Trzask suchej gałęzi pod własną stopą Wania choćby nie usłyszał. Świat przewrócił mu się przed oczami…

twojacena.pl 1 dzień temu

Chrzęst suchej gałęzi pod nogą choćby do mnie nie dotarł. Świat przewrócił mi się nagle do góry nogami, rzeczywistość zakręciła się jak kolorowy kalejdoskop, by po chwili rozpaść się na miliony jaskrawych gwiazdek. Te natychmiast skupiły się w jednym miejscu odrobinę powyżej łokcia w mojej lewej ręce.

Aj… chwyciłem się za bolącą rękę i natychmiast zawyłem z bólu.

Wojtek! dobiegła mnie przejęta Pola, która w jednej chwili dopadła mnie i uklękła obok. Bardzo boli?

Nie, kurde, przyjemnie! syknąłem przez zęby z grymasem i jęknięciem.

Pola wyciągnęła dłoń i ostrożnie dotknęła mojego ramienia.

Zostaw! wybuchnąłem ostrzej niż zamierzałem, błyskając oczami. Boli! Nie ruszaj mnie!

Byłem podwójnie wściekły. Po pierwsze: wyglądało na to, iż złamałem rękę i przez najbliższe tygodnie miałem się męczyć z gipsem i drwinami kolegów. Po drugie: sam, z własnej inicjatywy, wszedłem na to cholerne drzewo, chcąc zaimponować Poli swoją zwinnością i odwagą. Z bólem mogłem się jeszcze pogodzić… Ale ze wstydem i rozczarowaniem już nie. Mało tego, dałem się jej pożałować! Nie, dziękuję… Zerwałem się na nogi, trzymając rękę jak ścierkę, i ruszyłem zdecydowanie w stronę przychodni.

Wojtek, nie martw się, będzie dobrze! Pola biegła przy mnie, próbując podtrzymać mnie na duchu. Serio, wszystko się ułoży!

Daj mi spokój zatrzymałem się, rzuciłem jej pogardliwe spojrzenie i niemal splunąłem na chodnik. Co będzie dobrze? Rękę złamałem, rozumiesz w ogóle? Idź do domu, mam cię dosyć!

Odwróciłem się i ruszyłem przed siebie, zostawiając Polę z szeroko otwartymi, szaro-zielonymi oczami. Znów powtarzała pod nosem:

Wszystko będzie dobrze, Wojtek… Będzie dobrze…

***
Panie Wojciechu, jeżeli do jutra nie zobaczymy przelewu, będziemy bardzo niezadowoleni. A, zapomniałem dodać: zapowiadają gołoledź, więc radzę uważać na drodze. Wie pan, z autami to różnie bywa, taki wypadek samochodowy może się przytrafić każdemu. Przyjemnego dnia.

W słuchawce zapadła cisza. Odrzuciłem telefon na bok, wbiłem palce we włosy i opadłem ciężko na oparcie fotela.

Skąd ja mam wziąć te pieniądze? Przecież ten przelew był zaplanowany dopiero za miesiąc…

Wypuściłem powietrze, znów złapałem za telefon i wystukałem numer.

Pani Małgorzato, czy jesteśmy w stanie dziś przelać naszym partnerom z holdingu środki za dostawę sprzętu?

Ale… panie Wojciechu…

Możemy czy nie?

Teoretycznie tak, ale wpłynie to na harmonogram obecnych płatności…

Niech się wali, potem to rozwiążemy! Przelejcie dziś na konto holdingu.

Dobrze, tylko potem będą kłopoty z…

Nie czekając na dokończenie, rozłączyłem połączenie i uderzyłem pięścią w podłokietnik.

Cholerne pijawki…

Nagle coś miękkiego i ciepłego dotknęło mojego ramienia, aż podskoczyłem z nerwów.

Sabino, prosiłem cię, żebyś nie przeszkadzała, gdy pracuję. Prosiłem?

Żona, Sabina, musnęła ustami moje ucho i pogładziła mnie po głowie.

Wojtek, nie denerwuj się, proszę. Wszystko się ułoży.

Daj spokój z tym swoim Wszystko się ułoży! Ile razy można?! Jak mnie jutro wykończą, to ci się na pewno ułoży, co?

Wyskoczyłem z fotela, chwyciłem Sabinę za dłonie i lekko ją odsunąłem.

Co ty tu adekwatnie robiłaś? Zupę gotowałaś? To idź i gotuj dalej! Nie wkurzaj mnie, choćby bez twojego wsparcia mam dość!

Sabina westchnęła cicho i skierowała się do wyjścia. Zatrzymała się jeszcze w drzwiach i, odwracając się, wyszeptała krótko:

***
Wiesz… teraz leżę i wspominam całe nasze życie…

Stary już człowiek uchylił powieki i spojrzał zamglonym wzrokiem na swoją postarzałą żonę. Jej twarz, niegdyś piękna, była teraz pocięta siatką zmarszczek, ramiona osłabły, sylwetka zgubiła dawną sprężystość. Delikatnie poprawiła wenflon z kroplówki w mojej ręce i uśmiechnęła się cicho.

Za każdym razem, gdy pakowałem się w tarapaty, byłem na krawędzi, gdy przydarzały mi się straszne rzeczy… zawsze przychodziłaś i mówiłaś to jedno zdanie. choćby nie wiesz, jak mnie to drażniło. Chciałem cię wtedy udusić za tę naiwną pewność i monotonię próbowałem się uśmiechnąć, ale dławił mnie kaszel. Po chwili dodałem: Łamałem sobie ręce, nogi, wiele razy grożono mi śmiercią, traciłem wszystko, wpadałem w takie doły, z których niewielu się wygrzebuje, a ty całe życie powtarzałaś: Wszystko będzie dobrze. Nigdy się nie pomyliłaś. Jak ty to wiedziałaś?

Nic nie wiedziałam, Wojtek westchnęła cicho staruszka. Myślisz, iż to do ciebie mówiłam? To ja siebie tak pocieszałam. Ja cię po prostu całe życie kochałam jak wariatka. Byłeś całym moim światem. Kiedy cierpiałeś, kiedy miałeś kłopoty, rozrywało mi duszę. Ilu łez się wypłakałam, ile nocy nie przespałam… Ale powtarzałam sobie: Niech choćby kamienie z nieba lecą, byle żył, to znaczy, iż wszystko się ułoży.

Przymknąłem na chwilę oczy i mocniej uścisnąłem jej dłoń. Widać było, iż słowa przychodzą mi z trudem.

No proszę… a ja jeszcze miałem do ciebie pretensje. Wybacz mi, Sabinko. Nie wiedziałem… Życie przeżyte, a człowiek o tym, co najważniejsze, choćby nie pomyślał. Jaki ja byłem głupi, co?

Sabina ukradkiem starła łzę z policzka i pochyliła się nade mną.

Wojtek, nie przejmuj się…

Zawahała się sekundę, spojrzała mi głęboko w oczy, położyła głowę na mojej nieruchomej piersi, delikatnie gładząc sztywniejącą dłoń.

Wszystko BYŁO dobrze, Wojtku, naprawdę było dobrze…

Dziś już wiem. Najważniejsze to mieć u boku kogoś, kto zawsze powie: Wszystko będzie dobrze i po prostu w to wierzyć.

Idź do oryginalnego materiału