Tęsknię za offlinem i pozwalam sobie być dziwną

monikapawelec.pl 3 godzin temu

Nie tak dawno temu stuknęły mi 34 lata. Prawdę mówiąc nie wiem, kiedy to się stało. Ale niezmiennie wolę siebie starszą. I choć jest to absolutnie nieobiektywne, naprawdę uważam, iż z wiekiem jestem fajniejsza. Dobrze jest nie musieć nikomu nic udowadniać, nie pędzić dlatego, iż wszyscy pędzą i być mną choćby wtedy, kiedy komuś się to nie podoba. Boże, jak dobrze...


Lubię być mną

...i naprawdę chciałabym, aby każdy mógł to powiedzieć o sobie samym. Fajnie byłoby gdybyśmy przestali potrzebować chorób, które nas otrzeźwią z kieratu życia i kultury zapier*olu, ale bywa, iż dokładnie tego potrzebujemy żeby przestać realizować cudze oczekiwania, które przyjęliśmy jako swoje obietnice. Powiedziała - chora na SM ;)

Tęsknota za pustką

Żyjemy w świecie, w którym każdą minutę naszego życia zapełniają dźwięki powiadomień, każdą myśl ocenia coach na TikToku - który jest gotów wmówić nam traumy, których nie mamy, żeby skasować 300 zł za spotkanie i rozplanować serię spotkań terapeutycznych, podczas których nastąpi cudowne ozdrowienie. Dobra terapia jest dobra, kiedy masz terapeutę z powołania, ale rzeczy mają się zupełnie inaczej, gdy dobro przykrywają biznes i zasięgi.

Tak się zastanawiam...

Kiedy przestaliśmy dawać sobie przyzwolenie na bezproduktywność? Na nudę, w której może się coś narodzić? Czy na lenia, który może doprowadzić nas do wybornej drzemki, która zaowocuje dobrym nastrojem? Kiedy zaczęło nam się wydawać, iż nie możemy popełniać błędów? I czemu zaczęliśmy sobie powtarzać, iż musimy coś musieć choćby wtedy, gdy nikt tego od nas nie wymaga? I co się stało z polskimi piosenkami, które były o czymś i dotykały może codziennych, ale istotnych rzeczy, których z różnych powodów zaczęliśmy się bać?

Nawet nagłówki artykułów są dzisiaj pisane w taki sposób, aby zacząć się obawiać końca świata lub lawiny śnieżnej, która już dzisiaj wieczorem zaleje pustynię. Tęsknię za pustką.

Tęsknię za analogowym życiem

Ale nie mam na myśli nowego, konsumpcjonistycznego trendu na kupowanie rzeczy z plakietką vintage, które rozwalą się za 5 minut, bo są atrapą naszych dawnych żyć. Mam na myśli ten stan, który pamiętam z mieszkania mojej Babci.

Jak w wieku lat 5 stałam w białych klapeczkach i okularach przeciwsłonecznych w babcinym przedpokoju, pomiędzy kuchnią a pokojem, patrzyłam na promienie słońca odbijające się od boazerii i ukazujące drobinki kurzu w powietrzu. To proste zjawisko, zawsze wydawało mi się magiczne.

Stoję w tym przedpokoju i nie wiem, co ze sobą dalej zrobić, ale absolutnie mi to nie przeszkadza. Mam puste ręce a w głowie choćby zdrowy przewiew. Zatęskniłam za tym stanem.

Świat poszedł do przodu, a lata 90te dawno minęły

Ale lubię mieć puste ręce i przewiew w głowie, który pozwala na kreatywne tworzenie, niczym niewymuszone. Niesprowokowane potrzebą zasięgów, czy robieniem na kimś wrażenia. Przeczytałam dzięki temu ostatnio książkę o seksistowskim Renoirze i wróciłam do Katarzyny Grocholi.

Miałam czas, żeby zastanowić się, dlaczego Janusz Leon Wiśniewski bywa przez jednych uwielbiany, a inni reagują na niego alergicznie.

Czy doszłam do prawdziwych odpowiedzi? Nie wiem, ale w sumie co to za różnica. Są moje własne i mi wystarczą.

Radość z rzeczy niepotrzebnych

Lubię bawić się formą. Tworzyć dziwne rzeczy, które nieraz wyglądają jak stworzone przez dziecko z podstawówki i to na dodatek ze specjalnymi potrzebami. Ale mam ten przywilej, iż nie mam dyplomu z ASP, więc rozliczanie mnie z czegokolwiek w tym zakresie nie ma najmniejszego sensu. Mogę biegać sobie swawolnie po polach kreacji i mogę tworzyć, co mi się podoba, bo jestem nieskażona obciążeniami wysokiej sztuki i wielkimi artystami.

Po co? Po nic. Czasem dobrze jest zrobić coś bezużytecznego. Z tego powodu np. wczoraj o drugiej w nocy rozkminiałam, jak zrobić cement w warunkach domowych, aby zrobić fikuśne grzyby do ogródka, które oczywiście nie są nikomu potrzebne.

Wczoraj przypadkiem wyłączyłam transfer danych w telefonie

I uświadomiłam sobie, iż nie robiłam tego od lat. I,że przecież jak ktoś będzie chciał do mnie zadzwonić, to i tak się dodzwoni. Dlatego dzisiaj po prostu wyłączyłam transfer danych.

Siadłam do komputera i napisałam ten wpis, tak jak dawniej, bez udziału AI. W spokoju sącząc kawę i mając przyjemność z tej czynności. Aplikacje w telefonie nie brzęczą, nie mam ciśnienia natychmiastowości, słucham wiatru i patrzę na płotek byle jak leżący w naszym ogródku, bo w nocy wiatr znowu go przemieścił.

Czasem się zastanawiam, jacy ludzie mnie, czytają

... I czy jeszcze tak jest, czy już z przewagą chińskich botów. Czasem się zastanawiam, kim są ci ludzie, którzy śledzą mojego bloga, moje treści od lat. Choć zdarzają mi się przecież długie przerwy.

Nie uważam się za autorkę treści wybitnych, ani za skarbnicę wiedzy. Lubię swoją zwyczajność i czuję, iż im dłużej żyję, tym mniej wiem, co poniekąd...mPozwala na niewymuszoną pogodę ducha.

Pozwalam sobie nie wiedzieć wszystkiego i czasem nie mieć kompetencji tam, gdzie nie jest to nikomu potrzebne, abym je miała.

Lubię być mną, lubię mieć puste ręce, przewiew w głowie, zauważać rzeczy, na które inni nie zwracają uwagi

Nie malować się czasem i wyglądać jakbym dopiero wstała. Nie mieć równych bioder, bo przez tą lekką asymetrię sukienki i spódnice wyglądają naprawdę dobrze. Rozmawiać z ludźmi, których spotykam i patrzeć im w oczy. Siedzieć na trawie, wchodzić boso do rzeki, kiedy tylko nadarzy się okazja. Wchodzić do morza w maju, kiedy inni patrzą na mnie jak na czubka.

Leżeć z moją psiapsi na plaży w październiku i cieszyć się panią (na oko 6 lat starszą ode mnie), która mówi: -Dziewczynki, będzie Wam zimno. I o ile, w przypadku K. to jest bliższe prawdy, bo jest niemal dekadę ode mnie młodsza, o tyle w moim... Już z lekka dyskusyjne. Tak, czy inaczej, miło było to usłyszeć.

A z K. mogę leżeć na plaży choćby w grudniu. Śmiać się nad światem i również z tego, jak bardzo obydwie jesteśmy odklejone.

Jeśli dotarłeś/łaś aż tutaj gratuluję

Bo to znaczy, iż sztuka czytania nie zanikła, a Ty nie jesteś mugolem, więc jest szansa, iż za jakiś czas spotkamy się w Hogwarcie lub stworzymy swój własny.

Pisz własne nagłówki i nie daj się zastraszyć słowom, które nie są Twoje.

Idź do oryginalnego materiału