"To będą moje kolejne koszmarne wakacje"

kobietaxl.pl 1 godzina temu

Mąż ma rok starszego brata, wychowywali się razem, prawie jak bliźniacy. I ta ich relacja jest naprawdę fajna, brata męża lubię. Obaj prowadza firmę po ojcu, dogadują się, cała rodzina jest bardzo blisko ze sobą. Problemem jest jednak bratowa męża i ich syn. Ona jest kobietą, która wie wszystko najlepiej, zawsze musi mieć rację, wszyscy powinni robić, to, na co ona ma ochotę. Ja nie jestem kłótliwa, wolę zgodę, ale nie zawsze mam chęć, żeby jej ulegać. Kością niezgody są też nasze dzieci. My mamy córkę, oni rok młodszego syna. Bratowa głowę wysoko nosi, iż urodziła dziedzica nazwiska, iż to jej syn przejmie rodzinną firmę, tak, jakby kobieta nie mogła prowadzić biznesu. Ja też nie wiem, co moja córka będzie chciała robić w przyszłości i nie wiadomo, na kogo ich syn wyrośnie. Sądzę więc, iż na razie nie czas o tym mówić. Ale bratowa męża stale to podkreśla.

Dziś córka ma 13 lat, ich syn 12. Moja córka go nie znosi. Od początku bratowa kazała jej ustępować, oddawać zabawki, dbać o jej syna. „Bo jest młodszy”, jakby to był argument, który wszystko tłumaczy. I jest chłopcem, dlatego to córka powinna była sprzątać rozrzucone zabawki, zbierać brudne szklanki itp. Zawsze protestowałam, wielokrotnie mówiłam tej kobiecie, żeby nie wydawała poleceń mojej córce, ale to groch o ścianę. Przy mnie jeszcze się hamowała, ale jak była sama z dziećmi, zawsze były jakieś uwagi. Mówi do mojej córki, żeby dbała o linię, inaczej się ubierała itp. Córka nie chce przebywać w jej towarzystwie, stara się być grzeczna, ale czasami już potrafi coś opryskliwie bratowej odpowiedzieć. Wtedy słyszę wykład na temat wychowania dzieci. Wad swojego samolubnego synka nie widzi. Nie widzi tez, iż wychowuje królewicza, który ma dwie lewe ręce.

Wielokrotnie rozmawiałam o tym z mężem, prosiłam, żeby interweniował u swojego brata. Ale oni obaj problemu nie widzą. Mąż mówi, iż ważne jest, aby rodzina była blisko, dzieci wychowywały się razem, bo oboje są jedynakami. Nie chce dostrzec, iż nie ma między nimi żadnej sympatii, iż syn jego brata wyłącznie działa córce na nerwy.

I tak wyglądają te nasze wakacje. Jedziemy na dwa tygodnie do dobrego hotelu w Turcji na all inclusive, a potem musimy spędzać czas razem na plaży albo nad basenem. Nasi mężowie najczęściej rozmawiają o firmie, ja jestem skazana na towarzystwo męża bratowej i na wysłuchiwanie jej życiowych mądrości. Koszmar, po prostu koszmar.

Mamy fajnych znajomych, moglibyśmy z nimi jechać, córka lubi ich dzieci. Ale nie, musimy z bratem męża. Oni, w przeciwieństwie do nas, raczej nie mieliby innych kompanów na wyjazd i jestem przekonana, iż to wina tej podłej kobiety.

Przed nami kolejny zmarnowany urlop, kolejne wakacje, podczas których będziemy z córka odliczać dni do powrotu. Jak mam odwieść męża od tych wspólnych wyjazdów? Jakich użyć argumentów? Było wiele rozmów na ten temat, ja słyszę ciągle ten sam argument – rodzina jest najważniejsza.

Kinga

Idź do oryginalnego materiału