To przecież mama
Jaki zaległy przelew? Chyba się Państwo pomylili, nie mamy żadnych kredytów… Tak, Kowalczykowie, tak, nasz adres, ale… Ile? To niemożliwe. Na kogo zaciągnięty został ten kredyt? zapytała zdezorientowana Julita.
Na pana Leona Kowalczyka padła odpowiedź.
Tak, to mój mąż, ale jak, po co on to zrobił? kobieta była już zupełnie skołowana.
Współczuję głos w słuchawce złagodniał ale zasady obowiązują wszystkich: termin minął, dziś przypomnienie, a potem będą już inne środki.
Julita nie pamiętała, jak znalazła się w pokoju, patrząc w ekran komputera. Widocznie szok zrobił swoje. Wiedziała jedno najpierw sama musi odkryć, skąd wziął się ten dług.
Kredytowej karty u męża nigdy nie widziała, więc pieniądze raczej nie były przeznaczone na rodzinę. Co tu się dzieje? Z pracy tego dnia nic nie wyszło, myśli krążyły wokół dziwnej rozmowy. Kulminacja przyszła wieczorem, gdy Leon wrócił do domu:
Dla kogo te pieniądze? Kto ci kazał brać kredyt?!
Nie zdążyłem, zdążyli już zadzwonić mruknął mąż. A gdy zorientował się, iż się wygadał, od razu napadł na żonę: No czego się dziwisz? Dla mamy. Prosiła, mieszka sama…
I na co jej taka suma? My sobie radzimy o wiele mniejszym kosztem, choć oboje pracujemy!
Na wakacje, jasne?
To dokąd się wybiera? Na Malediwy czy do Dubaju?
Mama wychowywała mnie sama, jej się należy. A po tobie się nie spodziewałem takiego podejścia…
Leon wparował do innego pokoju, teatralnie rzucając się w fotel i odwracając plecami. Tak robił zawsze, gdy chciał coś wymusić na żonie ale tym razem to nie zadziałało.
Julita choćby się nie odzywała. Teściowa w jej małżeństwie zawsze miała zbyt wiele do powiedzenia. Irena Kowalczyk uwielbiała rościć sobie prawa. Zaczęło się już przy pierwszym spotkaniu z wybranką syna wystarczyło spojrzeć na kolczyki Julity, by zapytać z udawanym podziwem, czy kamienie w nich prawdziwe czy to tylko tandeta.
Na wieść, iż Julita nie nosi podróbek, natychmiast zaczęła biadolić:
Po co na takie pierdoły wydawać pieniądze? Lepiej byście coś do domu kupili…
To prezent odpowiedziała zaskoczona Julita.
A, to co innego uspokoiła się potencjalna teściowa.
Po tygodniu Leon nieśmiało poprosił, by Jadwiga nie zakładała tych kolczyków, gdy będą u mamy, bo mamie przykro, iż takich nie ma, a syna na podobne nie stać.
Już wtedy zachowanie przyszłej teściowej wydało się Julicie dziwne, ale zakochana dziewczyna skutecznie odganiła złe myśli. Potem była ślubna uroczystość Irena błyszczała w wykwintnej kreacji, z drogim prezentem w ręku. Dopiero po miesiącu Julita przypadkiem dowiedziała się, iż za wszystko zapłacił Leon, bo mama groziła, iż gdy nie będzie po jej myśli na ślubie się nie zjawi.
Potem były kolejne żądania: nowy telewizor, bo znajoma ma taki, profesjonalna suszarka do włosów, bo siostra sobie sprawiła, opłaty za fryzjera, kosmetyczkę… I wszystko natychmiast, już. Inaczej Irena zaczynała płakać, narzekać na zdrowie, aż syn nie wytrzymywał, rzucał wszystko i spełniał żądania.
Bo to mama… Przecież nie można!
Ale on miał teraz przecież rodzinę, a pieniędzy nagminnie brakowało. Julita nie rozumiała: jak to możliwe, iż choć oboje pracują i zarabiają przyzwoicie, ciągle ledwo wiążą koniec z końcem? Leon tylko wzdychał:
Julitko, po prostu nie potrafisz prowadzić domowego budżetu. Powinnaś się uczyć od mojej mamy…
Ale Julita nie zamierzała brać lekcji od teściowej. Już po pierwszych spotkaniach wiedziała, iż Irena jest osobą, od której lepiej trzymać się na dystans.
Aż przyszedł moment przełomowy: mama zażądała sfinansowania zagranicznych wakacji. Suma kredytu, który Leon wziął dla niej, przeraziła żonę. Za te pieniądze mogliby spłacić kilka rat kredytu hipotecznego, kupić nowe meble lub sprzęt AGD, a resztę przeznaczyć na rodzinne przyjęcie w najlepszej restauracji w Poznaniu.
Wyglądało na to, iż Leon nie zamierza nic zmieniać: mama zawsze na pierwszym miejscu. I Julita byłaby to jeszcze w stanie zrozumieć w końcu to matka. Jednak fakt, iż nie powiedział jej ani słowa o kredycie… Gdyby coś się stało, dług zostałby na niej! A Irena jak zwykle byłaby poza podejrzeniem.
Najwyższy czas porozmawiać poważnie z mężem. Należało wyjaśnić, na kim mają się skupiać. Jednak rozmowy nie było: Leon uniósł się gniewem, zarzucając Julicie brak serca i materializm:
Spłaciłem dług, zapłacę wszystko, a ty tylko narzekasz! Mama nie będzie się tułać po podrzędnych sanatoriach. Zasłużyła na najlepsze dała mi życie, poświęciła wszystko dla mnie! A ja nie mogę jej odwdzięczyć się porządnym wypoczynkiem?
Ale to ponad nasze możliwości, może powinieneś jej to wytłumaczyć?
Lepiej ja ci coś wytłumaczę: mama to świętość…
Julita zrozumiała: Leon nie zamierza nic zmieniać. Wiedziała też dobrze, iż Irena jest nadmiernie zaborcza wobec syna każdego dnia dzwoniła, popłakiwała, iż tęskni, prosiła, by przyjechał. I jak tylko poprosiła, jej syn natychmiast biegł na drugi koniec miasta do mamy.
Po kolejnej rodzinnej kłótni Kowalczykowie poszli do pracy bez pogodzenia się. W okolicach południa Julita poczuła się bardzo źle.
Zaniepokojone koleżanki przekonały ją, by pojechała do lekarza. Tam dowiedziała się, iż spodziewa się dziecka. Jak tu nie podzielić się taką nowiną z przyszłym ojcem? Julita miała nadzieję, iż to dobry pretekst, by przewartościować rodzinny budżet.
Ale jej euforia okazała się przedwczesna. Leon zaczął narzekać, iż nie planował dziecka, prosił żonę o czas do namysłu, a wręcz namawiał do przerwania ciąży. Zaraz po nim zadzwoniła teściowa. Ale ona nie prosiła ona żądała:
Nie będę żadną babcią! Co sobie wymyśliłaś? Chcesz go uwiązać dzieckiem? Nic z tego, i tak Leon odejdzie, nie zatrzymasz go…
Dokąd odejdzie? Skąd pani to wie?
Daj spokój, jestem matką, znam syna. Już dawno szuka, gdzie by się wyrwać z taką jak ty. Zrób jak mówi, bo alimentów i tak nie zobaczysz.
Julita poczuła, jak robi jej się ciemno przed oczami. Ocknęła się już w szpitalu.
No nareszcie, Julitko usłyszała znajomy głos. Po chwili zorientowała się, iż obok siedzi pielęgniarka, sąsiadka teściowej.
Pani Anno… Nie wiedziałam, iż tu pani pracuje…
I dobrze by było, żebyś nie musiała się o tym dowiadywać uśmiechnęła się pielęgniarka Myśleliśmy, iż będziecie wybierać, ty albo dziecko.
Co?!
Spokojnie, wszystko dobrze. Ale powiedz mi, co się takiego stało, iż cię aż tak trafiło?
Kiedy Julita opowiedziała, kobieta zmarszczyła brwi, po czym poradziła:
Dziewczyno, uciekaj od tej rodziny, Leona nie zmienisz, a jego mamusia zawsze będzie gnębić każdą kobietę przy jego boku. On jej nigdy nie odmówi. Irena wykończyła swojego męża żądała, wymuszała, aż facet się spalił. A Leon to wykapany tata, nie sprzeciwi się matce.
Ale przecież się ożenił…
Sama się dziwię, jak do tego doszło. Wiesz ile dziewczyn uciekło po pierwszej wizycie u Ireny? Decyduj sama. A co Leon myśli o ojcostwie?
Kiedy usłyszała odpowiedź Julity, sąsiadka tylko mruknęła coś niezbyt pochlebnego pod adresem maminsynka. I jakby jej słowa były magicznym zaklęciem, po nich Julita podjęła decyzję: poradzi sobie. A Leon sam już wybrał choćby nieświadomie.
Równo po powrocie do pracy złożyła papiery rozwodowe. Leon nie protestował. O dziecku żonie już nie powiedziała ani słowa.
…Minął rok od kiedy Julita odzyskała wolność. Spokojnie spacerowała po parku w Gnieźnie ze swoją córką.
No proszę, kogo widzę usłyszała nagle dobrze znany głos Dlaczego nie pozwalasz mi zobaczyć wnuczki?
Bo to nie jest pani wnuczka odpowiedziała spokojnie Julita. Tamto dziecko… Jak radziła pani i Leon, nie przyszło na świat. A to moja córka, tylko moja. I tak, babcia już jest i wystarczy.
Jak możesz…
Owszem, mogę. jeżeli pani tak potrzebuje tytułu babci, niech pani poszuka odpowiedniej partnerki dla syna.
Julita odeszła z uśmiechem, nie zważając na obelgi rzucane za nią. Wiedziała, iż uratowała siebie i córkę przed życiem w cieniu osoby, dla której miara nigdy nie istniała. I miała pewność, iż podjęła słuszną decyzję.








