Trump koloruje świat – Europa patrzy w buty, a Nobel czeka…

tygodnikprogram.com 2 godzin temu

Donald Trump opublikował mapę świata w amerykańskich barwach. Na czerwono-biało-niebiesko „przemalował” Kanadę i Grenlandię, a pod zdjęciem wbił własną flagę na wyspie. To nie mem, nie Photoshop fana czy wytwór AI, nie żart – to polityka XXI wieku, gdzie obraz zastępuje traktat, a Twitter staje się frontem imperializmu.

Grenlandia. Lód, cisza, surowce, radary. Idealna nieruchomość. Trump w 2019 roku nie „zażartował”. On złożył ofertę mentalną — sprawdził, czy XXI wiek jeszcze pamięta, iż nie wszystko jest do kupienia. Odpowiedź świata była rozczarowująco cicha. Nie był pierwszy. Ameryka patrzy na Grenlandię od półtora wieku. W 1867 roku, zaraz po zakupie Alaski, administracja Andrew Johnsona już liczyła arktyczne kilometry. W 1946 roku Harry Truman rzucił na stół sto milionów dolarów w złocie. Dania powiedziała „nie”. Ameryka wzruszyła ramionami i… została tam z bazą wojskową, z kontrolą nieba, z wpływem większym niż papierowe granice.

Kiedy na portalu społecznościowym Trumpa pojawił się obraz mapy przedstawiającej Kanadę, Grenlandię i Wenezuelę jako terytoria USA, internet zawrzał. Trump nie oferuje pieniędzy – on koloruje mapę, jakby to miało znaczenie. Jak mówi sam prezydent: „Jeśli mogę sobie wyobrazić, iż to moje, to już jest moje”.
A Europa? No cóż… patrzy i milczy. Bierność jest aż namacalna: zamiast jasnego „stop”, pojawiają się dyplomatyczne formułki o „zaniepokojeniu” i „konsultacjach”. Brak stanowczej reakcji, brak wspólnego frontu – i już widać, iż ktoś testuje granice tego, ile można jawnie mówić o cudzym terytorium, zanim ktoś wreszcie krzyknie „dość”. Jak trafnie komentuje jeden z dyplomatów: „To nie dyplomacja, to lekcja ignorancji wobec prowokacji”.

Trump nie potrzebuje wojska, by pokazać siłę. On potrzebuje obrazu, który mówi więcej niż tysiąc słów dyplomacji. Mapa w barwach amerykańskich – wprost – to jak podniesienie sztandaru w cudzym ogrodzie. Europa patrzy i kiwa głową, udając, iż to tylko „kontrowersyjny post w mediach społecznościowych”.
A w tle tego wszystkiego aspiracja do Pokojowej Nagrody Nobla. Trump wielokrotnie wspominał, iż zasługuje na nią za swoje „dokonania w polityce międzynarodowej”, choć jego działania – od Grenlandii po Wenezuelę – dalekie są od klasycznej definicji pokoju. Można by sparafrazować: kolorowanie cudzych terytoriów w barwy USA to nowa forma dyplomacji pokojowej? Felietonista nie mógłby wymyślić lepszego ironicznego kontrastu: obrazki imperium kontra Nobel.
Grenlandia nie jest na sprzedaż. Nigdy nie była. Ale Trump pokazuje coś więcej niż chęć kupna terytorium: pokazuje, jak łatwo można testować granice tego, co wolno powiedzieć, a czego nie wolno zrobić.

Mapa Trumpa to nie mem – to lustro zachodniego tchórzostwa. jeżeli świat dalej będzie wzruszać ramionami, jutro ktoś pokoloruje Europę w barwy USA, a my będziemy patrzeć jak na mem. Czerwono-biało-niebieska Grenlandia może nie jest amerykańska, ale Europa okryła się wstydem. I jeżeli nie powie dziś „dość!”, jutro nie będzie miała prawa do oburzenia.

Antoni B

Idź do oryginalnego materiału