Weronika miała plan.
Prosty jak dziecinne marzenie.
Wakacje z mężem nad morzem.
Mikołaj obiecał, iż w tym roku na pewno jedziemy.
Bilety kupione, hotel zarezerwowany, walizki prawie spakowane.
— Wer, przepraszam — Mikołaj patrzył w telefon.
— W pracy kryzys. Wszystko odwołane.
Serce ścisnęło się jej z rozczarowania.
Przez lata małżeństwa przywykła do takich chwil.
Plany męża zawsze były ważniejsze niż jej.
— Nic się nie stało — powiedziała, choć coś w niej pękło.
— Chociaż w domu odpocznę. Poczytam, posiedzę na balkonie.
Pierwszy raz od lat czekała ją cisza w domu.
Kawa bez pośpiechu, książka, zachód słońca.
Zdawało się, iż los wreszcie jej coś podarował.
Los miał jednak słabość do czarnego humoru.
— Mama dzwoniła — Mikołaj się ucieszył.
— Zrezygnowała z sanatorium. Po co wydawać, skoro ty jesteś w domu i wolna?
Halina Zawadzka. Kobieta z żelazną wolą.
Przekonana, iż świat istnieje, by jej służyć.
— Miesiąc? — głos Weroniki zadrżał.
— No tak! Super, co nie? — uśmiechnął się jak dziecko.
Weronika zobaczyła w myślach swoje wakacje.
Dni w kuchni, wieczne „przynieś, podaj”.
Głos teściowej jak rozkazy generała.
Brak prawa do własnego zdania we własnym domu.
— Jasne, iż super — skinęła głową, choć nie czuła nic podobnego.
Po trzech dniach Halina Zawadzka wkroczyła do ich mieszkania jak czołg.
— Weronika, czemu cukier nie stoi w tej szafce?
To były jej pierwsze słowa, zaraz po „dzień dobry”.
— Mamo, wchodź, siadaj — Mikołaj krzątał się wokół niej.
Weronika zrozumiała, iż wakacje zamienią się w miesięczny dyżur kelnerki.
— Zrobisz barszcz? — Halina usiadła w fotelu jak na tronie.
— Tylko nie za kwaśny. I mięso dobrze ugotuj.
Weronika bez słowa poszła do kuchni.
Halina urządziła się w domu jak generał na zdobytych terenach.
Już pierwszego wieczoru było jasne — urlop Weroniki skończył się, nie zaczynając.
— Gdzie są porządne garnki? — teściowa grzebała w szafkach.
— Te są jakieś małe. I czemu przyprawy nie stoją w porządku alfabetycznym?
Weronika w milczeniu przestawiła słoiki.
We własnej kuchni stała się gościem.
— Mamo, nie przejmuj się — Mikołaj przeglądał wiadomości w telefonie.
— Weronika wszystko przygotuje.
Tak, oczywiście. Weronika zrobi wszystko. Jak zawsze.
Dni upływały według jednego rytmu.
Pobudka o siódmej, śniadanie według specjalnego menu.
Nie za tłuste, nie za słone, nie za ostre.
Sprzątanie, obiad, podwieczorek, kolacja, zmywanie.
I tak w kółko, dzień za dniem.
— Jakaś osowiała ostatnio jesteś — zauważył Mikołaj.
— Może witaminy weź jakieś?
Witaminy? Nie potrzebowała witaminy C.
Potrzebowała witaminy „życie”.
Balkon był jedynym azylem.
Tam mogła po prostu oddychać, patrzeć w niebo, myśleć.
— Weronika! — głos teściowej rozciął ciszę.
— Gdzie jesteś? Chodź do mnie!
— Idę! — odpowiedziała automatycznie.
Ale nogi nie chciały się ruszyć.
W głowie kołatała się jedna myśl: a co, jeżeli nie pójdę?
Myśl była tak zuchwała, iż aż ją zmroziło.
— Weronika! Ty nie słyszysz?!
— Słyszę — powiedziała cicho do pustego balkonu.
— Bardzo dobrze słyszę.
I mimo to poszła zaparzyć herbatę.
Kilka dni później Halina usiadła w salonie jak sędzia na rozprawie.
— Weronika, jaka ty niesmaczna, niewdzięczna jesteś.
— Cały czas chowasz się na balkonie. Nie umiesz zachować się wobec rodziny.
Rodziny? Weronika aż oniemiała.
— Myślałam, iż przyjadę odpocząć — ciągnęła teściowa.
— A tu wróciłam do kuchni. Gotuj, sprzątaj, obsługuj.
Weronika zastygła ze ścierką w ręce.
Świat postawił jej do góry nogami.
Ona gotuje i sprząta cały dzień.
A kim w takim razie jest teściowa — gościem czy gospodynią?
— Przepraszam — jej głos był dziwnie spokojny.
— Ale to ja gotuję i sprzątam. Każdego dnia. Od dwóch tygodni.
— Weronika! — oburzył się Mikołaj.
— Co ty mówisz? Mama jest gościem!
Gościem, który rządzi w cudzym domu od dwóch tygodni.
Który zamienił gospodynię w służącą.
— Tak — skinęła Weronika.
— Masz rację. Mama jest gościem. A ja kim jestem?
Wieczorem, gdy Halina zasiadła przed telewizorem, Weronika podeszła do męża.
— Mikołaj, musimy porozmawiać.
— Poczekaj, wiadomości się skończą.
— Teraz — powtórzyła stanowczo.
Mikołaj zdziwiony spojrzał na żonę.
W jej głosie usłyszał tony, których dawno nie słyszał.
— Słuchaj, skoro twoja mama odpoczywa u nas miesiąc.
— To ja pojadę odpocząć do swojej.
— Co ci się stało? — Mikołaj aż zaniemówił.
Czy naprawdę zdziwiło go, iż chce odpocząć?
Czy nie widział, jak od tygodni znika w kuchni?
Weronika nie czekała na odpowiedź.
Poszła do sypialni i wyjęła walizkę.
Spakowała się szybko, bez wahania.
Stanęła w przedpokoju, gotowa do wyjścia.
Mikołaj patrzył na nią jak na kogoś nieznanego.
— Serio to robisz? — zapytał cicho.
— Tak — powiedziała. — Serio.
Zamknęła za sobą drzwi.
Walizka stała już gotowa od rana.
















