na swoje własne M, bo boi się zostać na lodzie.
Wygląda na to, iż chce wieść wygodne życie na nasz koszt. Marcin wymaga, byśmy to my zapłacili za całość remontu. Powiedziałam wprost: skoro uznaje mieszkanie za czyjeś, niech płaci czynsz jak za wynajem! Uśmiechnął się i przystał westchnęła Barbara.
A co Kinga na to?
Jest w rozsypce, płacze każdego dnia. Kocha go, ale nie możemy też przekształcić własności na oboje. Kinga doszła do tego, iż nie chce już ani mieszkania, ani remontu. ale nie rozumiem, jak mężczyzna może nie chcieć włożyć nic w przyszłość rodziny. Co będzie potem? Nie są jeszcze po ślubie, a już rozważają rozstanie i podział majątku martwi się Barbara.
Jak myślisz, czy Marcin powinien zaangażować się w remont? Przecież jeżeli planuje tu mieszkać, zakładać rodzinę, nie powinno mieć znaczenia, kto jest właścicielem. Ale może on po prostu myśli bardzo pragmatycznie? Co byś zrobił na jego miejscu?
Ta sytuacja pokazuje, iż czasem zbyt wiele uwagi poświęcamy rzeczom, a gubimy przy tym to, co naprawdę istotne wzajemne zaufanie i zaangażowanie. Wspólny dom to nie tylko ściany i akta notarialne, ale przede wszystkim chęć budowania razem, bez wyrachowania. Bez tego trudno stworzyć prawdziwą rodzinę.
