Trzy złamane losy
No, no, zobaczmy tutaj na pewno kryje się coś interesującego!
Wszystko zaczęło się od zwyczajnych sobotnich porządków. Marlena przeszukiwała zakamarki pawlacza, podczas gdy pani Halina szykowała obiad w kuchni. Wśród zakurzonych pudeł dziewczyna natknęła się na stary, sfatygowany album ze zdjęciami, którego wcześniej nigdy nie widziała. Ciekawość zwyciężyła Marlena usiadła wygodnie w fotelu i zaczęła przeglądać strony.
Najpierw były wesołe zdjęcia: młoda Halina z koleżankami przy fontannie w Łazienkach, piknik na łące pod Warszawą, roześmiana dziewczyna na polu pełnym rumianków. Potem pojawiły się fotografie z wysokim, ciemnowłosym mężczyzną na nich Halina i jej towarzysz wyglądali na szczęśliwych, często się obejmowali i patrzyli na siebie z czułością. Marlena uważnie przyglądała się zdjęciom: raz byli w kawiarni, raz spacerowali bulwarem, raz trzymali się za ręce i śmiali się do rozpuku. Kim był ten przystojny mężczyzna? I dlaczego tak zakochanym wzrokiem patrzył na mamę?
Zaintrygowana Marlena zeszła do kuchni. Halina właśnie wyjmowała z piekarnika szarlotkę, a zapach wanilii wypełnił cały dom.
Mamo zaczęła Marlena z albumem w ręku kto to jest na tych zdjęciach? Nigdy go nie widziałam.
Halina odwróciła się, a Marlena dostrzegła, jak dłoń matki zadrżała przez ułamek sekundy, ściskając ściereczkę. Zaraz jednak na twarzy Haliny pojawił się spokojny uśmiech, a blacha z ciastem wylądowała na podstawce.
Ach, to Wiktor odpowiedziała, starając się mówić lekko, ale Marlena wychwyciła nutę napięcia w jej głosie. Dawno się spotykaliśmy, jeszcze zanim poznałam twojego ojca.
Dlaczego nigdy o nim nie opowiadałaś? dopytywała Marlena, przerzucając kolejne strony albumu. Wyglądaliście na bardzo szczęśliwych! Co się stało? Dlaczego się rozstaliście?
Halina wytarła ręce w fartuch i przez chwilę milczała. Odeszła do okna, patrząc na podwórko, gdzie dzieciaki grały w piłkę. To była trudna sprawa, najchętniej zbyłaby temat, ale wiedziała, iż córka nie odpuści.
To był zawiły czas, Kochanie w końcu powiedziała, odwracając się do Marleny. Bardzo się kochaliśmy, ale nie umieliśmy być razem. Głównie z powodu mojego błędu. Tak, to ja zawiniłam.
Marlena usiadła przy stole, nie spuszczając wzroku z matki. Widząc, ile bólu kosztują ją z pozoru zwykłe zdjęcia, pożałowała na moment, iż zaczęła ten temat. Ale niepokój i ciekawość pchały ją dalej.
Opowiedz mi, proszę odezwała się cicho. Zawsze widziałam, iż z tatą nie jest wam łatwo. Przecież go nigdy nie kochałaś Po co się więc na to decydowałaś? Wytłumacz mi to, o ile możesz. Jest moim ojcem i go szanuję, ale jako człowiek cóż, nie zachwyca. Zazdrosny, ostry, bez empatii nie wierzę, iż kiedyś był inny. Dlaczego wybrałaś akurat jego, a nie Wiktora?
Halina zastygła. Drżącą ręką odstawiła filiżankę na stół, jakby bała się ją stłuc. Nabrała powietrza i powiedziała z goryczą:
To nie jest łatwe pytanie, Marlenko. Nigdy nie czułam nic do twojego ojca poza niechęcią. A choćby czymś gorszym.
Dziewczyna drgnęła. Spodziewała się czegoś takiego, ale usłyszeć to wprost od matki bolało. Próbowała opanować nerwy.
Teraz już całkowicie nic nie rozumiem! podniosła lekko głos. Ktoś cię przymusił? Babcia, dziadek?
Po twarzy Haliny przemknął smutny cień, niemal niezauważalny.
Właśnie odwrotnie rodzice byli zdecydowanie przeciwni. Mama nie potrafiła pojąć, dlaczego decyduję się tak nagle na ślub z kimś, kto mnie nie interesował. Chciała mnie powstrzymać. Tym bardziej, iż Wiktor był wtedy bardzo dobrym kandydatem.
Zamyślona, Halina gładziła brzeg filiżanki. Przyznać się do tamtych wydarzeń córce było trudno, ale może właśnie dzisiaj musiała się wygadać. Może to album tak na nią podziałał…
Mam jedną fatalną cechę: nie znoszę, jak ktoś mi coś narzuca zaczęła spokojnie. Kiedy ktoś próbuje stawiać warunki, robię na przekór, choćby jeżeli szkodzę sama sobie. Rodzice to wiedzieli i nigdy nie naciskali. Ale ten, którego kochałam naprawdę, tego nie zrozumiał… lub nie chciał zrozumieć.
Patrzyła przez okno, za którym pierwsze płatki śniegu tańczyły na wietrze. Te wspomnienia wciąż ją dręczyły. Gdyby wtedy nie wybuchła Gdyby tylko dała sobie czas, zastanowiła się Ale wtedy chciała wszystkim udowodnić, iż nikt nie ma prawa rozkazywać jej, jak ma żyć. Udowodniła za cenę własnego złamanego życia.
Przez własną decyzję złamała życie sobie, ukochanemu mężczyźnie i temu biedakowi, który został jej mężem. Już wtedy wiedziała, iż to nie ma sensu. Ale nie potrafiła inaczej taki charakter…
~~~~~~~~~~~~~~~~
Halina siedziała przy kuchennym stole, wspierając brodę na dłoni, i nie mogła oderwać wzroku od Wiktora. Poruszał się po kuchni z lekkością, jakby gotowanie nie było zwykłą czynnością, tylko prawdziwą sztuką. Nóż w jego rękach tańczył, warzywa układały się w równe kostki, a zapachy przypraw wypełniały mieszkanie.
Kilka razy Halina chciała mu pomóc z nawyku, bo od dziecka w jej domu obowiązywało: w kuchni rządzi kobieta. Ale za każdym razem, gdy tylko się podnosiła, Wiktor powstrzymywał ją z uśmiechem: Siedź, to moja królestwo. Po prostu się zrelaksuj i patrz.
Tak więc Halina siedziała i patrzyła, jak z prostych składników powstaje coś niezwykłego. U nich w związku kuchnia należała do niego. Wiktor nie tylko gotował on tworzył, z pasją i sercem.
Mamy rodzinny lokal w centrum Krakowa śmiał się, widząc zdumienie Haliny. Inaczej nie potrafiłbym gotować, skoro mama była mistrzynią. Od dziecka kręciłem się w kuchni i bez fałszywej skromności świetnie mi szło! Poczekaj chwilę, a będziesz chciała dokładkę!
Oczarowana Halina po chwili miała przed sobą pusty talerz. Powstrzymała się z trudem od oblizania resztek smak potrawy był obłędny, pełny, złożony; każdy składnik czuć wyraźnie, a razem tworzyły zupełnie nową harmonię.
Opadła na oparcie krzesła, spojrzała na Wiktora z zachwytem.
To było cudowne powiedziała, a jej głos zabrzmiał z podziwem. Jeszcze nigdy nie jadłam niczego podobnego. Jesteś kulinarnym czarodziejem! Jak ci się to udaje?
Wiktor rozpromienił się, zadowolony.
Najważniejsze to kochać to, co się robi i mieć trochę fantazji. No i dobrych produktów. A twoja pochwała to największa nagroda. Ale zaproszę cię kiedyś na obiad do naszego lokalu wtedy przekonasz się, co to prawdziwa magia kuchni!
Halina roześmiała się, jej twarz rozjaśniła się szczęściem. Pociągnęła łyk kawy, przyjemne ciepło rozeszło się po niej.
Trzymam cię za słowo! zawołała radośnie. A myślisz dalej prowadzić restaurację po mamie? Przejąć pałeczkę?
Wiktor na moment się zamyślił, a potem pokręcił głową z determinacją:
Plany mam znacznie większe! Otwieramy lokal bliżej Warszawy, w okolicach Otwocka. Mamy już wynajęte miejsce, trwa remont. Zostałem managerem i czuję, iż to będzie sukces!
Opowiadał tak entuzjastycznie, iż Halina poczuła, iż mogłaby dla niego rzucić wszystko. Przed oczami stanęły jej: elegancki lokal, goście, pełnia szczęścia. Jednak ledwie Wiktor skończył, w sercu Haliny wzbudził się niepokój.
To znaczy, iż planujesz wyjechać? zapytała cicho i zakręciła na palcu pierścionek zaręczynowy od Wiktora. Zimny metal zwykle ją uspokajał, ale teraz nie dawał jej ukojenia. A co ze mną? Zostawiasz mnie?
Wiktor zatrzymał się, zdziwiony. Przecież ona wie, jak bardzo ją kocha! Wszystko robił z myślą o ich wspólnej przyszłości! Cała ta inwestycja to był wspólny plan.
Skąd ci to do głowy przyszło? zdziwił się. Chcę, żebyś ze mną pojechała! Już mamy gotowe mieszkanie w spokojnej dzielnicy. Tam się pobierzemy natura jest przepiękna O studia się nie martw, załatwię wszystko!
Mówił szybko, może za szybko, jakby bał się, iż mu przerwie. Przez kilka sekund był przekonany, iż Halina się ucieszy. Taką szansę dostaje się przecież raz w życiu.
Halina milczała, ściskała brzeg obrusa. Wiedziała, iż to świetna okazja lepsze miasto, prestiżowe studia, nowe życie. Ale coś nie pozwalało jej po prostu się zgodzić.
Czyli już wszystko postanowiłeś? Beze mnie, bez mojej opinii? Myślisz, iż zostawię dom, rodzinę, przyjaciół i pobiegnę za tobą w nieznane? mówiła powoli, z trudnością dobierając słowa.
Wpatrywała się w okno, gdzie wolno płynęły chmury. W myślach widziała pożegnanie z rodzicami, rozmowę z koleżankami, zostawienie znajomego świata na rzecz obietnicy.
Po chwili Wiktor zrozumiał, iż musi coś wytłumaczyć. Pochylił się nad stołem i spojrzał jej głęboko w oczy.
Halina, ja nie chciałem zadecydować za ciebie! Chciałem ci pokazać, jakie mamy możliwości, jakie widzę dla nas życie! Myślałem, iż się ucieszysz.
Ale złość Haliny narastała. Nie, wcale się nie cieszę! rzuciła ostro. Zdecydowałeś wszystko za mnie! Chcesz być głową domu i dyktować mi warunki? Nie zgadzam się!
Halinko, o co ci chodzi? Wiktor nie wytrzymał, podniósł głos. Przecież oferuję ci coś pięknego śliczne miasteczko, blisko natury! Komu by się to nie podobało?
Mówił z pasją, próbując ją przekonać. Ale dla niej już nie liczyła się okolica czy perspektywy, tylko fakt: decyzję podjęto bez niej. Zerwała się z krzesła, niechcący przewróciła filiżankę, kawa rozlała się na biały obrus i zostawiła plamę.
Mnie nie interesuje, czy tam jest pięknie! krzyknęła, czując w sobie kipiącą złość. Sama zdecyduję, jak ma wyglądać moje życie! Nikt nie będzie mi mówił, gdzie mam mieszkać!
Stała ze zaciśniętymi pięściami, patrząc mu wyzywająco w oczy. Liczył się dla niej tylko ten wybór. Jej wybór.
Halina Wiktor podszedł, próbując ją objąć, uspokoić. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak zareagowała. Może faktycznie powinien najpierw wszystko omówić, a nie zaskakiwać ją planami przyszłości?
Nie mam już nic do dodania! ucięła zdecydowanie, chociaż w środku cała aż się trzęsła.
Zsunęła z palca złoty pierścionek zaręczynowy ten, który dostała od Wiktora. Dłużej go przyglądała, jakby ważyła tę decyzję, po czym rzuciła nim o ścianę. Metal zadźwięczał o tynk, odbił się od podłogi i potoczył w kąt…
Później, siedząc w fotelu pod oknem w swoim pokoju, Halina zaczęła wszystko analizować. Oddychała głęboko, próbując się uspokoić. Zrozumiała, iż popełniła głupotę. Wielki błąd! Całym sercem wiedziała, iż Wiktor nie chciał jej skrzywdzić, tylko zrealizować dla nich wspólny plan. To rzeczywiście była niepowtarzalna okazja. Po co wtedy tak wybuchła?
Ale ilekroć myślami wracała do tamtej rozmowy, ogarniało ją rozdrażnienie. Wizja, iż ktoś będzie jej narzucał życie, budziła bunt. jeżeli już teraz decyduje za mnie, co potem? rozmyślała. Lepiej raz przeżyć ból rozstania, niż dusić się latami. Z czasem przestanie cierpieć, a przynajmniej nie będzie musiała nikomu podlegać
Po kilku miesiącach, pogrążona jeszcze w żałobie po rozstaniu, Halina przypadkiem natknęła się na Andrzeja. Od dawna był nią zainteresowany, ale dyskretnie, bez nachalności. Kiedy dowiedział się o zerwaniu z Wiktorem, zaczął zabiegać o jej względy. Świadomość, iż może wygrać z bogatszym rywalem, jeszcze go motywowała. Halina wtedy czuła się samotna i bezbronna. Uznała, iż z Andrzejem zacznie nowe życie, udowodni, iż nie potrzebuje Wiktora do szczęścia
~~~~~~~~~~~~~~~
I dlatego wyszłam za pierwszego z brzegu powiedziała cicho Halina, patrząc w dal. Twój ojciec nie myślał o przyszłości, nie rozumiał, jak trudno jest żyć z kimś bez porozumienia dodała z melancholią. Po roku zaczęły się kłótnie. Okazał się uparty, nieustępliwy, niezdolny do kompromisu. Po siedmiu latach się rozwiedliśmy nie dało się dalej razem żyć.
Marlena słuchała, nie przerywając. Jej twarz wyrażała współczucie i pragnienie zrozumienia.
Dlaczego mówisz, iż przez swój błąd unieszczęśliwiłaś aż trzy osoby? spytała ostrożnie. Wiktor nie potrafił cię zapomnieć?
Nie wiem, czy zapomniał odpowiedziała cicho Halina. Widziałam, iż cierpiał. Ja też cierpiałam. I Andrzej dla niego to wszystko również skończyło się rozczarowaniem. Każdy z nas stracił coś, co mogłoby być szczęściem.
Mówiła spokojnie, ważąc słowa. W jej głosie była raczej zaduma niż żal pogodziła się już z przeszłością.
Wiktor wyjechał i odniósł sukces dodała, patrząc za okno, gdzie zapadał zmrok. Ma już sieć restauracji, powodzi mu się. Ale z tego pogodnego, wrażliwego chłopaka stał się zamkniętym i wymagającym człowiekiem. Może to pomaga w biznesie, ale w życiu chyba utrudnia.
Zamyśliła się krótko, przypominając sobie przypadkowe spotkania z Wiktorem. Przed oczami miała obraz wysokiego, szczupłego mężczyzny ze zmarszczonym czołem i chłodnym spojrzeniem. Już to nie był ten pogodny chłopak sprzed lat.
Dwa razy się ożenił mówiła dalej. Ale ani jeden z tych związków nie trwał choćby roku. Całą tkliwość okazywał tylko synowi. Do syna był czuły, łagodny z kobietami nie potrafił się porozumieć.
Zamilkła na chwilę, potem dodała, prawie nie patrząc na Marlenę:
Obie jego żony były bardzo do mnie podobne wzrost, sylwetka, kolor włosów. Kiedyś jego przyjaciel powiedział mi, iż Wiktor ciągle mnie kocha. Ale nie mam prawa ingerować w jego życie. Za dużo czasu minęło
Marlena nie przerywała, choć w myślach kłębiło jej się pełno pytań. Wydawało jej się, iż mogło być inaczej o wiele lepiej. Jej mama, taka dzielna, mądra, zdolna do głębokich uczuć, mogła przecież odnaleźć szczęście i dać je również Wiktorowi, który najwidoczniej nigdy jej nie zapomniał.
Rozumiała jednak, iż matka nigdy sama nie zrobi tego pierwszego kroku. Jej duma, ten upór, przez który się kiedyś rozstali, wciąż nie pozwalał jej przyznać się do błędu. choćby jeżeli przez lata miała świadomość, jak bardzo się wtedy pomyliła, to nie umiała się do tego przyznać przed innymi. Dla niej to byłoby oznaką słabości, a tego nie potrafiłaby przeboleć.
Halina rozprostowała się, jakby zdejmowała z ramion ciężar dawnych wspomnień, i spojrzała z czułością na córkę.
Wiesz odezwała się pogodniej nie mogę powiedzieć, iż żałuję. Tak, było ciężko, życie nie poszło według marzeń. Ale mam ciebie, a to najważniejsze.
Za oknem noc ogarnęła podwórko. W domu rozbłysły ciepłe światła, roztaczając znajomy spokój i bezpieczeństwo, jakie Marlena zawsze kojarzyła z domem. Wstała, objęła matkę i przytuliła do siebie. Halina przez chwilę trwała bez ruchu, a potem odpowiedziała ramieniem, mocno przytulając córkę do siebie.
Obie zrozumiały, iż przeszłość jest już za nimi i nikt nie ma sensu do niej wracać. Ważne, iż przyszłość mogą budować razem, mądrzejsze o własne błędy. Bo życie nie zawsze układa się tak, jak pragniemy czasem jednak najcenniejsze, co można z niego wynieść, to świadomość, iż swoje serce warto otworzyć na miłość, ale decyzje podejmować zawsze razem, z szacunkiem dla drugiego człowieka.














