To miasteczko niemalże zapadło się pod ziemię. Dawni mieszkańcy wracają tu na mszę

kobieta.gazeta.pl 2 godzin temu
Nie każda miejscowość dostaje drugą szansę. Gdy w grę wchodzi historia i przemysł, zmiany potrafią być brutalne i nieodwracalne. Jedne miejsca odnajdują się w nowej rzeczywistości, inne powoli znikają. jeżeli lubisz historie o zawieszeniu w czasie, jesteś w dobrym miejscu.
Są takie miejsca, gdzie cisza brzmi trochę inaczej. Gdy idzie się pustą drogą, pojawia się wrażenie, iż ktoś patrzy zza okna, którego już dawno nie ma. Ściany, choć popękane, wciąż skrywają fragmenty dawnych historii. W Polsce nie brakuje takich przestrzeni, jednak tym razem skupimy się na trzech miejscowościach, które kiedyś tętniły życiem, a dziś miejscami przypominają scenografię z postapokaliptycznego filmu. Każda z nich zmieniła swój charakter z innego powodu, ale we wszystkich wciąż można usłyszeć echo dawnej świetności.


REKLAMA


Zobacz wideo "Gwiazd na miarę Grażyny Torbickiej już nie będzie". Marcin Prokop w "Z bliska"


Małe miasteczko, które było ważnym punktem w regionie. Co wydobywano w Miedziance?
Miedzianka na pierwszy rzut oka nie robi wielkiego wrażenia. Kilka domów, cisza, widok na góry. Nic, co od razu sugeruje, iż kiedyś było tu całkiem spore, górnicze miasteczko. Dopiero po chwili puzzle wskakują na swoje miejsce. Był tam rynek, były wąskie uliczki, była zabudowa typowa dla Dolnego Śląska. Wszystko kręciło się wokół wydobycia miedzi, a później też innych surowców. Przez długi czas to miejsce po prostu dobrze funkcjonowało.
Kłopoty zaczęły się tam, gdzie zwykle nikt nie patrzy - pod powierzchnią ziemi. Z czasem korytarzy przybywało, grunt był coraz bardziej naruszony. Największe zmiany przyszły po II wojnie światowej, kiedy ruszyło wydobycie uranu. Prowadzono je szybko, niechlujnie i bez zastanowienia nad tym, co będzie później. Skutki pojawiły się niemal od razu. Ziemia zaczęła się zapadać, ściany pękały, a mieszkańcy żyli w ciągłej niepewności, czy wraz z domem nie pochłonie ich osuwisko. Zdarzało się, iż fragmenty zabudowy po prostu znikały.


W pewnym momencie stało się jasne, iż nie da się tam dłużej żyć. W latach 60. podjęto decyzję o wysiedleniu mieszkańców. Nie był to jeden konkretny moment, a proces, który stopniowo wygaszał całe miasteczko. Ludzie wyjeżdżali, kolejne budynki znikały, a miejsce powoli traciło swój charakter. Z czasem zostały tylko ślady. Piwnice schowane wśród zieleni, fragmenty fundamentów i pojedyncze domy, którym cudem udało się przetrwać.
Dziś spacer po Miedziance wygląda trochę jak składanie historii z kawałków. Idziesz drogą i nagle trafiasz na miejsce, gdzie kiedyś był rynek. Między drzewami widać resztki zabudowy, kawałek dalej stoi kościół, który mimo wszystko przez cały czas się trzyma. Na końcu jest browar, w którym znowu toczy się życie. Z prężnie działającego miasteczka została niewielka osada z kilkoma domami i garstką mieszkańców. I może właśnie to najlepiej pokazuje to miejsce. Nie wróciło do dawnej formy, ale nie zniknęło całkowicie. przez cały czas istnieje, tylko w zupełnie inny sposób.


Kościół Jana Chrzciciela w MiedzianceAutorstwa Takasamarasa - Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=35703391


Kęszyca Leśna. Opuszczone miasto, w którym znów tli się życie
Od początku nie była to zwykła miejscowość. Zaprojektowano ją z rozmachem jako część dużego kompleksu militarnego, który Niemcy zaczęli budować jeszcze przed II wojną światową. W środku lasu powstała infrastruktura, która miała działać jak dobrze naoliwiona maszyna. Bunkry, schrony, podziemne tunele i zaplecze techniczne tworzyły samowystarczalną i trudną do zdobycia osadę.
Po wojnie teren gwałtownie zmienił właścicieli, ale jego charakter pozostał podobny. Najpierw pojawiło się tu polskie wojsko, później przez długie lata stacjonowała armia radziecka. Funkcjonowało jako zamknięte miasto na własnych zasadach. Były bloki, szkoła, sklepy, choćby dom kultury i zaplecze medyczne. Wszystko, co potrzebne do życia, znajdowało się w jednym punkcie na mapie.
Moment przełomowy przyszedł w latach 90., kiedy wojska radzieckie zaczęły się wycofywać. Nagle miejsce, które przez dekady tętniło życiem, zaczęło pustoszeć. Mieszkańcy znikali, budynki zostawały, ale bez swojej funkcji. Przez pewien czas Kęszyca Leśna sprawiała wrażenie zatrzymanej w pół kroku. Bloki stały, ulice były, ale brakowało ludzi. Panowała tu cisza, która nie do końca pasowała do przestrzeni stworzonej dla tysięcy osób.


Największą ciekawość budzą jednak okoliczne podziemia Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. To kilkudziesięciokilometrowa sieć tuneli, schronów i ukrytych przejść, które do dziś robią wrażenie swoją skalą. W niektórych miejscach zachowały się elementy infrastruktury, a część tras udostępniono do zwiedzania. To właśnie te podziemia sprawiają, iż miejsce ma w sobie coś więcej niż tylko historię na powierzchni.
Dziś Kęszyca Leśna nie jest już opuszczona, ale przez cały czas trudno nazwać ją typową wsią. Część budynków została odnowiona i normalnie funkcjonuje, pojawili się mieszkańcy, działa szkoła i różne lokalne inicjatywy. Jednocześnie obok wciąż stoją stare, betonowe konstrukcje przypominające o burzliwej przeszłości.
W centrum znajduje się charakterystyczny pomnik żołnierza łącznościowca - pozostałość po czasach radzieckiej obecności, dziś uzupełniona o symboliczny detal w postaci domalowanego polskiego orzełka. Spacer po okolicy przypomina przechodzenie między dwoma światami. Z jednej strony zwykłe życie, z drugiej ślady miejsca, które miało zupełnie inne przeznaczenie.
Wieś, którą wymazał przemysł. Co stało się w Rapocinie?
Rapocin to przykład miejsca, które nie zniknęło z powodu wojny. Tu decyzja była bardziej "techniczna", choć jej skutki stały się równie dotkliwe. Wieś funkcjonowała spokojnie przez lata, trochę w cieniu pobliskiego Głogowa. Były tu domy, pola, życie skupione wokół kościoła i lokalnej społeczności. Wszystko wyglądało tak, jak w wielu innych dolnośląskich osadach.


Moment zwrotny przyszedł razem z rozwojem przemysłu. Uruchomienie huty miedzi przyniosło pracę i nowe możliwości, ale z czasem zaczęło też zmieniać otoczenie. Najpierw były drobne sygnały: gorsze plony, problemy z uprawami, coraz bardziej odczuwalne zanieczyszczenia. Później przyszły poważniejsze konsekwencje: powietrze i gleba były coraz bardziej skażone, a mieszkańcy zaczęli odczuwać skutki na własnym zdrowiu. Życie w Rapocinie stawało się coraz trudniejsze, choćby dla tych, którzy nie wyobrażali sobie wyprowadzki.


W latach 80. zapadła decyzja o wysiedleniu całej wsi. Proces trwał kilka lat, ale efekt był jeden - Rapocin przestał istnieć jako normalna miejscowość. Ludzie stopniowo opuszczali swoje domy, przenosili się do Głogowa i okolic, z czasem przyszły też wyburzenia. Budynki znikały, a teren zaczynał się zmieniać. Tam, gdzie kiedyś były drogi i pola, pojawiła się roślinność. Dziś trudno uwierzyć, iż to miejsce miało tak wyraźny kształt i układ. Trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć, żeby dostrzec jego ślady.
Zachowały się tylko fragmenty miejscowości - ruiny kościoła św. Wawrzyńca, kaplica, resztki cmentarza. Co roku wracają tu dawni mieszkańcy na wspólne spotkania i mszę. To jeden z niewielu momentów, kiedy miejsce znów na chwilę ożywa. Które miejsca robią na tobie największe wrażenie? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału