Teściowej sprawiłam taki prezent, iż aż zrobiło jej się słabo! Będzie drżeć za każdym razem, gdy na niego spojrzy.

twojacena.pl 17 godzin temu

Teściowej sprawiłam taki prezent, iż aż jej się słabo zrobi! Będzie się trzęsła za każdym razem, gdy na niego spojrzy. Ale nie wyrzuci nie ma szans. Postawi go na widoku i będzie przechowywać. O tak. Karma wraca, kocie łzy się wylewają! Moja wredna Wiesława! Przez piętnaście lat małżeństwa z Andrzejem nie powiedziała mi dobrego słowa. Zgryźliwa. Inne teściowe chociaż udają, a ona zawsze milczy, tylko patrzy tymi swoimi czarnymi ślepiami. Staram się do niej nie jeździć wpadam raz w roku, na pięć minut zwierzała się Grażyna swojej przyjaciółce Małgosi.

Małgosia kiwnęła głową z wyrozumiałością sama nie darzyła teściowej Haliny szczególną sympatią. Utrwalił się już ich sobotni zwyczaj co dwa tygodnie spotykały się trzy przyjaciółki z dzieciństwa. Grażyna, mistrzyni fryzjerstwa, zawsze wszystkim zmieniała fryzury. Dziś wpadła tylko na krótko, bo czekali na nią klienci. Małgosia, świetna kucharka, przyniosła górę pyszności, jak nazywał je syn Grażyny, Ignaś. Była też trzecia przyjaciółka Alina, pielęgniarka, która dopiero co przeniosła się do nowej pracy. Przyjaciółki nie wiedziały dokąd i właśnie chciały popytać, ale rozgadano się o teściowych.

Nie znoszę jej! Ona mi obca. Gdyby jej nie było Grażyna chciała mówić dalej, ale Alina, dotąd cicha, przerwała jej spokojnie:
I co by wtedy było, Grażynko? Lżej by ci było na sercu? rzuciła z kpiącym uśmiechem.

No Chyba tak Grażyna zamilkła. Przypomniała sobie poranek jak niosła prezent, pięknie zapakowany, złośliwie się uśmiechając. Dawała go Wiesławie, a tamta, jak dziecko, z niecierpliwością rozpakowywała papier, ale Grażyna uprzedziła: otworzyć dopiero, gdy wyjdzie. I tak popsuła jej święto tej wstrętnej staruszce!

Dziewczyny, pytałyście gdzie się przeniosłam zaczęła Alina.

Przyjaciółki się ożywiły.
Do prywatnej kliniki? strzeliła Grażyna.
Będziesz zarabiać fortunę! zachichotała Małgosia.
Do hospicjum odpowiedziała Alina.

Zapadła cisza.
Ale dlaczego? Tam są ciężko chorzy, nie boi cię to? A pieniądze? pokręciła głową Grażyna.
Zawsze tylko pieniądze! Grażyna, wybacz, ale jedno muszę ci powiedzieć: jesteś głupia wyszeptała Alina przez zaciśnięte usta.
Kto? Ja? Moja teściowa jest głupia! Grażyna się zaśmiała.
Ty, Grażyna. To, co robisz, jest podłe. Nie znam dobrze twojej Wiesławy. Twierdzisz, iż nie powiedziała ci dobrego słowa? A kto sprzedał mieszkanie w centrum, żebyście mogli powiększyć metraż? Twoja teściowa. Bez szemrania, przeprowadziła się na peryferie. Kiedy Ignaś ciężko chorował, kto woził go na konsultacje do profesora, który go uratował? To był znajomy twojej teściowej z czasów młodości! Gdy balowałaś na zjeździe klasowym i obudziłaś się u kolegi nie wydarzyło się nic złego, ale Andrzej by nie wybaczył kto ci uratował skórę? Wiesława powiedziała, iż nocowałaś u niej. Gryziesz rękę, która cię karmi i głaszcze. Ile razy jadłam z tobą ogórki, dżemy, leczo, którymi cię zaopatruje? Sama ogrodnictwa nie ogarniasz wszystko to robi dla was ona! Są ludzie cisi i nieumiejący pięknie mówić. Ale pokazują miłość czynami! A inni tylko gadają, a nic nie robią! skończyła gwałtownie Alina.

Grażyna spąsowiała ze wstydu. Poczuła drapanie w środku, jakby sumienie się odezwało. Malutki robaczek się kręcił tam, gdzie była niedawno tylko satysfakcja i duma z własnej złośliwości. Próbowała go uciszyć przecież to tylko słowa Aliny, nic ważnego! Ale robaczek był uparty i nie chciał cichnąć.

Małgosia, obserwując ich sprzeczkę, najadła się pięcioma kapuścianymi pasztecikami (na nią w stresie zawsze nachodzi apetyt) i nie komentowała więcej, pierwszy raz nie wspierając Grażyny. Po prawdzie powinna się obrazić, trzasnąć drzwiami, pokłócić się z Aliną i wyjść. Już prawie tak zrobiła, ale uparty robaczek nie pozwolił jakby ją przykuł do krzesła.

Zapomniałyście, iż nie mam już mamy? Żyję z tym od piętnastu lat, tak jak ty, Grażyna. Ale ty od tego czasu narzekasz na teściową, która cię naprawdę kocha. A ja zżeram się z tęsknoty i bólu. Często wybieram jej numer, choć wiem, iż nikt już go nie odbierze. Zostawiam sobie jej telefon, regularnie doładowuję. Czasami dzwonię i patrzę, jak pojawia się Mama…. Odbieram i rozmawiam z ciszą. Opowiadam wszystko. Krzyczę, jak bardzo mi źle bez niej. Otulam się jej kocem i wyobrażam sobie, iż to ona mnie tuli. Czuję, jakbym była wypalona żałobą. Ty masz matkę i teściową. Po co tak się znęcasz nad starszą osobą? Kiedy zrobiłaś coś dla niej, kiedy ułożyłaś jej włosy, podcięłaś końcówki, pofarbowałaś? zapytała cicho Alina.

Nigdy, odpowiedział w myślach Grażyna, aż jęknęła z bólu.

No nie wierzę! Grażyna, to nieludzkie wyrwało się Małgosi. Ja moją zawsze czymś obdaruję ciasta, pierogi, babki na Wielkanoc. Ona szczęśliwa, ręce do oklasków, wszystko z torebki ustawia na stole. Ma takie malutkie, pulchne rączki, prawdziwy aniołek! rozmarzyła się Małgosia.

Robaczek w sercu Grażyny już ucichł na dobre. Nagle zrozumiała, iż może wstać i wyjść już nic jej tu nie trzymało.

W głowie obijały się wspomnienia z dzieciństwa pulchne dłonie U Wiesławy były inne: duże, spracowane, ze ścięgnami na wierzchu. Nazywała je kiedyś z pogardą szczypcami. I twarz pomarszczona zgniły ziemniak, jak sama szeptała pod nosem. Co ona wie o Wiesławie? Nic, nie ciekawiła ją jej przeszłość.

A przecież teściowa zawsze była, kiedy trzeba. Andrzej wspominał, iż miał kiedyś dwie siostry. Chorowały zmarły. Ojca też opiekunka pochowała. Pracowała ciężko całe życie. Dumą i miłością jej był ukochany syn Andrzej, mąż Grażyny.

A przecież Grażyna przez cały czas kochała Andrzeja kochała go tak samo jak piętnaście lat temu. Przystojny, pracowity, troskliwy, mądry. Taki, bo matka go tak wychowała! Mogłabyś mieć pijaka, tyrana, niewiernego! Nie każdemu się trafia taki mężczyzna! Dlaczego nigdy nie powiedziałaś jej dobrego słowa? Wszystkich czeszesz, a ona gorsza? Pożerasz ją własną złością jak wąż, Grażyna! wrzasnął w niej ten robaczek, a ona aż podskoczyła ze zdziwienia.

Grażynko, źle się czujesz? Alina nachyliła się troskliwie.

Grażyna pokręciła głową, powstrzymując łzy. Wszystko naraz do niej dotarło, jak fala załamująca się o wyschniętą ziemię.

Musiała przerwać. Musiała wyjść. Myślała, iż będzie śmiesznie i lekko pomyliła się.

Żeby zapanować nad emocjami, spytała cicho:
Jak ci w pracy, Alina?

Nigdy nie zapomnę tych oczu… Cierpią, ale świecą się nadzieją. Słyszę wiele słów o wieczności, o tym, co chcieli jeszcze zrobić. Widzę łzy rozpaczających rodzin. Był tu taki młody, dobrze sytuowany facet, którego mama leżała u nas. Sypał jej pod nogi złotówki, a ona uparła się na hospicjum. Marzyła, by ją zawiózł jeszcze do wioski, skąd pochodziła. Ale on krawaciarz z miasta, nie rozumiał. Jak ją od nas zabrali, klęknął przy trumnie i ryczał: Mamuś, wróć! Pojedziemy, gdzie tylko chcesz! Dom tam postawię! Nie jestem nikim bez ciebie! Albo taki wojskowy przychodził do córki. Zgoliła włosy po chemii. Pokazywał zdjęcia z dzieciństwa miała długie, piękne włosy. Przynosił jej ozdobne spinki, grzebienie zbierała je. Czemu, pytały pielęgniarki, skoro i tak nie ma włosów? A ona promieniała, gdy przychodził tata, mówił, iż zaplata jej te loki, gdy odrosną, tak jak robiła mama. Córka zmarła. Wszystkie spinki oddał potem dzieciom na oddziale. Przytulałam go na pocieszenie, a on szeptał: Teraz jest z mamą. Moje dziewczynki czekają na mnie… Po co to mówię? Byśmy doceniali, co mamy! Jedni ryczą przy grobie, bo już nie mogą się podnieść po stracie. Drudzy walczą. Trzeci trwonią życie na pretensje i intrygi. A potem i ich dopada ból. Czasami wydaje się, iż człowiek panuje nad własnym losem ale to złudzenie westchnęła Alina.

Małgosia odsunęła talerz, wstała nagle.
Lecę, bo dziś będziemy rodziną oglądać film. Musi być z nami teściowa i teść zaprosiłam! rzuciła i wyszła.

Grażyna także wstała. Z rękami trzęsącymi się szukała czegoś w torebce, wszystko wypadło na podłogę. Alina pomogła jej zbierać w milczeniu. Rozeszły się bez słowa.

Grażyna miała plany na wieczór. Ale nagle Gdzieś na peryferiach Poznania, siedziała w tej chwili starsza kobieta, przekonana, iż synowa jej nie znosi, patrząc na prezent od niej. Ten, którym miała ją ukarać. A gdyby ona dostała taki sam? Pewnie byłoby jej przykro. Bardzo.

Dzwoniąc po kolei do klientów, przeprosiła i zaproponowała rabat wszystko odwołała. Wsiadła w samochód i pojechała do teściowej. Telefon Andrzeja nie odpowiadał.

Dłonie Grażyny lepiły się ze zdenerwowania. Co powie Andrzej? Przecież to jego mama.

Zmierzchało. W malutkim domku paliły się światła. choćby haftowane zasłonki w stokrotki i pelargonie, których zawsze nie znosiła, wydały się nagle swojskie i domowe.

Muszę przeprosić. Tylko jak? Może powinnam wziąć lepszy prezent, ale nie ma czasu. Obiecam jej coś specjalnego kupić. Ależ ja namieszałam… myślała, przechodząc przez furtkę.

Drzwi były otwarte. W dużym pokoju stała ogromna micha z pierogami. Obok okroszka na kefirze ulubiona Andrzeja, faszerowane naleśniki. Grażyna zamrzała w drzwiach i spojrzała na stół. Andrzej rozmawiał z Ignasiem, który z apetytem wsunął babcine gołąbki. Sama Wiesława w granatowej sukni z koronkowym kołnierzykiem, z warkoczem jak zawsze, stała przy ścianie. Obok dwie sąsiadki i żywiołowy dziadek.

Popatrzcie, co dostałam! Prawdziwe dzieło zachwycała się Wiesława, pokazując prezent. Dodała:
To moja Grażynka, żona Andrzeja. Jak księżniczka, biała, delikatna, śliczna. Jak patrzę na nią, dusza mi śpiewa. Bóg mi ją przysłał! Teraz zawsze będzie ze mną. Artysta ją namalował. Rozpłakałam się ze szczęścia, gdy zobaczyłam ten prezent. Niczego więcej nie trzeba!

Grażyna poczuła, iż twarz i uszy robią się purpurowe ze wstydu, jak wtedy, gdy stłukła babci wazon i zrzuciła winę na młodszego brata. Prezentem dla teściowej na imieniny był portret samej Grażyny! Była przekonana, iż skoro Wiesława nigdy jej nie chwali, to jej nie lubi, wręcz nie znosi, i portret będący ciągłym widokiem nieszczęsnej synowej tylko ją dobić miał. Ona go nie wyrzuci i będzie się męczyć. A tu wszystko na opak.

Grażynka taka piękna, iż czasem wstydzę się coś powiedzieć. Jak porcelanowa lala! Błękitne oczy jak chabry, rysy jak z portretu. A ja taka stara i pokraczna, ledwo dwa słowa z siebie wydukam. Nie umiem pięknie mówić, boję się. Nieraz, jak spała u nas, przykładałam kocyk, gładziłam ją, modliłam się za nią. Pan Bóg zabrał mi córeczki wcześnie, ale dał mi drugą moją Grażynkę. Andrzejowi zawsze powtarzam: masz złotą żonę! wzdychała Wiesława.

Żyj teraz z tym! zaśmiał się cicho robaczek w sercu Grażyny i zniknął zupełnie.

Nawet nie zdążyła mu obiecać, iż naprawi wszystko. Miała jeszcze czas. Wtem zauważyli ją wszyscy. Ignaś podbiegł, mąż wstał.

Co się stało? Przecież masz pracę? Mama mówiła, iż rano już ją odwiedziłaś wyszeptał Andrzej.

Anulowałam klientów. Wiesławo Czy mogę mówić do pani mamo? Wszystkiego najlepszego głos złamał jej wzruszenie.

Chciała się uklęknąć, jak w opowieści Aliny, przed tą mądrością, dobrocią i przebaczeniem.

Grażynko! Znalazłaś chwilę też dla mnie, starej, dziękuję, córeczko! Jak dobrze, iż przyszłaś! mówiła teściowa z euforią i dumą.

Dziadek też chrząknął z uznaniem, patrząc na Grażynę i jej portret. Wszyscy się ożywili, rozbrzmiał śmiech.

Grażyna czuła, jakby miał dziś urodziny każdy z nich. Była wdzięczna, iż żyje, iż ma rodziców a właśnie jechali z życzeniami iż ma cudownego męża, synka, dobrą teściową i kochaną pracę. Była bogaczka, ot co!

Do stołu, do stołu! krzątała się Wiesława.

Świetnie, a potem zrobimy Dzień Piękności! Chcecie fryzurę? Zapraszam! Mogę wszystkim podciąć, pofarbować, wyczarować coś ładnego. Z przyjemnością! Grażyna uśmiechnęła się szeroko.

To był jej prezent dla wszystkich.

Idź do oryginalnego materiału