świt podświetla, kłos w kolorze
złotem błyska. Kropla rosy
słońca promień w sobie mnoży.
Choć purpurą jeszcze skrzy się,
już jest jaśniej. To, co dzisiaj
dzień przyniesie, niech się spełni.
Optymista, jestem dzielny.
Wnet muczenie krów w oborze,
w takt beczenie kóz i losze
kwiki świń, i pisk kurczaków…
Świt to życie! Nie ma strachu,
kiedy ciemność nocy znika
i żywizna już przywykła –
w szparach desek jasność błyśnie,
to czas karmy, a sen czmychnie.
W wiejskim życiu chłoń przyrodę,
gdy gorąco, to ochłodę
znajdziesz w zimnym nurcie strużki.
Ach, natura! Polne dróżki
bosą stopą choćby ślepi
mogą wyczuć. Pył oblepi,
ciepło ziemi ukojenie
wnet przyniesie. Raj nie w niebie,
lecz w naturze oczekuje.
Smutki precz więc! Żyję, czuję,
letni zapach nozdrza pieści,
brzęczy pszczoła, klekot gęsi
wigor wzmaga, krew pobudza.
Do roboty! W len obłóczon,
kosę ostrzyć! Zboże czeka!
Czas, dopóki nie wylega.
Twarz obmyta, koniec zwłoki,
lecz… nie słyszę. Gdzież pomruki
świnek i krówek w oborze?
Tak w przyrodzie być nie może!
… Wokół farmy i kombajny
dawną wiejskość już wyparły.
Kosy nie żną. Szczęściem słońca
wciąż nie braknie. Nie zna końca.
Statystyki: autor: Hardy — 28 lip 2026, 08:45










