Wyobraź sobie, jak komuś można dać taki prezent, iż od razu zblednie i będzie go dławić za każdym razem, gdy na niego spojrzy! Ale nie wyrzuci tego będzie musiała trzymać na widoku, jak pamiątkę no nic, zasłużone! Tak to już jest, płacze myszka, a kot się cieszy. Och, ta moja teściowa, Wiesława! Od 15 lat, odkąd jestem z Pawłem, nie powiedziała mi ani jednego ciepłego słowa. Taka oschła, zamknięta w sobie. Inne przynajmniej coś mrukną, choćby przez zęby, a ta tylko patrzy tymi swoimi czarnymi oczami. Staram się do niej nie jeździć, a wizyty ograniczam do pięciu minut na krzyż raz w roku tak dziś narzekała Ola swojej przyjaciółce Basi.
Basia słuchała i przytakiwała, bo sama za swoją teściową, Marią, też nie przepadała. Zresztą spotkały się z trzecią koleżanką Justyną. Mają taki swój damski zwyczaj: co dwie soboty, od szkoły jeszcze, spotykają się w sobotnie popołudnia. Ola fryzjerka, z wielkim talentem odmieniała im fryzury choć dziś była tylko na chwilę, bo miała klientów czekających. Basia, kucharka, zawsze przynosiła górę pyszności, jak mawiał syn Oli, Bartek. Justyna, pielęgniarka, od niedawna zaczęła pracę w nowym miejscu, choć dziewczyny jeszcze nie wiedziały, gdzie konkretnie temat o teściowych zawładnął spotkaniem.
Nie znoszę jej! Dla mnie to jak obca. Gdyby jej nie było, to… zaczęła znów Ola.
I wtedy Justyna, do tej pory cichutka, wtrąciła się nagle:
I co, Ola? Byłoby ci lżej? rzuciła z przekąsem.
No chyba tak Ola nagle przycichła, wspominając jak dziś rano niosła prezent zawinięty w kolorowy papier i uśmiechała się złośliwie, wręczając go teściowej. Kazala otworzyć dopiero po jej wyjściu ot, żeby psuć święto tej wstrętnej babie.
Same pytałyście, gdzie się teraz zatrudniłam zaczęła Justyna.
Dziewczyny nagle się wyprostowały.
Do prywatnej kliniki? zgadła Ola.
Teraz to już będziesz kasę grabić łopatą! zażartowała Basia.
Do hospicjum odpowiedziała krótko Justyna.
Zapadła cisza.
Naprawdę? Ale jak to? tylko tyle wykrztusiła Basia.
Przecież tam są tylko ciężko chorzy Nie boisz się? A pieniądze? pokręciła głową Ola.
Wciąż tylko: pieniądze, pieniądze Ola, wybacz. Ale muszę ci to powiedzieć: jesteś głupia wyszeptała gorzko Justyna.
Ja? Ja głupia? Moja teściowa jest głupia! odburknęła Ola.
Ty, Olka. To, co robisz i mówisz, jest podle. Wiesławy nie znam dobrze, ale mówisz, iż nigdy nie powiedziała ci dobrego słowa? A kto sprzedał swoje mieszkanie w centrum i wyprowadził się na peryferie, kiedy potrzebowaliście pieniędzy na większe lokum? Kto chodził z Bartusiem po lekarzach, kiedy ci tak ciężko zaniemógł? Ten profesor, który go uratował, to był syn dawnej przyjaciółki Wiesławy Dzięki temu Bartuś jest z wami innym się tak nie udawało. A pamiętasz, jak na zjeździe klasowym poszło ci za dobrze z winem i rano obudziłaś się u kolegi? Nic się nie stało, ale Paweł by ci nie wybaczył, znałam go. I kto cię uratował? To Wiesława powiedziała, iż nocowałaś u niej. Ola, ty gryźniesz rękę, która cię karmi i głaszcze. Przenośnie mówię. Ile razy przychodziłyśmy, jadłam z euforią ogórki, leczo, konfitury, które twoja teściowa dla was robi! Ty przecież choćby nie poznasz sadzonki pomidora od kwiatka! Ona to wszystko dla was. Są ludzie niewygadani, tacy co nie potrafią mówić pięknych rzeczy to pokazują czynami. Inni pięknie opowiadają, a nic z tego nie wynika! wypaliła Justyna.
Dzięki, przyjaciółko Myślałam, iż mnie wesprzesz, a ty jeszcze mnie obrażasz! podniosła się Ola, ale w środku poczuła ukłucie. Ten maleńki robaczek sumienia, który ją do tej pory napędzał do złośliwości, zaczął się niespokojnie kręcić i psuł jej satysfakcję z prezentu na złość.
Basia zjadła w milczeniu pięć kapuśniaczków ona w napięciu zawsze sięgała po coś do jedzenia i jakoś nie kwapiła się do poparcia Oli. Niby powinna się obrazić, trzasnąć drzwiami, wyjść porządnie pokłócona z Justyną. Ale nie mogła robaczek ją trzymał.
Zapomniałyście pewnie, iż nie mam mamy, prawda? Żyję z tym 15 lat. Ty ciągle narzekasz, iż ci ta Wiesława przeszkadza, a ona cię tak naprawdę kocha. A ja przez te wszystkie lata tęsknię, umieram z żalu. przez cały czas znam numer mamy na pamięć, choćby doładowuję do dzisiaj jej telefon. Oddzwaniam do Mamusiu na moim, gadam z ciszą i opowiadam, jak bardzo mi jej brakuje. Owijam się jej kocem i wyobrażam, iż mnie przytula Już nie mogłam nie powiedzieć ci tego, Ola. Ty masz i mamę, i teściową. Dlaczego tak się wynosisz nad starszą osobę? Pamiętam, jak ją wyśmiewałaś, wieśniarą nazywałaś. A powiedz kiedy jej fryzurę robiłaś ostatnio, chociażby końcówki podcięłaś albo farbowałaś? dodała Justyna.
W Olce aż się ścisnęło, chyba pierwszy raz aż tak. I jakby cudzy głos, a przecież jej własny, cicho odpowiedział:
Nigdy.
Serio? Olek, ty to jednak przegięłaś! Ja swoją co prawda normalna kobieta, nie jest taka zła zawsze poczęstuję, upiekę sernik albo placek, na Wielkanoc mazurek. A ona tak się cieszy! Ręce rozkłada, wszystko po trochu próbuje, aż się uśmiecha. Ma takie ręce jak mięciutkie poduszeczki aniołek, nie kobieta! rozpromieniła się Basia.
Robaczek sumienia w Oli przestał się ruszać. Chyba puszcza pomyślała i poczuła, iż może wstać, wyjść Nic jej już tu nie trzyma.
Przypomniała sobie poranek jak mówiła Basia? Miękkie rączki A u Wiesławy zupełnie inne Ola zawsze nazywała je szczypce, duże, spracowane, z żyłami, nieładne. A twarz kiedyś w myślach nazywała ją stara ziemniak. Czy ona w ogóle coś o niej wie? Wygląda, iż nic wcale jej nie interesowało jej życie. A jednak, Wiesława zawsze była przy nich, kiedy była potrzebna. Mąż wspominał, iż miał dwie siostry obie długo chorowały i odeszły. Wiesława pielęgnowała je, potem męża. Została sama z synem, Pawłem jej największą dumą i radością. Zresztą, Ola kocha Pawła od 15 lat, tak samo mocno Przystojny, mądry, zaradny, kochany. Taki, bo matka go tak wychowała! przemknęło jej przez głowę. Przecież mógłby być zupełnie inny, nie szanować jej, znęcać się, pić albo zdradzać a jest odwrotnie! Ale czy Ola kiedyś powiedziała Wiesławie coś dobrego? Nikt jej nie bronił! Wszyscy ją czeszą, a ona? Czemu żartowała z niej i wyśmiewała za plecami? Głupia!
Aż podskoczyła z emocji.
Olu, wszystko w porządku? schyliła się Justyna.
Tamta pokręciła głową, tłumiąc łzy. Nagle wszystko ją przytłoczyło. Postanowiła zmienić temat.
A jak ci się pracuje, Justyna?
Dziewczyny, ja tych ich oczu nie zapomnę do końca życia. Czasem cierpią niewyobrażalnie, ale w oczach jest dobro, światło i nadzieja. Słyszę o wieczności, o rzeczach niespełnionych. Widziałam tyle łez Był u nas młody mężczyzna, taki dynamiczny, z sukcesami. Matka leżała u nas. On wszystko by jej zapewnił, złote góry, ale ona chciała tylko wrócić na wieś, skąd pochodziła. On nie miał czasu, to nie dla niego. Gdy matka zmarła, klęczał przy trumnie i płakał: Mamo, wróć, kupię dom tam, gdzie zechcesz, przecież tylko ciebie mam!. Albo starszy pan, wojskowy córkę odwiedzał. Dawno straciła włosy oglądał z nią kolekcję spinek do włosów. Przynosił nowe, ciekawe, ona czekała na to. Marzył, iż znów zaplecie jej warkocze, zabierze nad Bałtyk Chociaż wiedział, iż to już nierealne, uśmiechał się z nią i przeglądał te spinki. W końcu, po jej śmierci, rozdał je innym. Oczy suche, ale tyle bólu Wyszeptał: Już z mamą, piękna moja, mama ją teraz będzie czesać kiedyś do nich dołączę. Po co to mówię? Bo niektórzy szukają powodów do waśni, marnują czas na złość, aż los ich w końcu dopadnie. Wydaje nam się, iż wszystko mamy pod kontrolą, ale nie mamy, dziewczyny westchnęła Justyna.
Basia zerknęła na pusty już talerz, machnęła gazetą: Nic, zaraz zjem w domu. A wiesz co, dziś robię rodzinną kolację! I teścia z teściową koniecznie zaproszę, niech zostaną na noc! napisała gwałtownie mężowi SMS i już była gotowa do wyjścia.
Muszę lecieć! Rodzinna narada! Pa! chlupnęła Basia i zniknęła.
Ola też się zebrała. Drżącą ręką szukała czegoś w torebce, aż wysypały się wszystkie rzeczy Justyna bez słowa pomagała sprzątać. Rozeszły się każda w swoją stronę.
Ola miała plany na cały wieczór, grafik napięty. ale gdzieś tam na obrzeżach miasta, akurat w tej chwili, starsza pani która, jak Ola myślała, nie może jej znieść patrzała na jej prezent. Ten sam, którym chciała ją ukarać. Gdyby to Ola dostała taki prezent, pewnie też by się rozkleiła i popsułby jej się humor na urodziny.
Po krótkiej walce ze sobą, zadzwoniła do wszystkich klientów, przeprosiła i obiecała rabat na kolejną wizytę. Wsiadła w tramwaj i ruszyła do teściowej. Telefon Pawła nie odpowiadał.
Ręce jej się pociły. Co on powie? To przecież jego mama
Był już wieczór. W oknach małego domku paliły się światła. Nagle te łączki na fartuszku w kwiatki, ta pelargonia na parapecie, które kiedyś ją irytowały, wydały się takie swojskie, domowe.
Muszę przeprosić. Co jej powiem? myślała, idąc przez ogródek. Może inny prezent, ale już nie zdążę Chyba po prostu powiem, iż będzie jakaś niespodzianka.
Drzwi były otwarte. Na dużym, malowanym talerzu pierogi, obok kefir z ogórkiem, naleśniki z mięsem. Zamarła w progu, patrząc najpierw na stół. Paweł rozmawiał z Bartkiem, który wcinał gołąbki. A sama Wiesława w błękitnej sukience, z koronkowym kołnierzykiem, z tą swoją niezawodną warkoczem stała przy ścianie. Przy niej dwie sąsiadki i dziarski staruszek widocznie gość.
Popatrzcie tylko, co za cudo, prawda? Wiesława właśnie zachwycała się prezentem od Oli.
I ciągnęła:
To nasza Olcia, żona Pawła. Jak księżniczka, delikatna, piękna. Kiedy na nią patrzę, aż mi śpiewa w duszy taki dar Boży! A teraz Olcia będzie tu zawsze ze mną. Artysta ją malował. Rozpłakałam się ze szczęścia lepszego prezentu nie mogłam dostać!
Ola poczuła, jak cała się czerwieni, aż po uszy, z wstydu jak wtedy, gdy u babci stłukła wazon i zrzuciła winę na młodszego brata.
Prezentem był jej portret. Ola tak sobie wmówiła, iż teściowa jej nie znosi, iż choćby nie pomyślała, jak jej przykro. Tymczasem Wiesława była szczęśliwa, mieć Olę na obrazku dla siebie. Wszystko źle odebrała!
Ola taka śliczna, iż aż się wstydzę czasem coś powiedzieć. Jak laleczka Ja nie umiem ładnie mówić, boję się, plątają mi się słowa. Nieraz, jak śpi u nas, to ogrzeję, poprawię kołdrę Pan Bóg zabrał mi dziewczynki, ale dał mi Olcię, żonę mojego syna, jak córka mi jest. Pawłowi zawsze mówię, iż żona to jego skarb!
No to masz za swoje! robaczek sumienia uśmiechnął się i rozpłynął.
Ola choćby nie zdążyła sobie obiecać, iż wszystko naprawi a już biegł do niej Bartek, Paweł wstał.
Co się stało, miałaś przecież klientów? Mama mówiła, iż już rano ją odwiedziłaś szepnął jej.
Ja odwołałam. Wiesława Czy mogę mówić teraz do pani mamo? Wszystkiego najlepszego głos jej drżał.
Chciała tak jak ów facet z opowieści Justyny uklęknąć: przed mądrością, dobrocią, wybaczeniem.
Olcia! Znalazłaś czas i dla starej baby! Moja Olcia! Wiesława była zachwycona.
Gość-dziadzio przytaknął z uznaniem.
Wszyscy się ożywili, śmiechy i rozmowy popłynęły głośniej.
Ola się cieszyła, iż dziś jest święto. Że żyje, ma zdrowie, rodziców i teściową i kochanego chłopa, i synka! Że jest bogata jak nikogo nie zna!
Siadajcie, siadajcie! krzątała się Wiesława.
Obiecuję, iż po kolacji wszystkim zrobię fryzury, a jeżeli ktoś chce się przefarbować czy podciąć jestem do usług! uśmiechnęła się Ola.
To też był jej prezent. Dla wszystkich.




