Tradycyjny rodzinny przepis babci

twojacena.pl 6 godzin temu

**Rodzinny przepis**

Naprawdę zamierza wyjść za mężczyznę, którego poznała w internecie? Krystyna Stanisławowa przyglądała się przyszłej synowej z wyraźnym sceptycyzmem, jakby ta próbowała przuprzemycić podwórze podrobione banknoty. Jej ciężkie, oceniające spojrzenie przesunęło się po skromnej fryzurze Anny i jej prostym sukienki. Przecież choćby nie znacie się dobrze!

Anna poczuła, jak po plecach przechodzą jej ciarki. Siedziały w kuchni w bloku z wielkiej płyty, gdzie dorastał Marek. Kuchnia była mała, ale przytulna i lśniąca czystością. Pachniało wanilią i starym parkietem.

Mamo, daj spokój wtrącił się syn, obejmując Annę za ramiona. Nie poznaliśmy się w internecie, ale w klubie książki. Tylko najpierw rozmawialiśmy online. Pół roku! A Anna jest wspaniała!

Poznali się tak: Anna prowadziła małego bloga o zapomnianych książkach. Marek, programista z cichą pasją do klasyki, natknął się na jej wpis o Zbrodni i karze. Ich dyskusja przerodziła się w prywatne wiadomości, a potem w długie rozmowy telefoniczne. Okazało się, iż śmieją się z tych samych żartów, cenią te same rzeczy ciszę, szczerość, zapach zakurzonych stron. Pierwsze spotkanie pod pomnikiem Mickiewicza nie było randką, ale przedłużeniem rozmowy. Z Anną czuł się niespodziewanie swobodnie, jak w domu. Ona zaś dostrzegła w nim nieśmiałego człowieka z głębokim wnętrzem.

Wspaniała prychnęła Krystyna Stanisławowa, celowo głośno stukając łyżeczką o porcelanową filiżankę. A to, iż z innego miasta, bez pracy tutaj, i w ogóle kto ją tam wie, co ma w głowie Syna wychowałam, wykształciłam, a tu przychodzi jakaś

Anna zaciśnęła zęby, ale milczała.

Już zrozumiała: teściowa widzi w niej nie człowieka, ale abstrakcyjne zagrożenie obcą dziewczynę, która chce odebrać jej syna. Krystyna Stanisławowa była kobietą, której życie składało się z sztywnych zasad i walki ze słabościami. Po śmierci męża pięć lat temu jeszcze mocniej skupiła się na opiece nad jedynakiem.

Pierwsze próby zbliżenia się do teściowej spełzły na niczym.

Gdy Anna, starając się jak mogła, upiekła szarlotkę z cynamonem i anyżem jak u swojej babci, Krystyna Stanisławowa, odłamawszy malutki kawałek, mruknęła:

Za słodkie. U nas się tak nie robi.

Kiedy Anna zaproponowała pomoc w sprzątaniu, usłyszała suche:

Nie trzeba, sama wiem, gdzie co leży. Potem pół roku szukać będę.

Pozostałszy sam na sam z Anną w swoim pokoju, wypełnionym modelami statków i książkami o fizyce, Marek tylko rozłożył ręce:

Nie bierz tego do siebie. Mama taka już jest. Kochająca, ale kolczasta jak jez.

Staram się odrzekła cicho Anna, patrząc przez okno na identyczne baniaki. Tylko mieszkać w stanie zimnej wojny to ciężko, a wyprowadzić się od nie rychło się uda.

Ale Anna się nie poddawała. Wierzyła, iż do każdej twarzy istnieje tajne przejście.

Pewnego sobotniego ranka Krystyna Stanisławowa, ścierając półki, wyjęła stary album i zaczęła go przeglądać. Anna poprosiła o pozwolenie i usiadła obok. Zauważyła, jak teściowa zatrzymuje wzrok na pożółkłym zdjęciu, na którym ona sama, młoda i uśmiechnięta, stała obok wysokiego, ciemnowłosego mężczyzny.

Kto to? ostrożnie zapytała Anna.

Krystyna Stanisławowa drgnęła, jakby przyłapana na czymś zakazany.

Mój brat, Wojciech westchnęła, a w jej głosie po raz pierwszy zabrzmiała nie kolczastość, ale zmęczony smutek. Pokłóciliśmy się Dwadzieścia lat temu, jeżeli nie więcej.

O co? zaryzykowała Anna, bojąc się spłoszyć chwilę szczerości.

O głupoty. Działkę po rodzicach dzieliliśmy. Oboje uparci jak osły. On powiedział mi coś przykrego, ja jemu i tyle. Mieszkamy w jednym mieście, a jakby w innych światach.

Anna milczała, ale w głowie już rodziła się myśl. Przypomniała sobie, jak Marek wspomniał kiedyś, iż mama stała się jeszcze bardziej zamknięta po tej kłótni.

Tydzień później, spotkawszy w klatce gadatliwą sąsiadkę, ciocię Irenę, Anna przypadkiem zagadnęła ją o rodzinę męża.

Ach, Krysia i jej brat! zawołała sąsiadka. Nieraz nierozwiązywalne byli! Wojciech Stanisław, mieszka w tym nowym osiedlu. W zeszłym roku ciężko chorował, operację serca przeszedł. Dzieci w Krakowie, sam jeden, biedaczek.

Wieczorem, gdy Marek czytał, a Krystyna Stanisławowa robiła na drutach skrzypce, Anna zaczęła ostrożnie:

Krystynie Stanisławnie, wie pani, iż brat w zeszłym roku miał operację serca?

Druty w rękach teściowej znieruchły. Zbladła:

Co?! Skąd wiesz?

Mówiła mi ciocia Irena dziś. Mówi, iż teraz sam, dzieci wyjechały, pomocy potrzebował, a nikt nie pomógł

Krystyna Stanisławowa nic nie odpowiedziała. W milcu wyszła do swojego pokoju. Anna słyszała, jak chodzi za ściąg. Cały wieczór minął w ciężkiej ciszy.

Niedzielnego ranka teściowa, zwykle nie śpiesząca się z wstawania, była już na nogach.

Do koleżanki skoczę burknęła, zakładając najlepsze palto.

Wróciła pod wieczór. Oczy miała czerwone od płaczu, ale nie

Idź do oryginalnego materiału