Dziś zapisałem w moim dzienniku coś, co trudno mi z siebie wyrzucić. Zafundowałem teściowej taki prezent, przy którym naprawdę źle się poczuje! I jeszcze będzie ją trzęsło na sam widok. Ale nie wyrzuci go, będzie musiała trzymać na honorowym miejscu nie ma innej opcji. Ot, tak. Karma wraca, jak uczy stare przysłowie. Wredna Genowefa Jankowska! Przez wszystkie piętnaście lat, od kiedy jesteśmy z Magdą małżeństwem, nie powiedziała mi ani jednego ciepłego słowa. Zimna ryba. Inni choć coś czasem burkną przez zaciśnięte zęby, a ona milczy. Tylko tymi swoimi ciemnymi, przeszywającymi oczami się patrzy. Staram się jej unikać jak ognia, odwiedzam raz w roku i to na pięć minut opowiadała dziś moja ukochana żona Lena swojej przyjaciółce Marysi.
Marysia słuchała z zaangażowaniem i potakiwała głową. Sama za swoją teściową, panią Helenę, też nie przepadała. Tradycyjnie, raz na jakiś czas, trzy przyjaciółki z dzieciństwa spotykały się w sobotni dzień. Lena, fryzjerka z powołania, zawsze zmieniała im fryzury i odświeżała wizerunek. Dziś jednak musiała się spieszyć czekały klientki. Marysia, zawodowa kucharka, przynosiła górę smakołyków tak zresztą nazywał to Irek, syn Leny.
Trzecią w tym gronie była Ola pielęgniarka, która niedawno zmieniła pracę. Gdzie, tego koleżanki jeszcze nie wiedziały, ale właśnie miały zamiar ją wypytać. Zamiast tego jednak rozmowa zeszła na temat teściowych.
Nie znoszę jej! Szczerze mówiąc, gdyby jej nie było zaczęła znowu Lena.
I wtedy cicha dotąd Ola wtrąciła się w rozmowę:
I co, Lena? Od razu lżej ci by się zrobiło? zapytała z przekąsem.
Może Lena nagle zamilkła, przypominając sobie ranek. Jak niosła prezent zapakowany w piękny papier, triumfująco uśmiechnięta. Jak wręczała go Genowefie Jankowskiej, a ta, jak dziecko, zabrała się do odpakowywania, gdy tylko Lena jej go wręczyła. Ale uprzedziła ją: rozpakować tylko po jej wyjściu. I święto teściowej było już popsute. Na złość babie!
Dziewczyny, pytałyście gdzie się przeniosłam do pracy przypomniała się Ola.
Marysia zerknęła z ciekawością.
Do prywatnej kliniki? zaproponowała Lena.
Teraz to się dorobisz! zaśmiała się Marysia.
Do hospicjum po prostu odparła Ola.
Nastąpiła cisza.
Po co? Tam przebywają tylko ciężko chorzy Nie bałaś się? A co z zarobkami? dopytywała Lena.
Wy ciągle tylko pieniądze, pieniądze Lena, wybacz, ale muszę ci powiedzieć jedno słowo: Głupiaś wyszeptała smutno Ola.
Kto? Teściowa? Lena próbowała się zgrywać.
Ty, Lenka. Tym co robisz, pokazujesz podłość. Ty narzekasz, iż Genowefa nie mówi dobrych słów? A pamiętasz, kto sprzedał mieszkanie w centrum Poznania, żebyście z Magdą mogli kupić dom na przedmieściach? Twoja teściowa, bez cienia szemrania.
Kiedy Irek poważnie zachorował, kto szukał najlepszych lekarzy w całej Polsce? Ten specjalista, który uratował go był synem przyjaciółki twojej teściowej. A innym może by się nie udało. A jak się napiłaś na zjeździe klasowym i obudziłaś się u kolegi z podstawówki? Między wami nic nie było, ale Magda by tego nie przełknęła, znając ją. A kto cię w krytycznym momencie uchronił? Genowefa powiedziała, iż nocowałaś u niej. Lena, ty gryziesz rękę, która cię karmi i głaszcze obrazowo. Ile razy przychodziłyśmy do ciebie na ogórki, dżemy, leczo, marynaty To wszystko od niej dostajesz. A ty choćby nie wiesz, jak wygląda liść pomidora! To ona robi wszystko dla was. Są przecież ludzie oszczędni w słowach, ale wszystko okazują czynami. Inni gadają, ale co z tego? zakończyła Ola.
Dzięki, koleżanko. Myślałam, iż mnie wesprzesz, a jeszcze wyzywasz! Lena się poderwała.
Jednak gdzieś w głębi już zaczynało się coś w niej kruszyć. Jeszcze niedawno z satysfakcją planowała swoją małą zemstę, a teraz słowa Oli nie dawały o sobie zapomnieć; wcale nie mogła się cieszyć z wywołanych udręk teściowej.
Marysia, która z nerwów zawsze zajada, pochłonęła pięć pierogów z kapustą i też milczała. I już Leny nie poparła.
Niby powinna się obrazić, trzasnąć drzwiami i wyjść, ale nie potrafiła. Coś ją powstrzymywało.
Chyba zapomniałyście, iż nie mam już mamy? Całe piętnaście lat, jak ty, Lena, żyję bez niej. Ty cały ten czas narzekasz, jak ci teściowa przeszkadza, która cię naprawdę kocha. Ja przez te lata umieram z tęsknoty i bólu. Wiecie, iż wciąż mam numer telefonu do mamy? Doładowuję regularnie konto. Czasem zostawiam drugi telefon w pokoju, dzwonię do niego, a potem witam się z jej zdjęciem i gadam z ciszą. Opowiadam o tym, jak mi źle. Jak bardzo ją kocham i tęsknię. Owijam się w jej szal, jakby miała mnie objąć. Już wszystko mi w środku spaliła ta tęsknota.
Lena, wybacz, nie mogłam już dłużej milczeć. Ty masz i mamę, i teściową. Po co ją tak traktujesz starszą kobietę? Uważasz się za lepszą? Pamiętam, jak śmiałaś się z jej wiejskich naleciałości. I jeszcze coś wszystkim robisz fryzury, układasz włosy, a Genowefie kiedy cokolwiek zrobiłaś? dokończyła Ola.
To już było jak policzek dla Leny. Od wewnątrz coś w niej przygasło.
Nigdy wymknęło się jej.
No to już przesada. Sama byłam w szoku. Ja moją teściową tortami, pierogami, babkami raczę, niech ma! To fajna kobieta mimo wad. Raduję się, gdy się cieszy. Ma takie miękkie, pulchne rączki, czysta anielica! rozpromieniła się Marysia.
Ciche sumienie odezwało się w Lenie po raz ostatni. Mogła wstać i wyjść. Już nie czuła się tryumfatorką.
Przed oczami miała poranek, słowa Marysi o pulchnych dłoniach a jej teściowa ma zupełnie inne. Sama wyśmiewała łapska duże, spracowane ręce z wystającymi żyłami, nieładne, jak jej się wydawało. Twarz pomarszczona Lena pogardliwie nazywała ją “stara pyra”. Co ona wie o tej kobiecie, Genowefie Jankowskiej? Tak naprawdę nic. Tak naprawdę jej życie wcale jej nie obchodziło.
A przecież teściowa obejmowała ją troską ilekroć było trzeba. Jej mąż, Magda, miał kiedyś dwie siostry umarły jako dzieci po ciężkiej chorobie. Genowefa zajmowała się nimi i potem mężem, aż wszyscy odeszli. Jej jedyny syn to cała jej duma. A Lena? Kochała męża tak samo mocno jak wtedy, gdy się poznali. Przystojny, pracowity, mądry, niezawodny!
On taki jest dlatego, iż Genowefa go tak wychowała! Mogłabyś trafić gorzej chłop mógłby bić, pić albo mieć kochankę! Nie każdy ma tyle szczęścia! A sama nigdy jej dobrego słowa nie powiedziałaś. Kto ci zabraniał? Kogo krzywdziłaś tym jadem i śmiechem? sumienie znowu się odezwało w Lenie.
Aż podskoczyła.
Lenka, co się dzieje? z troską zapytała Ola.
Lena pokręciła głową, byle się nie rozpłakać. Wszystko runęło naraz. Żeby nie rozkleić się bardziej, zapytała jeszcze zachrypniętym głosem:
Jak ci się pracuje, Olu?
Cóż ich spojrzeń nie można zapomnieć. Tyle w nich bólu, a i tak mnóstwo nadziei i światła. Słucham tam rozmów o wieczności, łez które płyną, żalu za to co niespełnione. Wiecie, przyjechał kiedyś młody facet, pewnie bogusz, bardzo zajęty. Jego mama była u nas. Zasypywał ją prezentami, pieniędzmi, ale ona chciała do rodzinnej wioski. On nie jechał, nie miał czasu. Gdy mama umarła, klękał przy jej łóżku i płakał: “Mamo, wróć. Teraz pojedziemy gdzie tylko chcesz. Wszystko zrobię. Tylko zostań!”. Albo stary pan, wojskowy, codziennie przynosił kolorowe spinki dla córki. Ona nie miała włosów, ale czekała na niego i te spineczki jak na święto. On jej obiecywał, iż zaplecie kiedyś jej włosy, jak mama dawniej, i razem pojadą nad morze. Wiedział, iż nic już z tego nie będzie, ale ją pocieszał. Córka zmarła, rozdał wszystkie spinki. Powiedział do mnie: “Teraz żona będzie ją czesać w niebie. Poczekają na mnie, moje dziewczęta”.
Po co to mówię? Doceniajcie swoje życie! Jeden płacze przy grobie, inny walczy z chorobą, a jeszcze inny traci czas na waśnie, intrygi, złośliwości. To wszystko się mści. Człowiekowi się wydaje, iż jest panem swojego losu, ale los bywa przewrotny.
Marysia popatrzyła na miskę pierogów pusto. Ale trudno, dziś w domu upiecze jeszcze więcej i zaprosi wszystkich na wspólne kino i kolację koniecznie z teściem i teściową na noc.
Lecę! Mam rodzinne zebranie, pa! zwinęła się Marysia.
Lena także się podniosła, szukała nerwowo czegoś w torebce i wszystko jej wypadło. Ola bez słowa pomagała zbierać. W ciszy się pożegnały i rozeszły.
Lena miała zawalony wieczór, wszystko było zaplanowane na tip-top. Ale tam, gdzieś na obrzeżach Poznania, właśnie teraz starsza kobieta patrzyła na prezent ten, którym Lena chciała ją dobić. I tak się zastanowiła gdyby to jej ktoś taki prezent wręczył? Pewnie byłoby jej bardzo przykro.
Zadzwoniła do wszystkich klientów, przeprosiła za zmiany i obiecała zniżki. Odwołała wizyty i ruszyła do teściowej.
Telefon męża wyłączony. Ręce jej drżały. Co powie Magda, jego mama? W domu już świeciły się okna. A firanki w stokrotki i pelargonie na parapecie, których Lena tak nie znosiła wydawały się nagle takie bliskie.
Muszę przeprosić. Co powiedzieć? Może lepiej wziąć coś innego, ale nie mam czasu. Obiecam, iż następnym razem postaram się bardziej. Ojej, co ja narobiłem myślała Lena idąc od furtki do domu.
Drzwi otwarte. W dużym pokoju na stole wielka, manualnie malowana misa z pierogami, chłodnik na kefirze ulubiona zupa męża. Naleśniki z mięsem. Lena stała w progu i najpierw patrzyła na stół. Magda rozmawiał z synem, ten pałaszował babcine gołąbki. A Genowefa w niebieskiej sukience z białym kołnierzykiem, z zawsze zawiązanym warkoczem przy ścianie. Obok dwie starsze sąsiadki i wesolutki dziadek, chyba też gość.
Patrzcie, jaka piękność! zachwycała się teściowa, pokazując prezent od Leny. I mówiła dalej: To nasza Lenka, żona Magdy. Prawdziwa pń! Delikatna, śliczna, aż serce śpiewa patrząc, jaka z niej uroda! A teraz Lenka zawsze będzie tu ze mną. Artysta namalował jej portret. Wzruszyłam się do łez! Niczego lepszego nie chciałam!
Lena poczuła, jak jej twarz robi się czerwona jak burak jak wtedy, gdy rozbiła babci wazon i zwaliła to na brata.
Prezentem na urodziny teściowej był jej portret. Lena uważała, iż skoro teściowa nie mówi jej nigdy nic dobrego i nie chwali, to jej nie lubi, a może choćby nienawidzi. I myślała, iż jej portret zawsze będzie ją drażnił. Ale sprawy potoczyły się zupełnie inaczej.
Lenka jest tak piękna, iż aż wstyd się odezwać przy niej. Taką laleczką jest! Oczy jak chabry, rysy jak z obrazka. Nie to co ja, stara baba. Mówić ładnie nie umiem, wstydzę się. Kilka razy, jak spała u nas, poprawiałam jej koc, pogładziłam. Bóg zabrał moje córki, dał mi drugą żonę Magdy, moją kochaną Lenusię. Zawsze powtarzam Magdzie, iż ma żonę jak złoto!
Żyj teraz z tym! sumienie z Leną sarknęło i rozmyło się bezpowrotnie.
Nie zdążyła mu obiecać, iż się zmieni. Ale jeszcze miała czas. Jej już wszyscy zauważyli. Syn podbiegł, mąż podniósł się z krzesła.
Co ty tu robisz? Miałaś dziś przecież pracować? Mama mówiła, iż rano już jej złożyłaś życzenia Magda szepnął jej do ucha.
Odwołałam wszystko Genowefa Mogę mówić do pani mamo? Tak jak do mojej mamy. Wszystkiego najlepszego! ściskało ją w gardle.
Chciała aż uklęknąć, jak ten mężczyzna z opowieści Oli przed mądrością, dobrem i przebaczeniem.
Lenuniu! Znalazłaś jeszcze czas, by zajrzeć do starej baby! Moja córka przyjechała! z dumą powtarzała Genowefa, ukradkiem ją głaszcząc.
Dziadek gość z uznaniem pokiwał głową patrząc raz na Lenę, raz na portret.
Wszyscy ożyli, zrobiło się wesoło.
Lena cieszyła się dziś podwójnie iż żyje, iż ma rodziców (którzy właśnie zjawiali się z życzeniami), wspaniałą żonę, synka, dobrą teściową i zawód, który lubi. Okazało się, iż jest prawdziwą bogaczką.
Siadajcie do stołu! krzątała się Genowefa.
Super! A potem robimy Dzień Piękności! Chcecie nową fryzurę? Komu trzeba, zrobię. I farbowanie, i strzyżenie dziś dla wszystkich! uśmiechnęła się Lena.
To też był jej prezent. Dla wszystkich.
Dziś zrozumiałem niewypowiedziana miłość bywa silniejsza niż tysiące słów, a czasem najważniejsze w życiu to docenić tych, którzy są blisko nas, póki mamy jeszcze taką szansę.






