To najbardziej niezwykłe lotnisko w Europie. Lądujesz we Francji, wychodzisz w Szwajcarii

gazeta.pl 2 godzin temu
EuroAirport Bazylea-Miluza-Fryburg to jedno z najbardziej niezwykłych lotnisk w Europie. Fizycznie znajduje się we Francji, współzarządza nim Szwajcaria, a w nazwie pojawiają się aż trzy miasta.
Ten port lotniczy działa w miejscu, gdzie stykają się trzy państwa, a różne przepisy i systemy udało się połączyć w sprawny mechanizm. W jednym terminalu spotykają się odmienne języki i procedury, a mimo to wszystko funkcjonuje bez zgrzytu.

REKLAMA







Zobacz wideo Lotnisko w Katarze zachwyca. Przepych, drogie marki i... park



Gdzie jest lotnisko Bazylea-Miluza-Fryburg? Historia i pomysł, który wyprzedził swoje czasy
Idea wspólnego portu lotniczego dla regionu pojawiła się jeszcze przed II wojną światową. Szwajcaria potrzebowała dostępu do lotniska bliżej Bazylei, Francja dysponowała odpowiednim terenem w Alzacji. Ambitne plany przerwał konflikt, ale po jego zakończeniu temat gwałtownie wrócił na stół. Oficjalne otwarcie nastąpiło w maju 1946 roku, zaledwie dwa miesiące po rozpoczęciu budowy. Tempo było imponujące, zwłaszcza jak na powojenne realia.
Od początku projekt miał charakter międzynarodowy. Francja udostępniła grunt, Szwajcaria pokryła koszty inwestycji. Zarządzanie powierzono wspólnej strukturze, w której reprezentanci obu państw muszą współpracować przy każdej większej decyzji. Z czasem do nazwy dołączono także Fryburg, ponieważ niemiecka granica znajduje się zaledwie kilka kilometrów dalej. Tak powstał jeden z najciekawszych portów lotniczych na Starym Kontynencie.


W 1987 roku przyjęto nazwę EuroAirport. Miała ona podkreślać ponadnarodowy charakter miejsca. I rzeczywiście, trudno o lepszy przykład praktycznej współpracy w Europie. Port leży we Francji, podlega francuskiej jurysdykcji, ale w określonych kwestiach obowiązują tu rozwiązania szwajcarskie. W przeszłości sporo emocji budziło choćby prawo pracy czy przepisy celne. Ostatecznie ustalono zasady, które pozwalają funkcjonować wspólnej instytucji bez ciągłych sporów.
To nie jest ogromny hub przesiadkowy ani architektoniczny symbol nowoczesności. Siła tego miejsca tkwi w konstrukcji organizacyjnej. Jedno lotnisko, dwa systemy administracyjne, trzy państwa w bezpośrednim sąsiedztwie. Takie konfiguracje na świecie należą do rzadkości.









Charakterystyka lotniska, która burzy schematy. Tak działa EuroAirport Bazylea-Miluza-Fryburg
Najbardziej zaskakuje już sama kwestia kodów IATA. Standardowo lotnisko ma jeden trzyliterowy skrót. Tutaj funkcjonują trzy: BSL, MLH i EAP. Wszystkie prowadzą do tego samego terminala, ale w systemach rezerwacyjnych mogą oznaczać inne ceny i inne przypisanie administracyjne. Dwóch pasażerów siedzących obok siebie w samolocie może mieć na bilecie inny kod, choć wysiądą w tym samym miejscu.
Terminal jest jeden, ale podzielony na dwie wyraźne części: francuską i szwajcarską. Różnice nie polegają na architekturze, ale na organizacji. Osobne strefy odpraw, oddzielne punkty kontroli bezpieczeństwa, dwa kierunki wyjścia. Pasażer sam decyduje, którą drogą opuści budynek. Umożliwia to wybór państwa jeszcze przed wyjściem na parking lub przystanek autobusowy.


Nietypowa jest także kolejność procedur przylotowych. Najpierw odbiera się bagaż, dopiero później trafia do kontroli dokumentów, jeżeli taka jest wymagana. Wynika to z faktu, iż część osób przekracza granicę Francji, inni formalnie wjeżdżają do Szwajcarii. Do 2008 roku, gdy Szwajcaria pozostawała poza strefą Schengen, funkcjonowała tu choćby specjalna eksterytorialna droga łącząca Bazyleę z lotniskiem. Pozwalała dojechać bez konieczności przechodzenia francuskiej kontroli granicznej.
Dziś port obsługuje ponad 7 milionów pasażerów rocznie i współpracuje z kilkudziesięcioma liniami. Mimo międzynarodowego charakteru nie przytłacza rozmiarem. Wszystko znajduje się w zasięgu krótkiego spaceru, a oznaczenia w trzech językach pomagają odnaleźć adekwatny kierunek. To lotnisko działa sprawnie, choć jego konstrukcja może zaskoczyć choćby doświadczonych podróżnych.








EuroAirport Bazylea-Miluza-FryburgFot. Andreas Naegeli/ iStock


Praktyczne wskazówki dla podróżujących. Po pierwsze, nie taki diabeł straszny
Na pierwszy rzut oka wszystko może wyglądać jak mały labirynt, ale po chwili widać, iż układ terminala ma sens. Przed wylotem najlepiej zerknąć, w której części operuje dana linia. Jedni przewoźnicy odprawiają pasażerów w strefie szwajcarskiej, inni we francuskiej. Dzieli je dosłownie kilka minut na piechotę, więc choćby jeżeli ktoś pomyli kierunek, nie traci pół dnia na marsz przez lotnisko. Wystarczy uważnie spojrzeć na oznaczenia przy wejściu.
Po przylocie sprawa pozostało ciekawsza. Po odbiorze bagażu wszystko sprowadza się do jednego wyboru: Francja czy Szwajcaria. Wystarczy wyjść odpowiednimi drzwiami. Budynek nie jest duży, więc ewentualna pomyłka nie oznacza dramatu, ale może skończyć się dodatkowym spacerem wokół terminala.


Z francuskiej części kursuje autobus navette do stacji kolejowej Saint-Louis w Alzacji. Bilet kosztuje 2 euro i kupuje się go bezpośrednio u kierowcy. Do Bazylei najłatwiej dojechać komunikacją miejską ze strefy szwajcarskiej. jeżeli celem są Niemcy, najwygodniej najpierw dostać się do Bazylei lub Saint-Louis, a stamtąd przesiąść się w pociąg regionalny w kierunku Fryburga. Połączenia są częste, a przejazd zajmuje niespełna godzinę. Warto pamiętać o walucie. Po jednej stronie obowiązuje euro, po drugiej frank szwajcarski, choć w wielu miejscach bez problemu zapłaci się kartą. Wychodzisz z hali przylotów. Który kierunek wybierasz? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału