Problem handlowców
Sezon truskawkowy trwa w najlepsze. Na ulicach Kutna nietrudno spotkać sprzedawców oferujących świeże owoce, a mieszkańcy chętnie zatrzymują się przy stoiskach, by kupić kilka kilogramów sezonowych przysmaków. Dla wielu osób handel pod chmurką może wydawać się przyjemnym zajęciem – kontakt z ludźmi, świeże powietrze i możliwość pracy na własny rachunek. Rzeczywistość wygląda jednak nieco inaczej.
O kulisach ulicznego handlu opowiedziała nam jedna ze sprzedawczyń, pani Marysia. Jak podkreśla, wielu handlujących funkcjonuje dziś w poczuciu niepewności.
– W większości miejsc handlowcy stoją nielegalnie. I nie wynika to ze złej woli, tylko z braku innych możliwości – mówi.
Jak wspomina, jeszcze kilka lat temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Miasto wyznaczało miejsca do handlu, które można było legalnie wynająć za niewielką opłatą.
– To były groszowe koszty. My mieliśmy pozwolenie, a miasto dodatkowy dochód. Problem pojawił się wtedy, gdy część osób zaczęła oczekiwać, iż miasto zapewni wiaty, toalety i inne udogodnienia. Handel uliczny zawsze wiąże się jednak z pewnymi niedogodnościami. Ostatecznie miasto z tego rozwiązania zrezygnowało – opowiada pani Marysia.
https://kutno.net.pl/wydarzenia/zarzadzanie-kryzysowe-oglasza-alert-dla-woj-lodzkiego-zacznie-sie-w-nocy/k3phxOXFVBSvImAJDmuGPrzez lata jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc handlu był słynny murek na Placu Wolności. Po przebudowie centrum miasta zniknął jednak zarówno murek, jak i sprzedawcy, którzy regularnie prowadzili tam swoją działalność.
Teoretycznie istnieją miejsca, gdzie handel można prowadzić legalnie. W praktyce nie zawsze jest to takie proste.
– Próbujemy stanąć przy Biedronkach, ale nie dostaliśmy zgody od regionalnej kierowniczki. Oczywiście pracownicy sklepu są dla nas wyrozumiali i zwykle nie reagują, ale zawsze pozostaje obawa, iż któregoś dnia ktoś podejdzie do sprawy inaczej – tłumaczy kobieta.
Jak dodaje, również Straż Miejska zwykle nie interweniuje, dopóki nie otrzyma zgłoszenia od mieszkańców lub właściciela terenu.
Alternatywą są prywatne grunty, między innymi należące do Spółdzielni Mieszkaniowej „Pionier”.
– Można wynająć miejsce między innymi przy ulicach Zamoyskiego, Jagiełły czy Skłodowskiej. Problem w tym, iż często obok siebie stoi tam po kilku sprzedawców i konkurencja jest bardzo duża – mówi.
Zdaniem pani Marysi dobrym przykładem jest Gostynin, gdzie funkcjonuje prosty system opłat za handel.
– Tam płacą kilkanaście złotych za miejsce. Miasto ma dodatkowe wpływy, a kupcy święty spokój. Tak powinno być również u nas. Ale najwyraźniej miasto ma za dużo pieniędzy – kwituje z przekąsem.
O stanowisko w tej sprawie zapytaliśmy Urząd Miasta Kutno.
– W Kutnie obowiązują przepisy dotyczące handlu na terenach miejskich. Uchwała z 2021 roku jasno wskazuje trzy miejsca przeznaczone do handlu dla mieszkańców - informuje Kamil Klimaszewski z biura prasowego Urzędu Miasta Kutno.
Miasto umożliwia handel na ulicy Narutowicza 52 (giełda samochodowa), ulicy Bałtyckiej oraz ulicy Cmentarnej, gdzie dozwolony jest handel wyłącznie kwiatami i zniczami.
Dodatkowo handel możliwy jest podczas wydarzeń organizowanych przez miasto, takich jak Święto Róży. Wtedy do dyspozycji kupców pozostaje zarówno ulica Królewska, jak i Plac Wolności oraz Plac Piłsudskiego.
Produkty rolne można sprzedawać również na terenie przy ulicy Narutowicza 35 we wtorki, piątki i soboty.
- Każdy inny przypadek handlu jest traktowany jako wykroczenie. Strażnicy miejscy nie ingerują jednak w handel na prywatnych terenach np. zasobach Spółdzielni Mieszkaniowej "Pionier" lub na parkingach sklepów wielkopowierzchniowych – informuje nas Kamil Klimaszewski.
Sprawa pokazuje, iż choć mieszkańcy chętnie kupują sezonowe owoce od lokalnych sprzedawców, sami handlujący od lat funkcjonują w szarej strefie pomiędzy potrzebami mieszkańców a obowiązującymi przepisami. Wielu z nich liczy, iż w przyszłości uda się wypracować rozwiązanie, które pozwoliłoby prowadzić handel legalnie, bez obaw o kontrole i zgłoszenia.












