To pierwsza taka sytuacja od 1886 roku. "Niezwykła anomalia" nad Bałtykiem

gazeta.pl 1 godzina temu
Podczas gdy jedni podziwiają zamarznięte wody Bałtyku, inni zwracają uwagę na ich poziom. Okazuje się bowiem, iż jest rekordowo niski. To pierwszy raz od 140 lat, kiedy doszło do podobnej sytuacji.
Bałtyk kojarzy się przede wszystkim z wakacyjnym wypoczynkiem, podczas którego turyści relaksują się na plaży, opalają się lub kąpią w słonej wodzie. Mimo to chętnych na nadmorski urlop nie brakuje także zimą, kiedy to spacery po wybrzeżu wyjątkowo dobrze wpływają na zdrowie, o czym pisaliśmy tutaj. Niektórzy wybierają się na poszukiwania bursztynów, których w tym okresie nie brakuje, inni podziwiają torosy w Mikoszewie oraz przede wszystkim doceniają brak tłumów. Warto jednak zdawać sobie sprawę, iż w tej chwili nad Bałtykiem dzieje się coś zaskakującego. To właśnie z tego powodu w tej chwili tak spektakularnie zamarzł.

REKLAMA







Zobacz wideo W Bałtyku zauważono delfina. Płynął równolegle z jachtem, około 9 kilometrów od Gdyni



"Bezprecedensowy spadek" nad Bałtykiem. "Blisko 67 cm poniżej normy"
Instytut Oceanologii Polskiej Akademii Nauk nie ma wątpliwości: to pierwsza taka sytuacja co najmniej od 1886 roku. Pierwsze tygodnie lutego okazały się dla Morza Bałtyckiego rekordowe. Nie chodzi jednak o liczbę turystów czy interesujące atrakcje, a poziom wód. Specjaliści mówią o "bezprecedensowym spadku".
Średnie poziomy są w tej chwili blisko 67 cm poniżej normy, co jest najniższym odczytem od początku systematycznych obserwacji
- możemy przeczytać w komunikacie opublikowanym przez Instytut Oceanologii PAN. Warto zaznaczyć, iż właśnie 140 lat temu rozpoczęto kontrolowanie stanu wód w Bałtyku.



Liczby przedstawione przez instytut robią wrażenie, gdyż mowa o niemal 275 miliardach ton wody mniej.
Luźno mówiąc 'brakuje' ok. 275 km2 wody w basenie
- zaznaczono w komunikacie. Skąd taka zmiana? Wbrew pozorom wcale nie chodzi o brak opadów czy słaby dopływ rzek. Specjaliści wskazują, iż winę ponoszą długotrwałe silne wiatry wschodnie, które utrzymują się od początku stycznia. To one wypychały masy wody w kierunku Morza Północnego. Jak wyjaśniają, w takich warunkach jest ona "przetrzymywana" na południowo-wschodnim krańcu, a lokalnie się obniża. Zjawisko, kiedy wiatr powoduje miejscowe spadki poziomu wody bez ogólnej zmiany jej ilości na świecie nazywane jest "wind set-down".



To dlatego Bałtyk zamarznął. "Niezwykła anomalia"
Niski poziom wód w połączeniu z silnym mrozem sprzyjał zamarznięciu Bałtyku, dlatego możemy teraz podziwiać torosy w Mikoszewie oraz w niektórych miejscach zamarzniętą powierzchnię akwenu. W Estonii można choćby przejść z jednej wyspy na drugą. Eksperci zaznaczają, iż kiedy wiatr ustąpi, istnieje szansa, iż dojdzie do napływu zimnej, słonej i tlenowej wody z Morza Północnego. Wszystko dlatego, iż w głębokich wodach często brakuje tlenu, co ogranicza życie organizmów dennych. Zaznaczono, iż napływ wody "może odświeżyć deoksygenowane baseny, niczym głęboki oddech dla ekosystemu". Równocześnie płytkie wody mogą ograniczać planowane operacje portowe.


To niezwykła anomalia pogodowa i oceanograficzna, która jest jednocześnie przypomnieniem, jak bardzo meteorologia (wiatr, ciśnienie) wpływa na poziom wód, oraz jak ważna jest odporność infrastruktury morskiej i bezpieczeństwo związane z lodem, żeglugą oraz gospodarką
- podsumowano w komunikacie. Kiedy najchętniej jeździsz nad Bałtyk? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału