Funes to mała miejscowość położona w północnych Włoszech, w regionie Trydent-Górna Adyga. Choć dla wielu Polaków może być to nazwa zupełnie nieznana, od lat przyciąga prawdziwe tłumy. Wszystko za sprawą malowniczego kościoła św. Magdaleny, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Obiekt zyskał ogromną popularność dzięki zdjęciom krążącym w mediach społecznościowych i nie brakuje osób, które chcą zobaczyć go na własne oczy. Dla mieszkańców ta sława okazała się jednak prawdziwą zmorą.
REKLAMA
Zobacz wideo Pojechałam pierwszy raz i przepadłam. Pokażę wam Maltę, jakiej nie znacie
Kościół św. Magdaleny w Funes przyciąga tłumy. Mieszkańcy mają dość
Ta mała wiejska świątynia urzeka przede wszystkim położeniem wśród Dolomitów. Jej zdjęcia pojawiają się w mediach społecznościowych od wielu lat, jednak zdaniem mieszkańców w ubiegłym roku sytuacja wymknęła się spod kontroli. Dzienna liczba turystów miała sięgać choćby 8 tys. osób, które przyjeżdżały tylko na kilka godzin, by zrobić zdjęcie i odjechać, nie dając lokalnej społeczności żadnych korzyści, a jedynie zatłaczając wąskie drogi i zajmując miejsca parkingowe.
- Niszczą wszystko, co spotkają na swojej drodze, żeby zrobić zdjęcie. [...] Nie ma żadnej równowagi - powiedziała w rozmowie z CNN radna Roswitha Moret Niederwolfsgruber.
Według CNN, władze Funes postanowiły w związku z tym wprowadzić od maja do listopada nowe ograniczenia. Droga prowadząca do kościoła zostanie zamknięta dla samochodów i autokarów turystycznych, a bariera przepuści jedynie mieszkańców oraz turystów, którzy spędzą w dolinie co najmniej jedną noc.
Słynny kościół w Dolomitach z ograniczeniami. Turyści będą musieli się dostosować
Turyści przyjeżdżający tylko na jednodniową wycieczkę będą musieli zostawić swoje samochody na wyznaczonych parkingach oddalonych około 30 minut pieszo od świątyni. Kiedy te miejsca się zapełnią, kierowcy zostaną skierowani jeszcze dalej, poza wioskę.
Obecna opłata za parking wynosi 4 euro, ale władze planują ją podwyższyć, aby zniechęcić osoby odwiedzające dolinę tylko w celu szybkiej fotografii. Burmistrz Peter Pernthaler podkreślił, iż celem tych zmian nie jest absolutne zablokowanie turystyki, ale spowolnienie tempa ruchu turystycznego i lepsze zarządzanie nim tak, aby zarówno mieszkańcy, jak i zwiedzający mogli korzystać z miejsca w bardziej uporządkowany sposób. - Nie mówię, iż turyści są uciążliwi. Po prostu przyjeżdża ich bardzo dużo i musimy nimi zarządzać. Dla spokoju mieszkańców, ale także po to, by sami turyści mogli mieć pozytywne doświadczenia - dodał.
Czy popularne miejsca turystyczne powinny wprowadzać ograniczenia dla jednodniowych odwiedzających? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.






