Teściowej sprawiłam taki prezent, iż od razu aż jej się słabo zrobi! I za każdym razem, gdy na niego spojrzy, będzie cała drżeć.

polregion.pl 17 godzin temu

Teściowej podarowałam prezent, przy którym chyba serce jej się zatrzyma! I będzie ją dreszcz przechodził za każdym razem, gdy na niego spojrzy. Ale nie pozbędzie się go, nie wyrzuci, będzie trzymać na widoku! Tak to jest. Karma wraca choćby do kota, gdy myszka płacze! Och, ta moja nieznośna Wiesława Zawadzka! Przez piętnaście lat mojego małżeństwa z Jarkiem ani jednego ciepłego słowa ode mnie nie usłyszała. Zimniawa jak luty. Inne przynajmniej burkną coś przez zęby, a ona milczy. Tylko wielkie, czarne oczy przewiercają cię na wskroś. Unikam wizyt jak ognia, a gdy już muszę wpaść pięć minut raz do roku, nie dłużej żaliła się Katarzyna swojej przyjaciółce Małgorzacie.

Małgosia ze współczuciem kiwała głową, bo i jej teściowa Grażyna też nie należała do ulubieńców.

Tradycyjnie, raz na dwa tygodnie, w soboty, trzy przyjaciółki z dzieciństwa urządzały sobie babski dzień.

Katarzyna była fryzjerką i z wprawą odświeżała wszystkim fryzury. Dzisiaj musiała jednak być krótko klienci czekali. Małgosia, pracująca jako kucharka, zawsze przynosiła furę smakołyków, jak mówił syn Katki, Michał.

Była też trzecia przyjaciółka Alina. Pracowała ostatnio jako pielęgniarka i niedawno przeszła do nowego miejsca pracy, o którym dziewczyny chciały ją właśnie przepytać, ale temat zeszedł na teściowe.

Nie mogę jej znieść! Dla mnie ona jest nikim. Gdyby jej nie było… zaczęła znowu Katarzyna.

Wtedy cicha dotychczas Alina wtrąciła się nagle:

I co, Katka? Lżej by ci zaraz było? uniosła brwi z lekkim uśmiechem.

Może… chyba tak westchnęła Katka zmieszana.

Przypomniała sobie dzisiejszy poranek. Jak niosła prezent, pięknie zapakowany, złośliwie uśmiechając się pod nosem. Jak wręczała teściowej Wiesławie Zawadzkiej i ta, niczym dziecko, od razu zaczęła rozpakowywać, niemal podskakując z ciekawości. Katka jednak ostrzegła: otworzyć dopiero po jej wyjściu. Przynajmniej zepsuła jej święto!

Dziewczyny, pytałyście, gdzie teraz pracuję odezwała się Alina.

Przyjaciółki przysiadły z napięciem.

W prywatnej klinice? zgadywała Katarzyna.

Zarobisz fortunę! zachichotała Małgosia.

W hospicjum odpowiedziała cicho Alina.

Zaległa cisza.

Ale… dlaczego? wydusiła wreszcie zszokowana Małgosia.

Przecież tam są ciężko chorzy… Nie boisz się? A pieniądze? pokręciła głową Katka.

A wy ciągle tylko pieniądze, pieniądze. Katka, wybacz, ale muszę to powiedzieć: głupia jesteś szepnęła gorzko Alina.

Ja? Głupia? Chyba moja teściowa! parsknęła Katka.

Nie, ty, Katka. Bo to co robisz i mówisz, jest naprawdę podłe. Nie znam dobrze twojej Wiesławy Zawadzkiej, ale powiedz, kto sprzedał mieszkanie w centrum i przeprowadził się pod miasto, gdy potrzebowaliście z Jarkiem pieniędzy na większy dom? Twoja teściowa. I to bez marudzenia. Kiedy Michał ciężko chorował jako dziecko, kto załatwił wizytę u profesora od serca? To był syn przyjaciółki twojej teściowej tylko dlatego twój Michał żyje! A kiedy na zjeździe klasowym tak się ubawiłaś, iż obudziłaś się u kolegi? Między wami nic nie było, ale Jarek na pewno by ci tego nie wybaczył, znając jego zasady. A kto cię wtedy wyciągnął z tarapatów? Wiesława powiedziała Jarkowi, iż byłaś u niej. Katka, ty naprawdę gryziesz rękę, która cię karmi i głaszcze dosłownie! Ile razy jadłyśmy te jej przetwory, ogórki, sałatki, dżemy, leczo? Ty nie odróżnisz pomidora od cukinii, a ona to wszystko dla was robi! Są ludzie cisi, nie potrafią gładko mówić, ale ich miłość widać w czynach. Inni za to pięknie śpiewają, a nie robią nic! wykrztusiła Alina.

Dzięki ci, przyjaciółko! Spodziewałam się wsparcia, a jeszcze mnie nazwałaś! zerwała się Katarzyna.

W głębi duszy poruszył się mały robak. Ten sam, co triumfował, gdy snuła plan zemsty. Teraz wsłuchiwał się w słowa Aliny i nie dawał Katce cieszyć się swoim zwycięstwem. Chciała zepchnąć go gdzieś w głąb, ale się nie dało. Gniótł ją coraz mocniej.

Małgosia, podczas ich kłótni, zjadła w skupieniu pięć pasztecików z kapustą (gdy się denerwowała, objadała się), i nie odezwała się ani słowem. Nie stanęła tym razem za Katką.

Najchętniej Katka uniosłaby się honorem, trzasnęła drzwiami i poszła choćby już się do tego zbierała ale robak przycisnął ją do krzesła.

Może zapomniałyście, iż nie mam mamy od piętnastu lat? Tak jak ty, Katka, masz teściową, tak ja żyję z pustką. Tęsknię bez końca. Do dziś pamiętam jej numer telefonu… regularnie doładowuję jej konto, zostawiam komórkę w pokoju, dzwonię a w słuchawce tylko cisza. Opowiadam jej wszystko, płaczę i mówię, jak mi źle bez niej. Otulam się jej szalem, wyobrażając sobie jej ramiona. Żal wypalił mnie od środka… Katka, masz i mamę, i teściową. Po co tak? Starszy człowiek, a ty mu życie utrudniasz! Przecież wyśmiewałaś się, iż jest wiejska baba. Powiedz, ile razy fryzurę czy kolorowanie włosów jej zrobiłaś? kontynuowała cicho Alina.

Katka poczuła, jak coś w niej się zapadło. I jakiś obcy głos, chociaż był to jej własny głos, przyznał szeptem:

Nigdy.

Co ty wygadujesz! Katka, ty naprawdę? Tak się nie robi! Moja teściowa może czasem zrzędliwa, ale dopieszczam ją! Zawsze dostaje ode mnie serniczki, pierogi, makowiec na święta, a ona aż skacze z radości! Ma takie mięciutkie, pulchne rączki, jak aniołek szczerze się rozpromieniła Małgosia.

Robak w brzuchu Katki zamilkł. I poczuła, iż w końcu może odejść. Już jej tam nic nie trzymało.

Przed oczami przemknął jej dzisiejszy ranek. Ta myśl o pulchnych rączkach… Jej teściowa miała inne, duże, pracowite, z widocznymi żyłami kiedyś wydawały się jej brzydkie, a do twarzy przypięła przezwisko stara kartoflanka. Co o niej wiedziała? Niczego nie próbowała się dowiedzieć o życiu Wiesławy.

A przecież teściowa zawsze przychodziła z pomocą, gdy była potrzebna. Jarek wspominał, iż miał dwie siostry, które długo chorowały. Wiesława najpierw opiekowała się córkami, potem chorym mężem. Został jej tylko syn oczko w głowie, późne dziecko. Sama Katka kochała Jarka jak dawniej, był dla niej oparciem, przystojny, pracowity, mądry.

Taki jest dzięki matce! Mógłby być inny pić, bić, zdradzać! A ty nigdy nic miłego jej nie powiedziałaś! Za to wszystkim innym układasz fryzury, a dla niej żal ci poświęcić czasu! znowu odezwał się rozjuszony robak.

Katka aż podskoczyła.

Kaśka, źle ci? Alina spojrzała z troską.

Katka potrząsnęła głową, starając się nie rozpłakać. Wszystko spadło na nią naraz jak wiosenny deszcz po długiej suszy.

Chciała zmienić temat, choć łzy już napływały do oczu.

Alina, a ta twoja praca? Jak tam?

Ich oczy, dziewczyny… One zostają w głowie na zawsze. Czasem tak cierpią… Ale ten błysk, dobroć, nadzieja… Co tam się nasłucham o wieczności, o tym, czego nie zdążyli zrobić. I ilu łez się wyleje! Przyjechał ostatnio młody mężczyzna. Jego mama u nas leżała złotem by ją obsypał, ale ona do nas chciała, do hospicjum. Marzyła, żeby zabrał ją do wsi, gdzie się wychowała, a jemu się nigdy nie chciało, zbyt zabiegany. Po jej odejściu płakał: Mamo, wróć. Mamo, jedźmy tam, gdzie chcesz, już zaraz, wszystko zrobię, bylebyś żyła!.

Albo starszy pan, byli wojskowi. Codziennie do córki przychodził, ona łysa po chemioterapii. Pokazywał mi jej zdjęcia takie piękne, złote włosy, niemal do pasa! Przynosił jej ozdobne spinki, choć nie miała już co spiinać. A ona czekała na nie z niecierpliwością, cieszyła się każdą. Obiecywał, iż jak włosy odrosną, sam je zaplecie, a potem pojadą razem nad morze. Wiedział, iż tego już nie będzie, ale uśmiechał się do niej, przeglądał z nią te błyskotki. Po śmierci oddał wszystkie. Chciałam go pocieszyć spojrzałam, a tam taka pustka w oczach, takie cierpienie! A on tylko szeptał: Jest przy mamie, teraz już mają siebie. Poczekam na moje dziewczyny. Po to to mówię, byście ceniły, co macie! Jedni płaczą przy grobie, drudzy walczą do końca z losem, a trzecim życie przecieka między palcami na intrygi i złość… A potem przyjdzie coś nieoczekiwanego. Myślicie, iż wszystko od was zależy? O nie, dziewczyny. Życie jest cenne. westchnęła Alina.

Małgosia machnęła gazetą, zerknęła na pustą miskę po pasztecikach. Nie szkodzi, upiekę więcej wieczorem, pomyślała. gwałtownie wysłała mężowi SMS-a ogłosiła rodzinne wieczorne spotkanie, z teściową i teściem, na wspólne oglądanie filmu i ucztowanie.

Lecę, dziewczyny! Mam rodzinne zebranie! Pa! wypadła pośpiesznie Małgosia.

Katka również się poderwała. Ręce jej się trzęsły, gdy szukała czegoś w torebce, aż wypadła jej cała zawartość na podłogę. Alina pomagała wszystko poskładać, obie milczały. Tak samo milcząco się rozeszły.

Katka miała dziś zapchany grafik lecz… Gdzieś na obrzeżu miasta w tym właśnie momencie starsza kobieta, którą uważała za swoją przeciwniczkę, patrzy na jej prezent. Ten sam, którym chciała jej dokopać. A gdyby to jej ktoś tak zrobił?

Pewnie by się bardzo zmartwiła. Cały dzień byłby zepsuty.

Katka obdzwoniła wszystkich klientów, przeprosiła i obiecała zniżki na przyszłość. Odwołała wieczorne wizyty i pojechała do teściowej.

Telefon męża był poza zasięgiem.

Dłonie jej spociły się od nerwów. Co powie Jarek? Przecież to jego mama…

Był już wieczór, światła w małym domku świeciły ciepło. Szydełkowe zasłonki w stokrotki i geranium na oknie, które kiedyś ją denerwowały, teraz wydały się swojskie i ciepłe.

Muszę przeprosić. Co powiedzieć? Może lepszy prezent przynieść? Nie mam już czasu… Obiecam jej coś. Ale co ja narobiłam myślała, idąc ścieżką do domu.

Drzwi były niezamknięte. W dużym pokoju na stole stała malowana misa z pierogami, obok chłodnik litewski na kefirze ulubiony przez Jarka, krokiety. Katka przystanęła w progu, patrząc na zastawiony stół. Mąż rozmawiał z synkiem, który ze smakiem pałaszował gołąbki babci. Wiesława w niebieskiej sukience z koronkowym kołnierzykiem, z zaplecionym warkoczem, stała przy ścianie.

Obok niej dwie starsze sąsiadki i dziarski staruszek pewnie gość.

Zobaczcie, jakie cudo dostałam! rozpromieniona Wiesława pokazywała wszystkim prezent.

I dodała:

To moja Karolinka, żona naszego Jarka. Jak królewna. Jasna, delikatna, taka piękność. Gdy na nią patrzę, aż mi się śpiewa w duszy. To chyba dar od Boga taka uroda! Teraz będzie ze mną zawsze artysta namalował jej portret! Popłakałam się ze szczęścia. Najlepszego prezentu nie trzeba!

Katka poczuła, jak twarz robi jej się czerwona jak burak. Zawstydzona jak dzieciak, gdy zbiła wazon u babci i zwaliła winę na młodszego brata.

Prezent dla teściowej na urodziny okazał się… portretem samej Katki. Z jakiegoś powodu była pewna, iż skoro Wiesława słowem jej nie pochwali, to jej nienawidzi. Myślała, iż portret uprzykrzy jej życie a ona go nie wyrzuci, tylko będzie się męczyć. A wyszło inaczej…

Karolinka taka śliczna, iż boję się coś powiedzieć, onieśmiela mnie. Taka laleczka! Oczy wielkie, niebieskie jak chabry, rysy jak z obrazka. A ja, starsza i niezdarna, dwóch słów nie powiem, mówię tylko tyle, na ile umiem. Czasem, jak śpi, to ją pogłaszczę, poprawię kołderkę. Pan Bóg zabrał mi córki, a zostawił Karolinkę moją synową, która jest jak córka. Zawsze powtarzam Jarkowi, iż ma żonę złotą!

Żyj teraz z tym! mruknął w środku robak i znikł na dobre.

Katka choćby nie zdążyła sobie przyrzec, iż wszystko naprawi. Bo czas jeszcze jest. A już ją zauważyli synek przybiegł, mąż wstał, żeby ją powitać.

Co się stało? Przecież miałaś pracę. Mama mówiła, iż już rano ją odwiedziłaś szepnął Jarek.

Odwołałam wszystko. Czy mogę… Mamo, mogę teraz tak do pani mówić? Wszystkiego najlepszego! z trudem przełknęła łzy.

Najchętniej uklękłaby przed teściową, jak w historii opowiedzianej przez Alinę przed tą mądrością, dobrocią i przebaczeniem.

Karolinko! Jeszcze znalazłaś czas, żeby przyjechać! Dziękuję, córeczko. Dla mnie, starej, znalazłaś chwilę. No proszę, ależ mam szczęście! spojrzała na nią pełna zachwytu i dumy Wiesława.

Staruszek zamruczał z uznaniem, patrząc to na Katkę, to na jej portret.

Zrobiło się gwarno, wszyscy się rozśmiali.

Katka cieszyła się, iż to święto. Że jest zdrowa, iż ma rodziców, którzy już jadą z życzeniami, cudownego męża i synka, dobrą teściową, fajną pracę. Wyszło na to, iż jest prawdziwą bogaczką!

Siadajmy do stołu! krzątała się Wiesława.

Super, a potem zrobię wam wszystkim metamorfozy! Kto chce kolorować, kto podciąć jestem do usług! uśmiechnęła się Katka.

To miał być jej prezent. Dla wszystkich.

Idź do oryginalnego materiału