Tu czas i ceny stanęły w miejscu. Opolski bar hitem internetu

opolska360.pl 4 miesięcy temu

Rybex przy ulicy Krakowskiej w Opolu to jedna z ikon miejskiego deptaku. Sklep i bar rybny w jednym działają tam od ponad sześciu dekad! W okresie przedświątecznym sklep przeżywa prawdziwe oblężenie, a tuż przed Bożym Narodzeniem do wejścia potrafią się ustawiać długie kolejki.

Rybex w Opolu zamiast langosza na jarmarku

Niedawno wiekowy sklep i bar „padły ofiarą” kulinarnego podróżnika, który nie owija w bawełnę w swoich opiniach. To Piotr Gładczak, autor „Wrocławskich podróży kulinarnych”, który od lat zagląda do barów, food trucków i restauracji, by sprawdzić, gdzie warto zjeść, a gdzie lepiej choćby nie zaglądać. Jego styl jest prosty i szczery. Wchodzi do lokali bez zapowiedzi, płaci jak każdy gość i opisuje to, co faktycznie ląduje na talerzu.

Na swoim kanale Piotr Gładczak miesza street food, bary mleczne i ambitne kuchnie, dzięki czemu trafia zarówno do okazjonalnych stołowników, jak i tych, którzy jedzą na mieście codziennie. Z czasem dorobił się choćby własnego zjawiska, które nazywa „efektem WPK„. Jak twierdzi, jego polecenia potrafią wygenerować kolejki pod lubianymi miejscówkami.

To miejsce ma swój niepowtarzalny klimat minionych lat. Fot. Koz

Tym razem Piotr Gładczak zboczył nieco z Wrocławia i wylądował w stolicy Opolszczyzny. Nie wybrał jednak świątecznego jarmarku na rynku ani modnej restauracji. Skusił go właśnie Rybex przy ulicy Krakowskiej w Opolu.

Kulinarny skansen z duszą

„Rybex w Opolu robi wrażenie już przy pierwszym wejściu. To miejsce zatrzymało klimat minionej epoki, ale właśnie dzięki temu przyciąga. Sklep rybny działa tu ramię w ramię z barem, w którym wciąż królują proste zestawy. Kawał porcji ryby, frytki i surówka w cenie, która dziś zaskakuje” – czytamy we wpisie na profilu WPK.

„Ryba nie zawsze ląduje na talerzu w idealnej formie, bo po usmażeniu czeka na wydanie, jednak w tym miejscu chodzi o coś więcej niż perfekcję panierki. Lokal żyje, ma charakter i daje namiastkę gastronomii sprzed dekad. To punkt, który warto odwiedzić, jeżeli lubisz autentyczną atmosferę i kulinarne skanseny z duszą” – zachęca bloger z Wrocławia.

Faktem jest, iż choć wewnątrz można obserwować niezmienne od lat posadzki czy lady, to nie przeszkadza to smakoszom, którzy odwiedzają Rybex w Opolu, by zajadać to, co lokal ma w ofercie. Oraz by zaopatrywać się w produkty do samodzielnego pichcenia w domu.

Warto nadmienić, iż w ubiegłym roku punktem kontrolnym dla kulinarnych krytyków z Internetu był Jarmark Bożonarodzeniowy w Opolu. Z wizytą wpadł wtedy „Książulo”, który na daniach i cenach w Opolu nie zostawił suchej nitki. Chwalił tylko langosza. Wiadomo, iż na tegorocznym jarmarku Książulo też już był. W chwili publikacji tego materiału nie było jednak jeszcze jego relacji z wydarzenia.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału