Trzeba uprzedzić, ja nic nie przygotowałam! Wiecie, ile to kosztuje – gościć rodzinę?! – krzyczała t…

twojacena.pl 4 godzin temu

Trzeba było uprzedzić, ja przecież nic nie przygotowałem! Wiecie, ile to kosztuje gościć rodzinę?! krzyczała teściowa.

Jestem zięciem: zwykłym, pracującym, bez żadnych wygórowanych oczekiwań. Z żoną mieszkamy w naszym własnym mieszkaniu w Warszawie, które sami musimy utrzymywać kredyt, rachunki, praca od rana do wieczora.

Teściowa mieszka na wsi pod Łomżą, tam też jest szwagierka. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, iż obie uznały nasze mieszkanie za weekendowe sanatorium. Na początku brzmiało to choćby sympatycznie:

Wpadniemy do was w sobotę.

Na krótko tylko.

Przecież jesteśmy rodziną.

Aha, na krótko znaczyło zawsze z noclegiem; wpadniemy z siatkami, pustymi garnkami i oczami oczekującymi uroczystego obiadu.

Co tydzień to samo: po pracy latam po sklepach, gotuję, sprzątam, nakrywam do stołu, udaję, iż wszystko mi sprawia radość, a potem pół nocy zmywam naczynia i odkładam wszystko do szafek. Pani Jadwiga siedzi i komentuje:

Czemu do sałatki nie dodałeś groszku?

Ja wolę rosół z makaronem, nie z ryżem.

U nas na wsi robi się to inaczej.

Szwagierka Zuzanna dodaje:

Och, jestem taka zmęczona po drodze.

A deseru nie ma?

Nigdy nie usłyszałem: Dziękuję, Może ci pomóc?

Któregoś wieczoru nie wytrzymałem i mówię żonie:

Ja nie jestem domowym służącym, nie zamierzam co weekend obsługiwać całą twoją rodzinę.

Może rzeczywiście trzeba z tym coś zrobić.

Wtedy wpadłem na pomysł.

Następnego razu teściowa dzwoni:

W sobotę do was przyjeżdżamy.

Oj, mamy już plany na weekend odpowiadam spokojnie.

Jakie plany?

Prywatne.

I wiecie co? My naprawdę pojechaliśmy nie w plany, ale do pani Jadwigi. W sobotni poranek stoję z żoną przed jej domem. Otwiera drzwi i traci głos.

A to co ma znaczyć?!

Przyjechaliśmy w odwiedziny. Na krótko.

Trzeba uprzedzać, ja nic nie przygotowałam! Wiecie, ile to kosztuje gościć rodzinę?!

Patrzę jej w oczy i mówię spokojnym głosem:

Widzisz, a ja tak żyję co weekend.

To ty chciałeś mi coś pokazać?! Bezczelny!

Krzyki były takie, iż sąsiedzi wyglądali przez okna, więc wróciliśmy do domu.

A wiecie, co było najważniejsze? Od tamtej pory ani jednego niezapowiedzianego przyjazdu. Żadnych wpadniemy i kuchni pełnej gości w niedzielę rano. Czasem, żeby ktoś zrozumiał, co czujesz, trzeba pozwolić mu spojrzeć na świat twoimi oczami.

Wyciągnąłem z tego jedną lekcję: jeżeli nie postawisz jasnych granic, nikt ci ich nie wyznaczy. Teraz, zanim przyjmę gości, dostaję telefon i pytanie i wreszcie mam spokojny weekend.

Idź do oryginalnego materiału