Jaki przeterminowany rachunek?! Coś się państwu pomyliło, my żadnych kredytów nie mamy Tak, Zajkowscy, tak, nasz adres, ale… Ile?! To niemożliwe. Na kogo był zaciągnięty ten kredyt? zdziwiła się Michalina.
Na nazwisko Tomasz Janusz Zajkowski odpowiedział urzędnik.
To mój mąż, ale jak to możliwe? I po co?! kobieta zupełnie nie wiedziała, o co chodzi.
Przykro mi, proszę pani ton rozmówcy złagodniał przepisy są jasne dla wszystkich: termin minął, dzisiaj to tylko przypomnienie. Następnym razem będą inne konsekwencje.
Michalina nie pamiętała, jak przeszła do salonu, ani kiedy usiadła przy komputerze; to chyba szok sprawił, iż działała jak automat. Musiała sama sprawdzić, o co chodzi z tym długiem.
Nigdy nie widziała, by mąż miał kartę kredytową. Czyli te pieniądze nie były wydane na rodzinę. Co tu się dzieje? Cały dzień nie mogła skupić się na pracy, myśli wciąż powracały do tej dziwnej rozmowy. Nie mogła doczekać się powrotu Tomasza z pracy.
Dla kogo były te pieniądze? Kto cię prosił o kredyt?!
No i zadzwonili w końcu… mruknął Tomasz z niezadowoleniem. Kiedy zrozumiał, iż się wygadał, odwrócił się do żony z wyrzutem: Na co tak patrzysz? Mamie, dla mamy! Samotna jest, prosiła, żeby jej pomóc…
I na co jej taka suma, skoro my, dwoje pracujących, tyle nie wydajemy?
Na wakacje, jasne?
Gdzie się wybiera? Do Dubaju, na Seszele?
Moja matka mnie sama wychowała, należy jej się. Po Tobie się nie spodziewałem takiego podejścia…
Tomasz z trzaskiem zamknął drzwi pokoju i usiadł ostentacyjnie w fotelu tyłem do Michaliny. Zawsze robił tak, żeby wywołać na niej presję. Ale tym razem teatrzyk urażonego dziecka nie podziałał.
Michalina w ogóle nie zaczęła rozmowy na nowo. Teściowej w ich małżeństwie było, jak się mówi, za dużo od samego początku. Stefania Zajkowska potrafiła wymagać i narzucać swoje zdanie. Gdy tylko Michalina pojawiła się w życiu Tomasza, matka podziwiała kolczyki młodej dziewczyny, pytając głośno, czy to prawdziwe kamienie, czy tylko taniusieńka biżuteria.
Gdy dowiedziała się, iż Michalina nie nosi podróbek, od razu zaczęła narzekać:
I po co tyle pieniędzy wydawać? Lepiej byście do domu coś kupili…
To był prezent odpowiedziała urażona Michalina.
A, no to rozumiem Stefania natychmiast spokorniała.
Tydzień później Tomasz poprosił Michalinę, by nie zakładała już tych kolczyków, gdy idą do mamy. Rzekomo teściowa strasznie się martwi, iż sama takich nie ma, a syn nie może jej nic podobnego kupić.
Jeszcze wtedy Michalina poczuła, iż coś z tą kobietą jest nie tak. Ale zakochana dziewczyna przymknęła na to oko. Potem był ślub Stefania błyszczała w nowej sukni oraz z drogim zegarkiem. Dopiero miesiąc po weselu Michalina dowiedziała się przypadkiem, iż wszystko, choćby prezent od teściowej, zostało kupione przez Tomasza. W przeciwnym razie nie przyszłaby na własny syna ślub.
Później było tylko gorzej: mama domagała się nowego telewizora, jak koleżanka, profesjonalnej suszarki, jak siostra, czy pokrycia rachunku za zabiegi kosmetyczne koniecznie i natychmiast. Gdy coś nie szło po jej myśli, zaczynała płakać i żalić się na zdrowie. Tomasz nie mógł znieść matczynych łez i spełniał wszystkie jej zachcianki.
Przecież to mama Jak mogę odmówić!
Tymczasem w nowej rodzinie wiecznie brakowało pieniędzy. Michalina nie rozumiała, skąd się to bierze: pracują oboje, zarabiają dobrze, a na podstawowe rzeczy nie starcza. Tomasz tylko wzdychał:
Chyba, kochanie, nie umiesz jeszcze gospodarować budżetem. Mogłabyś się od mojej mamy uczyć…
Ale Michalina nie zamierzała pobierać lekcji zaradności od Stefanii. Wyrosła w takim otoczeniu, iż podobne mamusie omijała szerokim łukiem.
Aż w końcu przyszedł dzień, gdy mama zażądała opłacenia zagranicznych wakacji. Kwota zaciągniętego dla niej kredytu przeraziła Michalinę. Za te pieniądze można byłoby nie tylko spłacić kilka rat kredytu hipotecznego, ale i umeblować mieszkanie, kupić sprzęt AGD i urządzić parapetówkę w stylowej restauracji.
Wyglądało na to, iż Tomasz nie zamierza tego zmieniać: mama zawsze najważniejsza. Michalina pogodziłaby się choćby z tym to w końcu matka gdyby chociaż z nią o tym porozmawiał. A jeżeli stałoby się coś złego? Na jej barkach pozostałby dług. Stefania, jak zawsze, umyłaby ręce.
Najwyższy czas poważnie porozmawiać z mężem postanowiła Michalina. Trzeba wybrać, kto jest ważniejszy. Albo przynajmniej niech powie matce, iż nie może spełniać każdej zachcianki. Ale rozmowy nie było Tomasz eksplodował furią, zarzucając żonie oziębłość i wyrachowanie.
Spłacę wszystko, przestań marudzić! Mama nie pojedzie do taniego sanatorium, ona potrzebuje pierwszej klasy! Należy jej się! Dała mi życie, wszystko poświęciła! Nie zapewnię jej dobrych wakacji?
Nie stać nas na jej fanaberie. Czy nie czas jej to uświadomić?
Lepiej ja tobie wytłumaczę: mama jest świętością!
Michalina zrozumiała: Tomasz nie zamierza niczego zmieniać. Wiedziała też, iż Stefania zawsze rywalizowała z nią o syna. Dzwoniła codziennie, błagała, żeby przyjechał, iż tęskni, i Tomasz rzucał wszystko, jechał na drugi koniec Warszawy, bo przecież mama czeka!
Po kolejnej awanturze spali osobno, nie odzywali się do siebie, a następnego dnia Michalina w pracy zaczęła się źle czuć.
Zaniepokojone jej wyglądem koleżanki wymusiły wizytę u lekarza. Tam dowiedziała się, iż zostanie mamą. I jak tu nie podzielić się taką wiadomością z przyszłym ojcem? Miała nadzieję, iż to pomoże mu przeorganizować priorytety i domowy budżet.
Radość była jednak przedwczesna. Tomasz jęknął, iż nie spodziewał się takiego obrotu spraw, prosił, by z ciążą się wstrzymać, a choćby nalegał na aborcję. niedługo zadzwoniła teściowa. W przeciwieństwie do syna nie prosiła, ale żądała:
Nie życzę sobie być babką! To twój wymysł? Dzieckiem chcesz przywiązać Tomasza? Naiwna, on i tak odejdzie, nie zatrzymasz go…
Ale przecież
Znam syna, wiem, iż już rozgląda się za inną. Zrób, jak mówi, bo alimentów i tak nie dostaniesz!
Michalina poczuła, iż zemdleje. Ocknęła się dopiero w szpitalu.
Michalinka, nareszcie się ocknęłaś usłyszała znajomy głos. Obok łóżka siedziała pielęgniarka, sąsiadka teściowej.
Pani Anno, nie wiedziałam, iż tu pani pracuje
I lepiej, żeby nie musieć się spotykać mruknęła kobieta. Już się baliśmy ty, czy dzieciątko, musielibyśmy wybierać…
Co?!
Spokojnie, wszystko w porządku. Powiedz lepiej, co się naprawdę stało?
Gdy Michalina opowiedziała historię, kobieta spoważniała. Potem poradziła jej:
Zostaw ich w cholerę. Tomasza nie zmienisz, a jego matka zawsze będzie zatruwać życie. Uważa, iż syn jej wszystko zawdzięcza. Stefania zamęczyła swojego męża żądała wciąż więcej, aż wykończył się w pracy. A Tomasz jest cały w ojca matce nie potrafi się sprzeciwić.
Ale jednak się ożenił…
Sama się dziwię, jak do tego doszło. Inne dziewczyny po spotkaniu ze Stefanią brały nogi za pas. Zastanów się dobrze… A co Tomasz na wieść o ojcostwie?
Gdy Anna usłyszała odpowiedź, ciężko westchnęła. Po tych słowach Michalina poczuła jasność myśli. Da radę sama. Tomasz już dokonał wyboru. choćby tego nie zauważył.
Pozew o rozwód złożyła zaraz po powrocie do pracy. Tomasz nie próbował walczyć o związek. A o dziecku nie dowiedział się nigdy.
…Minął rok od odzyskania wolności. Michalina spacerowała z córką po parku tuż przy bloku.
No proszę, nie spodziewałam się takiego spotkania usłyszała za sobą ten charakterystyczny głos. Dlaczego nie pozwalasz mi widywać wnuczki?
Bo to nie pańska wnuczka odpowiedziała spokojnie Michalina. Tamto dziecko Tak jak pani i Tomasz radziliście, nie przyszło na świat. A to moja i tylko moja córeczka. I babcię już ma.
Co ty…
Mam prawo. Potrzebny pani tytuł babci? To proszę proszę poszukać synowi kogoś odpowiedniego.
Uśmiechnęła się szeroko i odeszła, nie słuchając obelg. Wiedziała, iż na zawsze zostawiła za sobą i uzależnionego od matki mężczyznę, i teściową, której nigdy nie było dość. Decyzja była jak najbardziej słuszna.












