Było późne popołudnie, gdy Jakub z niecierpliwością spoglądał na zegarek. Stół w „Złotej Karczmie” najdroższej restauracji w Poznaniu czekał od dwudziestu minut, a jego narzeczona wciąż się nie pojawiała. Punktualność była dla niego świętością, a każda minuta spóźnienia działała mu na nerwy.
Przesuwał palcami po karcie dań, choć od dawna wiedział, co zamówi. Zmęczenie po całym dniu i dziwna rozmowa z ojcem mieszały mu w głowie. Gdy już sięgał po telefon, drzwi restauracji otworzyły się z impetem.
„Kochanie! Wybacz, iż się spóźniłam!” Zosia podbiegła do stolika jak wiosenny wicher w błękitnej sukience, która podkreślała jej smukłą sylwetkę. Pochyliła się i lekko pocałowała go w policzek. Pachniała kwiatami jabłoni i czymś tak znajomym, iż cała jego irytacja natychmiast zniknęła.
„Wiesz, jak nie lubię czekać” próbował zachować surowy wyraz twarzy, ale usta same rozciągnęły się w uśmiechu. Nie dało się na nią długo złościć.
„A ja uwielbiam, gdy tak przystojny mężczyzna czeka na mnie w restauracji” Zosia błysnęła mu figlarnie oczami. „Wyobraź sobie, utknęłam na światłach, potem jakaś staruszka wlekła się przez ulicę tak wolno, iż prawie oszalałam!”
Jakub roześmiał się:
„Znam cię pewnie pół godziny poprawiałaś makijaż.”
„Co ty! Tylko dwadzieścia pięć minut!” udawała oburzenie.
Nie mógł od niej oderwać wzroku. Jej kasztanowe włosy opadały miękkimi falami na ramiona, a błękitne oczy błyszczały jak letnie niebo.
Za każdym razem, gdy na nią patrzył, nie wierzył własnemu szczęściu. Poznali się dwa lata temu, od półtora roku byli razem, a od roku byli zaręczeni. A teraz
„Za nas?” Jakub uniósł kieliszek szampana.
„Za nas” odparła, ale w jej oczach mignęło coś, co sprawiło, iż coś mu się wewnątrz przewróciło.
Zamówili kolację i rozmawiali o mijającym dniu. Zosia, jak zawsze, opowiadała z przejęciem o pracy w przychodni, o zabawnym przypadku z małym pacjentem, o tym, jak ordynator znów ją chwalił, nazywając „złotą pielęgniarką”.
„A u ciebie co nowego? Projekt z ojcem idzie do przodu?” zapytała, wkładając do ust kawałek łososia.
„Normalnie” wzruszył ramionami. „Terminy, jak zawsze, gonią.”
Zosia skinęła głową, a potem, jakby od niechcenia, spytała:
„A tak przy okazji Kiedy w końcu ustalimy datę ślubu?”
Jakub zastygł. Znowu to samo.
„Zosiu, mówiliśmy. Jak tylko skończymy projekt z ojcem”
„Tak, tak, pamiętam” machnęła ręką niecierpliwie. „Ale to już trwa pół roku! Jakub, nie chcę już czekać. Jesteśmy zaręczeni od roku. Dlaczego ciągle zwlekasz?”
„Nie zwlekam. Po prostu teraz nie jest dobry moment.”
„A kiedy będzie ten 'dobry moment’? Jak będę miała pięćdziesiąt lat? Chcę być twoją żoną, rozumiesz? Nie dziewczyną, nie narzeczoną żoną!”
„Zosiu, mam teraz tyle pracy, iż głowy nie mogę podnieść”
„Och, daj spokój! Przecież na ślubie będziesz musiał tylko pojawić się we adekwatnym miejscu o adekwatnej godzinie!”
„Nie o to chodzi” Jakub zaczął się irytować. „Chcę, żeby wszystko było idealne.”
„Ja też! I wiesz, co będzie idealne? Ślub na wyspie! Mówiliśmy o tym. Już choćby przeglądałam katalogi. Malediwy, Bali, Seszele wybierz co chcesz! Oni wszystko zorganizują, my tylko przyjedziemy.”
„Znowu ta wyspa! Naprawdę potrzebujesz tego całego blichtru? Czy po prostu chcesz, żeby wszyscy znajomi umierali z zazdrości?”
Zosia gwałtownie odsunęła talerz.
„Więc tak to widzisz? Myślisz, iż jestem z tobą dla pieniędzy? Że zależy mi tylko na wystawnym weselu?”
„A nie?” słowa wymknęły się, zanim zdążył je powstrzymać. „Te wszystkie rozmowy o ślubie, o podróżach, o tym, co chcesz zobaczyć Nigdy nie słyszę, iż po prostu chcesz być ze mną!”
„Jesteś nie do zniesienia!” w jej oczach zabłysły łzy. „Po prostu chcę być twoją żoną! A ty wymyślasz głupie wymówki! jeżeli nie chcesz się żenić, to po prostu powiedz!”
„Nie wymyślam!” podniósł głos tak, iż kilku gości odwróciło się w ich stronę. „Dlaczego ciągle na mnie napierasz?”
„Bo cię kocham, głupcze! A ty tego nie rozumiesz! Może po prostu tego nie chcesz!”
Jakub zerwał się z miejsca i rzucił na stół kilka banknotów.
„Wiesz co? Nie będę teraz tego rozmawiał. Nie będę się tu ośmieszał. Dzwoń, jak się uspokoisz.”
Szybkim krokiem wyszedł z restauracji, ignorując zmieszane spojrzenie kelnera i ciche łkanie Zosi za swoimi plecami.
***
BMW Jakuba sunęło ulicami miasta, znacznie przekraczając dozwoloną prędkość. Włączył muzykę na pełną głośność, próbując zagłuszyć własne myśli, ale to nie pomagało.
Dlaczego z Zosią wszystko stało się takie skomplikowane? Kiedy się poznali, było zupełnie inaczej.
Przypomniał sobie ich pierwsze spotkanie przyszedł do kliniki ojca po dokumenty. Andrzej Nowak, jeden z najlepszych kardiochirurgów w kraju, zawsze powtarzał: „Biznes musi pozostać w rodzinie”.
Jakub, jedyny syn i dziedzic, od dzieciństwa otoczony był nie tylko troską rodziców, ale i szczególną uwagą innych. W szkole, na uczelni, w pracy wszędzie traktowano go inaczej niż resztę.
Do dwudziestu pięciu lat zdążył już zmęczyć się dziewczynami, które widziały w nim tylko portfel i pozycję. Modelki, ambitne biznes-kiety, salonowe lwice wszystkie wydawały się nosić te same maski, ukrywając za uśmiechami chłodne spojrzenie.
A potem poznał Zosię.
Tego dnia stała przy recepcji, wypełniając dokumenty. Prosty biały uniform pielęgniarki, włosy spięte w kucyk nic więcej. Kiedy podniosła wzrok i uśmiechnęła się do niego, Jakub poczuł, jak coś w nim drgnęło. W jej spojrzeniu nie było fałszu tylko szczere ciepło i jakiś niezwykły blask.
Znalaz








