"Ulica japońskiej wiśni,
Niech ci się przyśni co jakiś czas. "
"The street of Japanese cherry blossoms,
May you dream of it from time to time. "
Kolejny dzień w Tokio rozpoczęliśmy od krótkiego spaceru po założonym w 1873 roku Parku Ueno. Ze względu na sporą ilość atrakcji, które znajdują się na jego terenie odwiedza go ponad dziesięć milionów turystów rocznie. Na obszarze parku Ueno odkryjecie liczne muzea w tym Muzeum Narodowe , sale koncertową, bibliotekę, liczne pomniki oraz ZOO ( do którego też wybraliśmy się innego dnia, aby móc na żywo zobaczyć pandę wielką).
Następnie, ze względu na Kubę, który dzień wcześniej nie miał okazji tam być, udaliśmy się do kulinarnej dzielnicy Kappabashi, o której pisałam Wam w poprzednim poście. W drodze do niej natknęliśmy się na urokliwy uliczny marker oferujący najróżniejsze rzeczy od artykułów spożywczych po kosmetyki. Po drodze natknęliśmy się także na kilka całkiem interesujących budynków architektonicznych. W Kappabashi tym razem udało mi się zrobić zdjęcie charakterystycznej głowy kucharza znajdującej się na budynku Nimii oraz niezwykle ciekawych balkonów w kształcie filiżanek do kawy.
Póżniej przespacerowaliśmy się po najsłynniejszej ulicy handlowej w dzielnicy Asakusa- Nakamise. Ma ona długość 250 metrów i prowadzi do przepięknej świątyni Senso-Ji. Po jej obu stronach znajdziecie mnóstwo sklepików oraz straganów oferujących tradycyjne produkty japońskiej. My kupiliśmy tam ciastka oraz kosmetyki dla siebie i najbliższych a także spróbowaliśmy pysznego street foodu. Ulica ta kończy się charakterystyczną czerwoną bramą świątynią. Po jej przekroczeniu trafiamy do najstarszej buddyjskiej świątyni w Toki, czyli Senso-Ji, którą co roku odwiedza ponad trzydzieści milionów osób. Jest ona poświęcona bogini miłosierdzia, współczucia oraz życzliwości Kannon, która dodaje także sił tym, którzy je utracili. Zdecydowanie jest to jedno z tych miejsc, które podczas podróży po Tokio warto zobaczyć. Pod koniec dnia udaliśmy się do TeamLab Planet ( bilety warto kupić wcześniej, my na miejscu mieliśmy problem z wyborem dostępnych dni oraz godzin, ale na szczęście udało nam się zdobyć jakieś ostatnie bilety na ten dzień). O tym niezwykłym i unikatowym miejscu opowiem Wam w kolejnym poście z serii o Japonii. Tymczasem powoli pakuję plecak bo jutro lecimy do europejskiego kraju, w którym żadne z nas nie było nigdy wcześnej.
***
We began our next day in Tokyo with a short stroll through Ueno Park, which was established in 1873. Thanks to the large number of attractions within its grounds, it attracts over ten million visitors a year. Within Ueno Park, you’ll find numerous museums, including the National Museum, a concert hall, a library, numerous monuments and the zoo (which we also visited on another day to see a giant panda ).
Next, as Kuba hadn’t had the chance to visit the day before, we headed to the culinary district of Kappabashi, which I mentioned in my previous post. On the way there, we came across a charming street stall selling all sorts of things, from groceries to cosmetics. Along the way, we also came across a few rather interesting architectural buildings. In Kappabashi this time, I managed to take a photo of the distinctive chef’s head on the Nimia building and some extremely interesting balconies shaped like coffee cups.
Later, we took a stroll along Nakamise, the most famous shopping street in the Asakusa district. It is 250 metres long and leads to the beautiful Senso-ji Temple. On both sides of the street, you’ll find plenty of little shops and stalls selling traditional Japanese goods. We bought some biscuits and cosmetics for ourselves and our loved ones, and also tried some delicious street food. The street ends with the temple’s distinctive red gate. Upon passing through it, we find ourselves at Senso-Ji, the oldest Buddhist temple in Tokyo, which is visited by over thirty million people every year. It is dedicated to Kannon, the goddess of mercy, compassion and kindness, who also gives strength to those who have lost it. It is definitely one of those places worth seeing when travelling around Tokyo. At the end of the day, we headed to TeamLab Planet (It’s worth buying tickets in advance; when we got there, we had trouble choosing from the available dates and times, but luckily we managed to snap up the last few tickets for that day). I’ll tell you all about this extraordinary and unique place in the next post in my series on Japan. In the meantime, I’m slowly packing my rucksack because tomorrow we’re flying to a European country that neither of us has ever been to before.




