Trzeba było uprzedzić, nic nie przygotowałam! Wiecie, ile kosztuje przyjmowanie gości?! krzyczała teściowa.
Jestem zięciem zwykłym, pracującym facetem bez złotych rogów na głowie. Mieszkam z żoną w naszym własnym mieszkaniu w Poznaniu. Wszystko ciągniemy sami kredyt hipoteczny, czynsz, praca od rana do wieczora.
Teściowa mieszka na wsi, tam też jest szwagierka. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż uznały naszą kawalerkę za miejsce weekendowego wypoczynku. Początku było wręcz miło:
Wpadniemy do was w sobotę.
Tylko na chwilę.
W końcu jesteśmy rodziną.
Tylko iż na chwilę oznaczało noclegi, a wpadniemy pełne reklamówki, puste garnki i spojrzenia przepełnione oczekiwaniem na ucztę.
Każdy weekend wyglądał tak samo: po pracy biegałem po sklepach, gotowałem, sprzątałem, nakrywałem do stołu, uśmiechałem się, a potem pół nocy zmywałem naczynia i sprzątałem po gościach. Pani Stanisława moja teściowa siedziała i komentowała:
Dlaczego ta sałatka bez groszku?
Ja wolę rosół bardziej tłusty.
U nas na wsi robi się inaczej.
A szwagierka dodawała:
Och, jestem taka zmęczona po podróży.
Nie ma deseru?
Nie zdarzyło się, żeby ktoś powiedział: Dziękuję, Może pomóc?
W końcu pękłem i powiedziałem do żony:
Nie jestem waszym służącym i nie chcę spędzać każdego weekendu serwując twojej rodzinie.
Może rzeczywiście coś trzeba z tym zrobić.
I wtedy wpadłem na pomysł.
Kolejnym razem teściowa dzwoni:
W sobotę do was przyjeżdżamy.
Oj, mamy plany na weekend mówię spokojnie.
Jakie plany?
Nasze własne.
I wiecie co? Naprawdę ruszyliśmy w te plany pojechaliśmy do Stanisławy. W sobotę rano stoimy z żoną na jej podwórku. Teściowa otwiera drzwi i przez chwilę nie wierzy w to, co widzi.
Co to ma znaczyć?!
Przyjechaliśmy w odwiedziny. Tylko na chwilę.
Trzeba było uprzedzić, nic nie przygotowałam! Wiecie, ile kosztuje przyjmowanie gości?!
Patrzę na nią i mówię spokojnie:
Widzisz, tak właśnie moje życie wygląda co weekend.
To chciałeś mi nauczkę dać?! Bezczelny!
Krzyk był taki, iż sąsiedzi z pobliskich domów zaglądali przez płot, a my wróciliśmy do siebie.
I wiecie co? Od tego czasu ani jednej wizyty bez wcześniejszego zaproszenia. Nie było już wpadań ani kuchennych weekendów. Nauczyłem się, iż czasem trzeba pokazać ludziom, jak czuje się ktoś po drugiej stronie barykady.
Czy zrobiłem dobrze? A może powinienem postąpić inaczej? Wiem jedno dbanie o własny spokój jest równie ważne jak gościnność.









